Hipnotyzujący! – Spoilery.
Bez bicia przyznam się, że film Lyncha z 2001 r. narobił mi niemały mętlik w głowie. Po skończonym seansie nie potrafiłem do kupy pozbierać całej historii, powiązać ze sobą wątków i postaci. Pierwszą rzeczą jaką uczyniłem to wygooglowanie analizy obrazu. W miarę czytania rozprawy wszystko (a przynajmniej większość) stało się jasne. Reżyser wplótł, a raczej zbudował film na onirycznej strukturze. Obrazem rządzi jednak logika, ale jak słusznie zauważono jest to logika podobna do tej z naszych snów. Po uświadomieniu sobie tego, wydarzenia z filmu nabierają znaczenia, niekiedy abstrakcyjnego, surrealistycznego a nierzadko absurdalnego. Niezwykły jest sposób w jaki twórca "Zagubionej autostrady" odsuwa przed widzami kolejne części łamigłówki, wplatając w to swój dziwaczny humor, podaje pewne wskazówki, a zaraz potem wszystko to w sekundzie zmienia w iluzję i od początku skazani jesteśmy szukać seansu całej opowieści. Nie jest to lekki, popcornowy blockbuster. Z wyłączonym myśleniem i sennym nastawieniem nie warto podchodzić do tej produkcji. Piszę dlatego, że nawet będąc w pełni skupiony trudno zrozumieć i poskładać film nawet za pierwszym podejściem.
http://www.youtube.com/watch?v=AIpkMg9sh6Q – jak napisał jeden z użytkowników ta sekwencja to prawdziwa esencja nie tylko filmu Lyncha, ale w ogóle kina w szerokiej perspektywie. Scena umiejscowiona na granicy snu i jawy robi wrażenie, szczególnie kiedy zrozumiemy jej jakby nie było sugestywne znaczenie. Wobec tego do tego momentu wszystko było iluzją, snem. Pewną ucieczką jednej z bohaterek od wydarzeń, które chciałaby by potoczyły się inaczej. Mistrzostwo!
http://www.youtube.com/watch?v=a_Y6uQAU42M – już sam tytuł filmiku mówi sam za siebie. I faktycznie jest to jedna z najstraszniejszych scen jakie kiedykolwiek doświadczyłem. Zbudowana na prostych środkach, przede wszystkim na dialogu (sam efekt zaskoczenia to zaledwie wierzchołek góry lodowej) robi rewelacyjne wrażenie, które niejeden horror mógłby Mulholland Drive pozazdrościć.
Lynch stworzył obraz o naszych najskrytszych pragnieniach, aspiracjach, prawach rządzonych światem. Zamknięty w ponad dwugodzinny formę widowisko ogląda się z niesamowitym napięciem, poczuciem rosnącej niepewności i pewnego przerażenia. Świetnie dobrana, niezwykle klimatyczna muzyka (vide), dobre kreacje aktorskie, nastrojowe zdjęcia autorstwa Petera Deminga oraz mistrzowska ręka reżysera sprawiły, że film zagnieżdża się w głowie i nie daje za nic o sobie zapomnieć.
8/10
Wprawdzie ta zapowiedź nie wygląda źle to już na etapie spotów widać, że film raczej nie będzie utrzymany w stonowanej, klimatycznej otoczce jak pierwowzór Carpentera.
1. Chłopcy z ferajny (1990)
2. Wściekły byk (1980)
3. Kasyno (1995)
4. Ostatnie kuszenie Chrystusa (1988)
5. Infiltracja (2006)
6. Król komedii (1982)
7. Aviator (2004)
8. Wyspa tajemnic (2010)
9. Gangi Nowego Jorku (2002)
10. Kundun – Życie Dalaj Lamy (1997)
Koniec – Spoilery.
Jak najbardziej satysfakcjonujące zakończenie serialu. Może nieco przesłodzone, bez fajerwerków, ale ostatnia emocjonalna scena na lotnisku z muzyką Led Zeppelina (utwór "Going to California") rekompensuje wszystko. Pobodny finał odcinka miał epizod 7 z sezonu siódmego (odc. "Gotta Look Up To Get Dow"), w którym Ari przeżywa dylemat z podjęciem pracy dyrektora studia, a z drugiej strony nie chce stracić Vincenta.
http://www.youtube.com/watch?v=t25tXJ-X6Dg
http://www.youtube.com/watch?v=3d6lVbZlTQ0
Ulubione sceny z finalnego epizodu:
1) Przede wszystkim mistrzowski, ostatni popis aktorstwa w wykonaniu Jeremy’ego Pivena jako Ari’ego w scenie w biurze, kiedy decyduje się zrezygnować z pracy na rzecz rodziny. Do tego muzyka puszczona przez Lloyda i Barbara próbująca zatrzymać współwłaściciela firmy (słyszy jedynie od niego "Shut the f*ck up Babs!" :))
2) Rozmowa Ari’ego z córką Sarą. Pierwsza chyba ich taka szczera konwersacja w przeciągu całego serialu. Do tego agent dowiaduje się, że dziewczyna idzie w jego ślady jeżeli chodzi o pracę.
3) Oburzenie Lloyda kiedy dowiaduje się, że Ari odchodzi z agencji. I jak zawsze świetna riposta Ari’ego: "You’ll always be the gay son I never wanted".
Jedyne do czego można się przyczepić to cały wątek ze ślubem Vince’a, tak szybkim, zaledwie po jednej randce.
Wątki domknięte, zakończone happy endem. Niesamowity serial, który nie tylko oglądało się z zapartym tchem, ale kibicowało się bohaterom, przeżywało z nimi upadki i wzloty, jak napisał pewien recenzent – "Ekipą" się żyje.
PS. Miejmy nadzieję teraz na kinowy film, który sugeruje scena po napisach.
1. Requiem dla snu (2000)
2. Π (1998)
3. Zapaśnik (2008)
4. Czarny łabędź (2010)
5. Źródło (2006)
7/10 – Pierwszy raz chyba jestem zadowolony z rekomendacji przy filmie. Przy "Wszystko w porządku" widnieje bowiem tytuł "Walka żywiołów" z 2005 r., który faktycznie ma wiele wspólnego z filmem Cholodenko. Oczywiście jak najbardziej rekomenduje ten tytuł.
Reżyserka świetnie wyczuła nastrój filmu, stworzyła równie dobre postaci i nakreśliła między nimi nierzadko trudne relacje. Nie przesadzałbym z całą otoczką związaną z wątkiem homoseksualnym, co niektórzy chcą na siłę przypiąć filmowi. Operując przede wszystkim dialogami film oferuje zaskakująco wiele, od wielu komicznych elementów (choć nie przeszarżowanych) kończąc na problemach młodzieży czy przedstawionym trójkącie miłosnym.
Świetnie zagrany (słusznie doceniony Mark Ruffalo!), z dobrze dobraną muzyką komediodramat, w którym tkwi sporo pozytywnej energii.
8/10 (plus spoiler) – Pierwsze mocne uderzenie od Aronofsky’ego!
W swoim debiutanckim filmie reżyser kreuje świat genialnego matematyka, stroniąc jednak od jednostronnych interpretacji. W rezultacie film opiera się o elementy psychodeliczne, technologicznego thrillera z religijnymi motywami na szczęście bez matematycznego żargonu. Niesamowite jak początkowy reżyser doskonale panuje nad tempem akcji, coraz to intensywniejszym podkręcaniem napięcia, towarzyszącego niepokoju i chaosu bohatera i budowaniem maniakalnej atmosfery między snem a jawą.
Nakręcony na czarno-białej taśmie z niepokojąca muzyką film jest również świetnie skonstruowany. Właśnie małe, ale wyraźnie zaakcentowane elementy jak na przykład mrówka czy judasz od drzwi oddziaływają na bohatera i w miarę rozwoju akcji zaczyna je inaczej postrzegać. Również klamrowa struktura filmu (motyw dziewczynki z kalkulatorem) pogłębia to odczucie.
Niezwykle wciągający, efektowny, sugestywny thriller wykonany sprawną ręką. Warto znać.
Informacja o premierze amerykańskiej okazała się przedawniona. Do tamtejszych kin film wejdzie w grudniu, więc polska premiera, co nie często się zdarza, odbędzie się wcześniej.
8/10 – Świetny odcinek, utrzymany w musicalowej konwencji. Znakomite aranżacje piosenek, z czego "Guy Love" w wykonaniu JD i Turka czy utwór wymiata ze wszystkich i naprawdę doprowadzają do łez ze śmiechu. Z początku trochę trudno było przyzwyczaić się do takiej jakby nie było niekonwencjonalnej stryktury epizodu, jednak oprócz musicalowej oprawy nadal poruszane są problemy bohaterów, tutaj Carli, która nie wie jak powiedzieć Turkowi o tym, żę chce wrócić do pracy czy problem JD, który nie będzie dłużej mieszkał z Elliot.
http://www.youtube.com/watch?v=sxbROMQTjKg
Miły akcent w szóstym sezonie, który jakby nie było nadal trzyma ciekawy poziom.
Po takiej fali krytyki spodziewałem się dużo gorszej produkcji. Dostałem w rezultacie przeciętnego produkcyjniaka, jednak patrząc na nazwisko reżysera można poczuć spore rozczarowanie.
Nie sposób zgodzić się z większością recenzentów na temat tego, że bez solidnej podpory literackiej, jaką do tej pory w filmografii Snydera był komik (Strażnicy, 300), niestety film zmierza w niewiadomym do końca kierunku. Owszem na chwilę można z przyjemnością zawiesić oko na ładnie wyglądających aktorkach, sekwencjach rozwałek niczym z epileptycznych gier. Jednak na dłuższą metę taki schemat ni jak się sprawdza. W praktyce film staje się wtórny i nieubłaganie zmierza do niesatysfakcjonującego zakończenia.
5/10
Proszę czekać…