@jacks
SPOILERY!!! Zrujnowane dzieciństwo. Jak można było tak zbeszcześcić klasycznego Kickboxera? I to jeszcze ze współudziałem Van Damme’a! Nic tu się nie trzyma kupy. Zero wprowadzenia (Kurt nagle pojawia się u Tong Po), zero wyjaśnień pobocznych wątków (skąd Kurt nagle kręci z policjantką? czemu Durand jest amerykaninem? co to za tajskie dzieciaki podczas treningu? i wiele innych WTF momentów), płaska muzyka poprzeplatana współczesnymi rapowymi bangerami, które w kompozycji nijak oddają klimat scen (chyba tylko jeden trening dobrze się oglądało; ten ze scenami przy zachodzącym słońcu), no i wisienka na torcie – aktorstwo (ja rozumiem, że wzięto do filmu różnej maści mistrzów MMA czy innego karate, ale chyba na "acting 101" to oni nie chodzili).
To, czym mógł się ten film wybronić to sceny walk, bo skoro mamy tu prawdziwych fighterów, to można by spodziewać się nie lada kopaniny. Niespodzianka – znowu kicha! Walki ze statystami wyglądają bardzo słabo, kamera stara się zbytnio nie ruszać, ale widać, że Moussi robi co może żeby nie skrzywdzić "tajskich zbirów". Końcowa walka woła o pomstę do nieba. Przede wszystkim jest za długa, Bautista już chyba dłużej nie potrafił "grać" stojąc w miejscu lub przeskakując z nogi na nogę, bo walki w jego wykonaniu jest jak na lekarstwo. Amatorszczyzna.
Jean-Claude Van Damme również nie popisał się swoją rolą. Widać, że jak na swój wiek ma formę i umiejętności, ale niestety kiepskie aktorstwo znowu dało o sobie znać. Sceny treningów i te w końcowej walce jako sekundant kompletnie rozpraszały uwagę od walki; przecież ten facet odegrał rolę Sloane’a w ’89! Powinien ogarnąć, że to co tu oglądamy to jakaś pomyłka…
Na plus cameo Michela Qissi, czyli oryginalnego Tong Po w scenie w więzieniu (chyba, że go źle rozpoznałem, bo nie widzę w napisach końcowych). Miły uśmiech w stronę fanów.
Koniec końców daję 3/10. Nie polecam nikomu, chyba że chcecie porównać z nieśmiertelnym klasykiem.
Świetny komik, który razem z Richardem Pryorem, stworzył parę niezapomnianych filmów mojego dzieciństwa. Kolejna wielka strata.
Jedne z najgłupszych scen w filmie dotyczyły właśnie tego kucyka…
91% – pomyliłem się przy Bladzie :/
Niespodziewany zwycięzca, ale jak najbardziej zasłużony. Aż dziwne, że właśnie John McClane nie prześcignął tej azjatyckiej, dość nowej procukcji.
Jest stówka :)
Zdecydowanie czekam! Może być mrocznie i ze sporą dawką wyważonej akcji. Przepis na sukces.
11/12 – poległem na Harrym Potterze i zbyt szybkim odpowiadaniem :)
Zdecydowanie słabsza od "jedynki". Kompletnie niewykorzystano potencjału postaci. Widać, że już wtedy starano się maksymalnie wyeksponować Wolverine’a nie dając za dużego pola manewru innym herosom. Finałowa akcja wypadła co prawda bardzo dobrze, ale ja osobiście czułem jakiś niedosyt. Grunt, że po latach nadal dobrze się ogląda. Ocena bez zmian 8/10.
Mega pokręcony, mega psychodela, mega śmieszny (miejscami). Jeden z bardziej oryginalnych serialów, które mogłem ostatnio obejrzeć. Od pierwszych minut albo pokochasz, albo powiesz WTF?! Świetna obsada, fabuła i scenografia. To taki przekrój przez dysfunkcyjną rodzinę i spojrzenie na ich codzienne dziwactwa. Polecam w ciemno. 8/10
Proszę czekać…