Uważam, że zarówno Nolan, jak i autor artykułu mijają się z sednem sprawy. Choć Nolan ma rację, twierdząc, że rozpoznanie schematu narracyjnego nie cyni filmu automatycznie kiepskim, zachowuje się tak, jakby był to główny problem współczesnej krytyki filmowej. W rzeczywistości wiele filmów ocenia się przede wszystkim według kryteriów emocjonalnych, moralnych czy politycznych. Uznawanych często za ważniejsze niż inscenizacja. Artykuł przyjmuje punkt widzenia Nolana niemal bezkrytycznie i całkowicie pomija ten aspekt, przez co jego obraz zagadnienia wydaj mi się niepełny. Rzeczywistość jest po prostu zbyt różnorodna.