Już powinno być w porządku.
Werdykt jury tegorocznego festiwalu przypomina sytuację sprzed dekady, kiedy to Polański ze swoim "Pianistą" zgarnął całą pulę nagród.
Z kolei w mediach zaczął się lament nad 'przegraną' "Róży" Smarzowskiego. Trochę nieznośna sytuacja jeżeli patrzy się na film, którego pewnie większość redaktorów nie widziała, przez pryzmat wcześniejszych dokonań reżysera, dwóch świetnych filmów.
Czy przy każdym forum musisz robić śmietnisko? Już nie chodzi mi o merytoryczną stronę twoich wypowiedzi, ale sposób w jaki to czynisz (WIELKIE LITERY, interpunkcja i inne pierdoły, którymi nie zawracałeś sobie głowy podczas pisania postów).
9/10 -
Ostatnimi czasy w naszym kinie popularne stały się klimaty klaustrofobiczne. Nie trzeba daleko szukać – "Pogrzebany", który jakiś czas temu wyświetlany był w polskich kinach czy "Diabeł", gdzie grupka ludzi skazanych jest na siebie w windzie. Zastanawiacie się czemu akurat od tego motywu rozpoczynam dywagacje? Otóż nigdzie indziej nie znajdziecie i nie poczujecie tak surowego klimatu izolacji jak właśnie w tym filmie twórcy "Gladiatora". Dramat bohaterów filmu polega na tym, że nie mogą uciec od podmiotu wywołujące lęki, czyli po prostu tytułowego obcego, muszą stawić temu czoła. I to jest tutaj najlepsze! Nie sama walka z obcą formą życia jest najciekawsza, ale obserwowanie zachowań postaci, które stają w obliczu zagrożenia i zdają sobie sprawę, że nikt im nie pomoże. Ich krzyku nit nie usłyszy…
Nie będę pisał jakim to wielkim klasykiem jest "Obcy", że czołówka najlepszych horrorów, filmów sci-fi – też nie. Każdy przedszkolak o tym wie, więc powtarzani tego nie miałoby sensu. Film bardzo szybko uzyskał taki status przez wysublimowaną reżyserię Scotta, który w późniejszych latach pokazał powtórnie, że w swoim fachu jest niezrównany. To powolne budowanie klimatu całej opowieści, klimatu odosobnienia, izolacji daje o sobie znać już od pierwszych minut filmu. Potem następuje bum w postaci sceny "narodzin" pierwszego obcego. Sekwencja, która przeszła niewątpliwie do pop-kultury, nawet sparodiowana w komedii Mela Brooksa "Kosmiczne jaja", na pewno zostaje w pamięci przez dłuższy czas. Kulminacja rośnie, obcy zaczyna siać postrach, członkowie załogi umierać. Brzmi jak standardowy slasher, nie? Pewnie dzisiaj wielu współczesnych widzów takim mianem może go określić (dodadzą do tego rzecz jasna ogarniającą nudę i senny klimat w negatywnym słowa tego znaczeniu), ale precyzja w budowaniu narastającego napięcia i dążenia do nieuchronnej konfrontacji z monstrum definitywnie pozwalają jednoznacznie odrzucić to określenie co do filmu Scotta.
Warto na koniec wspomnieć o polskim podtytule Ósmy pasażer Nostromo, który spowodował dodanie przez dystrybutorów innych państw (m.in. Danii czy Finlandii) do swoich tytułów tą frazę. Patrząc dzisiaj co polscy dystrybutorzy wyprawiają z tytułami, takie proste dodanie prostego, ale wymownego podtytułu, którego użyli także inne państwa urasta do rangi sukcesu.
Szybko podjęli decyzję o remakowaniu, zważając na fakt, że film (oryginał) niebawem trafi do kin w Stanach (tylko niektórych – dystrybucja limitowana).
Świetny plakat, oby okazał się oficjalny, a nie tak jak ten sprzed kilku dni do filmu "Super 8".
Kapitan Ameryka uderza tu Hitlera? :)
Liczę na powtórkę ze strony Afflecka co nam zafundował "Miastem złodziei", a od Arkina oczekuję równie dobrej roli jak tej z "Małej miss".
Wiedziałem od początku, że coś złego się święci jak zobaczyłem Reynoldsa biegającego po planie w rajtuzach :)
http://fdb.pl/film/209896-green-lantern/zdjecia-z-planu
Makabra… nie wiem czy śmiać się czy płakać. Na zwiastunie aż tak tandeta nie wylewała się jak na tym klipie.
Proszę czekać…