Trzecia część była absolutnie udanym i dopracowanym zakończeniem serii. Wraz z czwartą zmarł sens i znaczenie. Teraz, z piątą częścią, sępy – czyli konsumenci – są karmione.
Między innymi, po groteskowym odrodzeniu Palpatine’a, Disney stracił stałą publiczność franczyzy, w tym mnie. Nawet nie zacznę o losie Luke’a i Hana. Jedynym wyczynem, jaki Disney osiągnął w Gwiezdnych Wojnach, jest zniszczenie dojnej krowy w zaledwie trzech aktach. Dzięki powściągliwości kolejnych filmowych manewrów, przynajmniej ekonomiczny rozum wydaje się powracać do zarządu Disneya. A chwila, Mandelorian, którego nikt się nie spodziewał (poza kilkoma krytykami filmowymi), wkrótce pojawi się w kinach… The Shit-Show must go on!
juhuuuuuu!!!!
Proszę czekać…