Voltrona oglądałem na VHS, pamiętam okładkę z tą ręką/lwią paszczą, ale wydaje mi się, że był to pełnometrażowy film albo jakiś inny o Transformersach, kilkanaście razy to obejrzałem, stare dobre czasy Video :)
Russella w tym nie widzę, ale nowym "Star Trekiem" zajmuje się Abrams i jego bliscy współpracownicy od "Losta" i "Alias", w filmie będzie praktycznie ta sama ekipa co przy "Mission: Impossible III", który wyszedł świetnie. Ale jak narazie to są spekulacje. Co do Cruise’a to dla mnie jak najbardziej może być, pod reżyserią Abramsa spisuje się bardzo dobrze, a do tego oboje są przyjaciółmi :)
Co do samego "Star Treka" to nie zapomnę tych licznych godzin spędzonych przed Tv po szkole przy "Star Trek: Voyager" (http://www.youtube.com/watch?v=l6hIuQJpYj8), to był chyba najlepszy Star Trek razem z "The Next Generation" (http://www.youtube.com/watch?v=fL8nnMpV2Eo) … te czołówki, jedne z najlepszych… i ta piękna muzyka… nic tylko delektować się :)
> przerysowany o 2007-08-14 16:38:01 napisał:
>
> coś takiego jak właśnie główny/a bohater(ka) po zdjęciach może
> przepowiedzeć czyjąś śmierć albo ma wizje, albo coś jeszcze bardziej
> szatańskiego. ogółem podobnego do właśnie oszukać przeznaczenie.
> ogólna moja ocena FD3: 9/10
"Omen" – zdjęcia
"The Eye" – wizje
"Ciemność" – wizje (o ile dobrze pamiętam coś było z wizjami)
Polecam! – Jako, że rano w kinie puszczali to, co już widziałem prócz "Na fali", no to zmusiłem sie do obejrzenia tego, choć wcześniej nie miałem na to najmniejszych chęci. Bardzo dobry, dość oryginalny pomysł na prowadzenie filmu, jak w moim ulubionym reality show – "Ryzykanci" (Survivor). Dubbing wyszedł bardzo dobrze, dialogi OK, wreszcie brak jakichkolwiek odniesień do polskiej rzeczywistości, no poza "Tereską" i "Baśką" – ale to było dobre, brawo dla trzeźwego tłumacza. Świetna, dopracowana animacja. Może nie jest to coś wielkiego, ale można obejrzeć, bo wyszło całkiem niezłe, odprężające kino.
Tu się z wami trochę nie zgodzę, bo według mnie polska komedia ma się dość dobrze, tylko trochę za mało robią ostatnio. Podam kilka przykładów, które uważam za dobre/bardzo dobre/wspaniałe komedie, które przychodzą mi od razu na myśl i powstały po 1990:
- Nic śmiesznego
- Dzień świra
- Wszyscy jesteśmy Chrystusami
- Kariera Nikosia Dyzmy
- Chłopaki nie płaczą
- Poranek kojota
- Zróbmy sobie wnuka
- Vinci
- Pogoda na jutro
- To ja złodziej
- Kiler
- Kiler-ów dwóch
- Hi-way
- Wesele
"Testosteronu" jeszcze nie widziałem, planuje w najbliższym czasie zobaczyć, od znajomych, którzy to widzieli słyszałem same bardzo pozytywne opinie :)
Dobry, warto obejrzeć. – Równie dobry jak serial. Są w filmie lepsze i gorsze momenty, generalnie film na duży plus. Motyw "całe życie przeleciało mi przed oczami" powalił mnie totalnie, łzy mi poleciały ze śmiechu. Beavis z kapturem na głowie trochę za bardzo mnie denerwował, aczkolwiek były i z tym dobre motywy. Dużo dobrego humoru i świetnie wykonana animacja 2-D, która według mnie wygrywa z 3-D, prócz nielicznych wyjątków. Moja ocena to mocne 7, oczekiwałem trochę więcej.
P.S. Oni tylko chcieli odzyskać telewizor i zaliczyć :)
O spełnianu marzeń. – Wydawać by się mogło, że fabuła jest naciągana. Jednakże właśnie tak jak główny bohater "Gola", tak wiele sławnych piłkarzy zaczynało w podobny sposób, chociażby Rivaldo (no może nie najlepszy przykład, bo on był tak biedny, że stracił w dzieciństwie wszystkie zęby, ale podobny schemat). W dużej mierze zaskoczyły mnie dość realistyczne oddanie boiskowego klimatu i jego otoczki z przykładem Gavina, bardzo dobry zawodnik, ale nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości poprzez imprezki, reklamy itp, czyli to co robi wodę z mózgu gwiazdom. Sprawnie zrealizowany, bardzo dobrze zagrany, ze świetną ścieżką dźwiękową, brak zbędnych scen wypełniających czas – to wszystko sprawia, że film ogląda się bardzo płynnie i przyjemnie. Zdecydowanie polecam fanom piłki nożnej, myślę, że "Gol!" powinien w pełni zadowolić ich oczekiwania, moje zadowolił, ba, nawet przerósł.
Ocena: 9/10
Parodie, czyli to co najbardzie lubię z komedii :) – David Zucker i jego ekipa (współreżyserzy, współscenarzyści – Jim Abrahams i Jerry Zucker) mają talent jak mało kto do tego typu filmów. "Ściśle tajne" to film, który bawi do łez. Co prawda początek nie jest taki powalający, za to tak gdzieś od trzydziestej minuty już wszystko kręci się na najwyższych obrotach. Uwielbiam ten absurdalny humor, wykorzystywanie tła (np rzucanie lotek do tarczy na samolocie). W niektórych momentach naprawdę można się posikać ze śmiechu:
- Déjà Vu: "Czy my się wcześniej nie spotkaliśmy?"
- rowerokonie
- prawie skończony tunel
- zegarek zmieniający wielkość
- kółko i krzyżyk podczas strzelaniny
- żołnierz, który się rozkruszył
…. można by tak wymieniać i wymieniać, maksymalnie śmieszny film. Zaskoczyła mnie także rewelacyjna postawa Val Kilmera, świetnie tańczył. Nie było by tego wszystkiego, gdyby nie świetny scenariusz, trzeba mieć ostro zakręcone umysły, żeby napisać coś tak pięknego. Produkcja ta jak najbardziej w poziomie gagów dorównuje poprzedniej produkcji Zuckera – "Czy leci z nami pilot?", a także innym megaparodiom. Niezmiernie ubolewam nad faktem, iż dzisiaj już nic tak nie wychodzi jak rewelacyjne komedie z lat 80’ i 90’.
Ocena: 10/10
Nie widziałem jedynki, ale z tego zwiastuna co w kinie widziałem, to można wnioskować, że będzie dobre :)
Narodziny mistrza. – Tarantino pokazuje, że nawet przy tak małym budżecie można zrobić film, który dziś już spokojnie można uznać za kultowy. Przede wszystkim fabuła i gra aktorska. Scenariusz wydaje się prosty, ograniczona ilość miejsc, bohaterów, za to mnóstwo świetnych dialogów, to dla nich przede wszystkim warto zobaczyć to dzieło, a także, aby zobaczyć jak te słowa wypowiadają aktorzy. Postacie są znakomicie wykreowane w reżyserii Tarantino, ich zachowania jak najbardziej mnie przekonały, a w jednej chwili naprawdę poczułem, że Michael Madsen to totalny świr, wszystko u niego było doskonałe, od sposobu poruszania się do wymawiania pojedynczych słów. Cały film trzyma w napięciu do samego końca, ze świetnym zwrotem akcji i zakończeniem. Bardzo dobre zdjęcia, debiutanta Sekuły, oczywiście musiało być ujęcie z bagażnika, chyba jedno z bardziej ulubionych Tarantina. Można po trochu narzekać, że za mało pokazano, wydawać by się mogło, że zabrakło sceny z nieudanego napadu, ale przy tak ograniczonych środkach lepiej było tego nie robić, a i przy tym Tarantino daje nam okazję na to, abyśmy sami sobie stworzyli tą scenę 'w myślach'. Tak się zastanawiałem co jest lepsze "Wściekłe psy" czy "Pulp Fiction". Wydaje się, że "Pulpa" lepsza, ale to o wiele większy budżet, na pewno oba filmy to zaprezentowanie geniuszu reżyserskiego, którego nie jeden chciałby posiadać.
Proszę czekać…