Aktywność

Szare ogrody (1975)

Film tak bardzo niefilmowy że ledwo zasługuje na to miano. Wszystkie konwencje wyleciały przez okno i – oceniając po efekcie – słusznie!

Nie ma scenariusza, który w tym wypadku byłby próbą wciśnięcia życia w jakieś sztywne obramowanie. Zamiast tego historia opowiada się sama, a zakończenie możemy poznać dopiero na wikipedii.
Nie ma też aktorów i każdy "gra" samego siebie, co wcale nie wydaje mi się łatwiejszym zadaniem, a mimo to charyzma "Little Edie" dorównuje gwiazdom Hollywood.

Dla mnie pierwsza styczność z takim rodzajem dokumentu. Polecam.

Przyjemnie dla odmiany posłuchać "włoszczyzny", ten język ma coś w sobie, a i filmy kręcili całkiem zgrabne. Nieźle wyreżyserowany, z humorem, wciąga pomimo banalnej historii. U mnie zgubił jedną gwiazdkę bo muzyka (widzę że ogólnie chwalona) nie pasuje do tego co się dzieje na ekranie.

Więcej tego samego, czyli w sumie dla fana poprzednich odsłon film idealny. Dwójka jak na razie niedościgniona.

Włoska produkcja z oryginałem ma wspólny tylko tytuł, tutaj nikt nie silił się na jakieś artystyczne dzieło, to zwykły, relaksujący odmóżdżacz. Laura Gemser, safari… i tyle zapamiętałem. Wystarczy żeby oglądało mi się lepiej niż oryginał. Bo co by nie mówić, w kwestii erotyki to dzisiaj serial na HBO pokaże więcej.

Jedynka lepsza, mimo że gorsza. Tak mogę to podsumować, elfy to fatalny wybór i nawet nie jestem pewien czy dramat księcia miał być jakimś ważnym / emocjonalnym punktem całej historii, czy był to zwykły wypełniacz. Bo rola zagrana jak w dramacie, a jakoś nikt inny specjalnie się nie przejmował losem nieludzi, nawet to kuszenie Hellboy’a zostało zrobione po łebkach.

Poza tym mógłbym wytknąć mnóstwo nieścisłości fabularnych czy innych głupot. [SPOILER] Na przykład Johann Krauss nagle zmienia się z przykładnego oficera w jakiegoś rebelianta? Naprawdę? "Zwrot akcji" ale taki kompletnie bezsensu. [/SPOILER]. Humor też do mnie nie trafił jak w poprzedniej części.

Natomiast CGI w tym filmie jest genialne – udało się ożywić te wszystkie fantastyczne istoty, jest różnorodnie i dynamicznie, nawet gdyby większość dostała bardziej rozbudowany wątek też nie byłoby nudy. Nie to co ten stwór z jedynki.

Kocurek (2001)

Kyle wygląda jak PC Principal z "South Park’a", a główny bohater przypominał mi Greg’a z "Poznaj mojego tatę". Przy takich skojarzeniach nie mogło mi się tego źle oglądać. Humor prymitywny, ale (poza sceną z orzechem) całkiem strawny :)

Nagroda za najdłuższy upadek w historii kina (wcześniej "Narzeczona dla księcia"). Ktoś zna coś innego?

Przecież to wygląda jakby zostało wyreżyserowane przez jakiegoś amatora. Chaotyczne ujęcia i inne "eksperymenty" nigdy nie powinny były trafić do finalnej wersji filmu. Dramat.

Peter O’Toole nieźle tu zagrał, film momentami całkiem zabawny, nawet nie nudzi mimo pewnej prostoty i lat na karku. Wizualnie nie ma na czym zawiesić oka, ten element najlepiej zignorować, film to dwie godziny relacji Robinsona z Piętaszkiem, będącej komentarzem rasizmu i współczesności. Całość przewlekana śpiewaniem które mnie osobiście niesamowicie męczyło.

Mocna odsłona, dobrze się ogląda. Nie spodziewałem się, że akurat te osoby przeżyją do samego końca.