To jest naprawdę fajne. Stonowane barwy, egzoszkielety i inne mechanizmy w większości ujęć robią wrażenie odpowiedniej ciężkości, brak jakichś suchych dowcipasów, całość sprawia wrażenie mniej więcej takiego obrazu jaki chciałbym zobaczyć po krótkim opisie, czyli połączenia "Kodu nieśmiertelności" i "Żołnierzy kosmosu". Nie spodziewałem się, że będę chciał wybrać się do kina na ten film.
Bardzo nietypowy i dobry zwiastun. Film awansował na jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie w przyszłym roku.
7-/10
Szkoda, że głównej roli nie zagrał jednak Clooney, ma on w sobie pewną niewymuszoną charyzmę, sądzę, że pociągnąłby ten film znacznie lepiej niż ledwie poprawna Bullock. Naprawdę do takiego scenariusza trzeba było Bruce’a Willisa z czasów pierwszej "Szklanej Pułapki" czy Bruce’a Campbella z czasów "Armii Ciemności", może wtedy jakoś bardziej mógłbym zaangażować się w ten film który zwyczajnie po mnie spłynął.
Wszelkie metafory i próby artystycznego podejścia są tutaj banalne, płytkie, nachalne, te wszystkie ujęcia na symbole różnych bóstw, pozycja embrionalna i cały film jako metafora ponownych narodzin. Wszystko jest tutaj podsunięte pod nos, rozumiem, że ten film kosztował 100 mln$ i takie rzeczy bywają niezbędne, ale tym bardziej dziwi mnie ogromny zachwyt doświadczonych krytyków filmowych tą techniczną błyskotką. Najlepsze ujęcia CGI ognia w historii czy cudownie skopiowana Ziemia powinny być nagrodą pocieszenia, a nie wartością dodaną.
A tak przy okazji, jeszcze bardziej śmieszy mnie (nie jest to komentarz ad personam) "ten film powinno się oglądać tyko w kinie", to znaczy, że koło stycznia należy go zamknąć w sejfie? Dobry film powinien być dobry nawet na 10-calowym przenośnym telewizorku pana Józka pilnującego parkingu. Co więcej dobre efekty specjalne także tam powinny być dobre, w końcu pan Józek na pewno był zachwycony Terminatorem 2.
Nie :) Tatum to jedna z największych pomyłek Hollywood w ostatnich kilkudziesięciu latach.
Przeogromna różnica jakościowa w efektach specjalnych względem trailera niedawnego Spider-Mana, ale… czy to było na poważnie? Klimaty jak z jakiejś ekranizacji nowelki dla nastolatek, potwornie drewniany Tatum i wiecznie gdzieś spadająca Mila. To może być jeden z najgorszych filmów przyszłego roku.
4/10 – Potworny przeciętniak. Nic w scenariuszu nie przekonało mnie, że w ogóle warto było wyciągać okulary Riddicka z rekwizytorni, a na ten wymęczony skrypt nawet nie udało im się uzbierać odpowiedniego budżetu. W parze ze słabymi efektami specjalnymi idą tak papierowe postacie, że aż wypada się tylko cieszyć, że zmorą planety było słońce i skorpiony-mutanty, a nie huragany. Co więcej wspomniane wycinanki wygłaszają fatalne dialogi, na czele z riddickowskim monologiem ze "wsadzeniem jej aż po jaja" i biorą udział w kompletnie przewidywalnych akcjach.
6/10 – Nie do końca przekonuje mnie taki wydłużony videoklip, niezależnie od uroku piosenek i operowania śpiewem w przekazywaniu subtelnych uczuć. Jakiś wizualny pomysł na wykorzystanie tych utworów miała tylko ostatnia minuta tego obrazu, a o dialogach nawet nie warto wspominać. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to porównanie do Zacha Braffa, w swoim "Garden State" lepiej zsynchronizował on klimat Sundance z piosenkami przekazującymi uczucia bohaterów, a do tego dodał jeszcze fabułę. Może kiedyś pokocham ten film, jednak jeszcze nie teraz.
4/10 – Mimo skeczowej konstrukcji film stara się prowadzić jakąś fabułę, a to już bardzo duży plus na tle współczesnych parodii. Dodatkowo jeśli pojawia się np Rambo to nie tylko po to aby widzowie mogli stwierdzić "O, on przypomina Rambo hahaha" (jak jest choćby w żałosnych filmach duetu Friedberg/Seltzer), ale aby wyśmiać konkretne elementy fabuły oryginalnego filmu.
Jednak kilka udanych i zaskakujących swą absurdalnością pomysłów (choćby gag ze sprawdzaniem godziny czy finałowe losy postaci Philo), giną tutaj w zalewie tych średnich, niedopracowanych lub po prostu słabych. Nie da się ukryć, że sama telewizja nadająca najgłupsze programy świata w wielu momentach przypomina współczesny obraz telewizyjnej rozrywki. Czyżby Weird Al przypadkiem stał się prorokiem?
Przez całą karierę ściąga od samego siebie i innych :)
Jedynym jej minusem jest muzyczne ściąganie z "Time" Zimmera do "Incepcji".
Proszę czekać…