Aktywność

Pod skórą (2013/I)

2/10 – Najkrócej można powiedzieć, że film wygląda tak jakby ktoś wziął i wymieszał dla wygłupu wszelkie możliwe stereotypy o tzw kinie artystycznym. Kompletna strata czasu, film o niczym, w którym nic się nie dzieje, z którego nic nie zostaje w głowie. A nie, przepraszam, pozostaje poczucie niesamowitej irytacji.

Prawdziwy romans (1993)

9/10 – Często media wpadają w ekstazę, ogłaszając, że właśnie objawił się światu idealny imitator, najlepszy uczeń Quentina Tarantino, tym mianem mógł się już pochwalić Robert Rodriguez, czy też twórca "Dużych, złych wilków". Tymczasem jedyny, odpowiedni kandydat ujawnił się światu jeszcze zanim kariera sympatycznego wariata rozkręciła się na dobre. Uzbrojony w scenariusz Quentina, Tony Scott stworzył obraz który spokojnie mógłby zakończyć się planszą "directed by Quentin Tarantino".

Scena z Walkenem i Hopperem to mistrzostwo świata, czysta poezja i magia kina, wybitne osiągniecie w materii aktorstwa, scenariusza i narracji, coś co zostaje w pamięci na długo. Nadające lżejszy ton aluzje do popkultury mieszają się tutaj ze scenami gore, co daje efekt tradycyjnego, tarantinowskiego dystansu. Pełno tutaj postaci które mimo, że zbudowane są dzięki prostym środkom, uzyskują dużą wyrazistość, przykładem jest wiecznie zjarany i leniwy Brad Pitt, czy jamajski w obyciu gangster grany przez Gary’ego Oldmana.

Muszę szczerze przyznać, że aż do napisów końcowych czekałem na monolog Quentina Tarantino o Top Gun, jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że pomyliłem filmy :)

Hannibal (2001)

Bardzo dobrze powiedziane, podsumowanie moich odczuć względem tej kontynuacji. To niesamowite, że Brett Rattner zrobił lepszego Hannibala niż Ridley Scott, czyli kluczowym musiał być książkowy materiał wyjściowy.

Smoła (2012/II)

3/10 – James Franco głaszcze swoją brodę z Oza i wspomina różne momenty swojego życia, od słodkich chwil z matką, po gorzkie chwile z prostytutką. Gwiazdy nie mają tutaj niczego do roboty, Franco jest smutny, Jessica Chastain myśli, że jest na planie "Drzewa życia", Bruce Campbell myśli, że jest na Comic Conie, a Zach Braff myśli sobie, że na cholerę było mu zaprzyjaźniać się z Franco.

O roli Mili Kunis bardzo ciężko powiedzieć cokolwiek, zabrakło tutaj pomysłu, fabuły i statywu. Pseudoartystyczny bełkot studentów filmówki z Nowego Yorku.

Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie (2014)

3/10 – Seth MacFarlane kompletnie nie sprawdza się jako aktor pierwszoplanowy, cały czas zachowuje się jakby odgrywał skecz z oscarowej gali. Sednem filmu wydają się być dowcipy o tym jak to źle i niehigienicznie jest na Wild Wild West, ale wygłaszane są ustami faceta który ma chemicznie wybielone ząbki, fryzurę zrobioną na pastę i starannie przycięte bokobrody.

Im dłużej myślę o tym filmie, tym bardziej dochodzę do wniosku, że położyła go megalomania autora, ani przez moment nie uwierzyłem w te wszystkie cechy postaci Alberta które tak wychwala Charlize Theron, ani przez moment nie wzbudził on mojej sympatii swoją ciapowatością rozpisaną jedynie teoretycznie w scenariuszu. Szkoda, że mając na planie Ribisiego i (przeogromnie nudnego tutaj) Harrisa, Seth uparł się aby to zagrać.

Niezły jest Neeson, niezłe są camea. Szkoda tylko, że Liam znika na jakieś 80% filmu, a camea są dopisane od czapy. Dlaczego Seth nie mógł przykładowo wejść do wiadomej stodoły w trakcie jakiejś wielkiej, slapstickowej gonitwy z ludźmi Neesona? Dlaczego cameo z festynu nie jest lepiej wpisane w scenariusz? Żarty reprezentują raczej poziom ostatnich sezonów Family Guya (Harris z kapeluszami był strasznie żałosny, niepotrzebnie rozciągnięty, i zakończony w najgorszy możliwy sposób,właśnie tak jak gagi w najsłabszych momentach FG), w pamięci utknął mi chyba tylko jeden, niezły dialog:

Seth: Czy jesteś prawiczkiem?
Ribisi: Coś tam było kiedyś z wujkiem, ale średnio pamiętam…

Vincent D'Onofrio przeciwnikiem Daredevila

Świetny wybór, jestem pewien, że Vincent pozamiata.

Grand Budapest Hotel (2014)

8/10 – Najdoskonalsza aktorska wersja kreskówki jaką widziałem, to była moja pierwsza myśl po seansie. Dzięki Bogu, że Johnny Depp zrezygnował z roli, zapewne jego sztampowe wykonanie postaci głównego bohatera odebrałoby filmowi połowę uroku. Czaru który objawia się w przepięknie skomponowanych kadrach, aż może trochę szkoda, że Wes Anderson zdecydował się na taki, a nie inny zabieg stylistyczny, z trzema aspect ratio, w końcu jego docelowy widz nie miałby problemu z połapaniem się w miejscu akcji.

Wracając do aktorstwa, Ralph Fiennes jest tutaj niesamowicie świeży, choć można rzeczywiście dostrzec pewne chwyty w których odnalazłby się Depp. W zastępie gwiazd chyba najmocniej brylują Adrien Brody i Willem Dafoe, dużą rolę ma też dość bezbarwny Edward Norton, reszta raczej jedynie pokazuje się widzowi. Trudno nie polubić tego filmu, awanturniczej, niesamowicie absurdalnej opowieści z toną równych gagów. Moim ulubionym jest chyba ten z niekończącym się przełączaniem rozmówców pomiędzy hotelami, oraz wymawianiem nazwiska i pozycji Fiennesa z należnym szacunkiem.

Głupi i głupszy bardziej (2014)

Racja, chociaż nie jestem pewien czy czasem "Kiedy Harry poznał Lloyda" nie funkcjonuje w naszej telewizji jako "Głupi i głupszy 2". Na szczęście nie widzę nigdzie w internecie potwierdzenia nieszczęsnego tytułu kontynuacji.

Głupi i głupszy bardziej (2014)

Proszę, nie… Dlaczego nie nazwać tego "Głupi i głupszy-20 lat później"?

Zdjęcie z planu filmu Tusk od Kevina Smitha

Wygląda jakby urwał się z jakiegoś filmu ZF Skurcz :)

Proszę czekać…