Mam słabość do surrealizmu z introwertykiem mizantropem w roli głównej. Po filmie mam też słabość do pani Thierry i pana Waltza oraz imienia Bob.
Ostra zrzyna z "Blair Witch Project" i "Parków jurajskich" w głupszej i mniej efektownej wersji. Nastoletni syn na gapę głównym narratorem historii – bezsens.
Jakkolwiek ekranizacja innej sagi Meyer odstrasza od ekranu, sam film jest przyzwoicie zrealizowaną i znacznie ciekawszą produkcją.
obejrzanych kilkadziesiąt przypadkowych odcinków. Uwielbiam ten klimat szpiegowskich podchodów i wchodzenia w fałszywe role.
Pompatyczny, posępny i wzniosły, czyli esencja japońskiej Godzilli w efektowniejszej formie. 1,5 godz filmu katastroficznego i pół godz potworów. Świetna Olsen!