Uważam, że zarówno Nolan, jak i autor artykułu mijają się z sednem sprawy. Choć Nolan ma rację, twierdząc, że rozpoznanie schematu narracyjnego nie cyni filmu automatycznie kiepskim, zachowuje się tak, jakby był to główny problem współczesnej krytyki filmowej. W rzeczywistości wiele filmów ocenia się przede wszystkim według kryteriów emocjonalnych, moralnych czy politycznych. Uznawanych często za ważniejsze niż inscenizacja. Artykuł przyjmuje punkt widzenia Nolana niemal bezkrytycznie i całkowicie pomija ten aspekt, przez co jego obraz zagadnienia wydaj mi się niepełny. Rzeczywistość jest po prostu zbyt różnorodna.
Tak, mówimy. Kenneth Branagh wcieli się w podejrzaną, czarną charakterystyczną postać, wszystko to więc do siebie pasuje.
Starzy esbecy robią to, co od 1945 roku aż do dziś wychodzi im najlepiej: służą innym krajom oraz własnym interesom.
Choć uwielbiam Strażników Galaktyki, koncepcja jest już wyeksploatowana po 10 latach i, jak wspomniałeś, nudna. Niestety, nie mam nadziei dla DC Gunna. Nawet jeśli to ryzykowne posunięcie, DC powinno trzymać się mrocznego stylu Zacka Snydera. W ten sposób przynajmniej byłby kontrast i alternatywa dla Marvela. Na razie mamy do czynienia ze zmęczoną kopią.
Widzowie, łącznie ze mną, są na ogół przesyceni współczesnymi filmami o superbohaterach, zwłaszcza gdy skupiają się one raczej na trendach marketingowych lub współczesnych przesłaniach politycznych niż na wciągającej historii. Film jest próbą naśladowania typowego dla Gunna cynizmu i oderwanych od rzeczywistości, nieustannie dowcipnych postaci… Supergirl jest przedstawiana jako imprezowiczka z traumą i problemami alkoholowymi. Wpisuje się to w typowy hollywoodzki schemat, gdzie heroizm zastępuje cynizm, a głębia postaci jest udawana za pomocą wyświechtanych schematów 'girl-boss'.
Łotr 1 miał najlepszą scenę walki Vadera w całej serii i dopełniał jedną część fabuły Gwiezdnych Wojen, więc technicznie rzecz biorąc, nie był to samodzielny film. Ale teraz, Woke-Disney zniekształcił Moc, sprawiając, że nie jest już Mocą w klasycznym sensie, a także Historia nie jest już heroicznym eposem, a zatem nie jest Gwiezdnymi Wojnami. Disney powinien pogrzebać tę franczyzę i skupić się na samodzielnych filmach science fiction. Dlaczego nie tylko Starfighter? Dlaczego Gwiezdne Wojny-Starfighter… Litośći!!!