@roksana_goly
Jeden ze słabszych filmów w dorobku Sandlera i jedna z gorszych ról Ryder. Na pocieszenie Steve Buscemi, John Turturro, czy Conchata Ferrell.
Humor bardziej fekalny niż poprzednio, ale co kto lubi ("duszno w tych nosorożcach…"). Trochę się wynudziłam (może oglądałam to już zbyt wiele razy).
Kolejny film grający na moim sentymencie. Jeden z tych, które widziałam x razy i mi się nie nudzi, chociaż to nie są wyżyny. BTW Mam słabość do produkcji, w których występują zwierzęta. Na plus piosenka Boya George’a.
Słabo jak na horror. Bardziej przypominało to film psychologiczny (i to taki sobie), rozciągnięty do granic możliwości, a nie o to chyba chodziło. Dwie godziny męczarni.
Myślałam, że będzie gorzej. Trochę klimaty "Ataku na posterunek 13", trochę w klimacie "Coś" Carpentera. Finał mnie rozczarował i były niedociągnięcia, ale generalnie pozytywne zaskoczenie.
Francuskiego pierwowzoru w ogóle nie pamiętam, więc nie mam jak porównać. Tutaj zwyczajnie liczyłam na dobre aktorskie starcie Rapace vs. McAdams, a obie nie miały co pokazać. W dodatku McAdams była tu jak wredna dziewczyna kilka lat po skończeniu ogólniaka. Końcówka idiotyczna.
Lata temu cała seria z Markizą należała do filmów, na które patrzyłam z uwielbieniem. Podobała mi się historia miłosna Angeliki i Peyraca, muzyka, warstwa wizualna, aktorzy (Mercier, która niestety została zaszufladkowana do końca kariery, charyzmatyczny Hossein czy śliczny Gemma). Z tym uwielbieniem już mi przeszło, ale jakieś pozytywne odczucia pozostały. Co ciekawe o ile filmy z Markizą obejrzałam wszystkie, to z książkami na podstawie których powstały miałam problem – nudziły jak cholera i przeczytałam 4 czy 5 części, a jest ich chyba z kilkanaście.
"Nie cierp więcej. Wszystko jest w twojej głowie. To psychologia." Ciekawa i pomysłowa opowieść. Lata temu robiła na mnie większe wrażenie, ale nadal czuję w tym jakąś magię. Wolę od "Vanilla Sky". Penelopa cudna.
Gryzelda urocza. To się nazywa znaleźć sobie obiekt westchnień. Sama fabuła mnie nie przekonuje, dialogi to też nie to, co można usłyszeć w "Sensie życia", "Żywocie Briana", czy "Monty Python i św. Graal". Szkoda. Gospoda pod królewskim hemoroidem to za mało.