RECENZJA: Park 0
Dla niektórych codzienność jest nieznośna. Cały czas znajdują się w dociskającej ich butem do ziemi pustce i determinizmie miejsca i nie mogą się spod tego ucisku wydostać. Ziemia niczyja, skażona bezradnością, gdzie ludzie są chronicznie bezsilni, czują się gorsi i nie mają żadnych perspektyw. To nie jest kraj dla młodych ludzi – szczerze i naturalistycznie wręcz o życiu, niczym na wysypisku śmieci, opowiada film Park.
Ateny, opustoszała wioska olimpijska. Krzesła na stadionie puste, życie młodych tutaj również. Wolny czas spędzają niemalże uprawiajac dyscypliny sportowe, ale bez reguł, z frustracją i stłumioną nienawiścią do sytuacji, w której utknęli. To bardzo symboliczny wymiar. Bawią się na brudnym i zurzytym żwirze, uprawiają zapasy na opuszczonej bieżni, korzystają z pryszniców jak zawodnicy po meczu i odbijają się od tego klosza beznadziei, który dusi i więzi ich w mieście. Czasami napotkają bogatych turystów, na których wyładowują swoją złość i pewną zazdrość – to okrutne w wymowie sceny. Zwiedzający za chwilę stąd wyjadą, a nasza grupa dzieciaków zostanie, przyglądając się pustce jaka przepełnia ich miasto. Która zaraziła również ich samych. Bezpańskie psy, starsi ludzie, nieradzący sobie rodzice, dzieci niczyje – gorszego Boga – jak gdyby. A stare, kółka olimpijskie, to nie hula-hop. Nie ma już igrzysk, a najtrudniejszą dyscypliną sportową na tej olimpiadzie po olimpiadzie, jest przetrwać.
Park to trudny, chropowaty, ale bardzo ważny film. Historia jest spójna w swojej myśli na każdym poziomie – wizualnym i narracyjnym. Nasi bohaterowie, niczym w Gdyby żółwie mogły latać są skazani na samych siebie, tak kombinują jak przeżyć w tym miejscu, że marzenia będą realizować potem. A film jest opowiedziany tak bezkompromisowo, brutalnie, bez nutki ckliwości, na dodatek bezpośrednio, że wiemy – potem nie nadejdzie. Bohaterowie również nie snują opowieści o ucieczce, nie otwierają się. Ta oschłość jest umyślna, by dokładnie przyjrzeć się rzeczywistości jeden do jednego, ale nie sprawia, że my również zachowujemy dystans. Jesteśmy przerażeni penetracją tej rzeczywistości i tego, że taka w ogóle istnieje. Czujemy niewygodę obserwowanego społeczeństwa, niczym w kultowym filmie Dzieciaki i tutaj reżyser odnosi kolejny sukces.
A wcześniej wspomniana, kompatybilna z narracją, warstwa wizualna, również w tym filmie nie statystuje ani nie służy wyłącznie jako tło. Wielkie przestrzenie nie są zapierającymi pierś widokami, a raczej obrazowym komentarzem pustki, tyle miejsca, a człowiek stoi w jednym – nie ma gdzie iść. Do tego wielokrotnie w filmie pojawiają się obrazy, które są imaginacją o miejscu lub ludziach tam będących, kontrastem pomiędzy tym, gdzie płótna wiszą. Piękny kurort z najbardziej niebieską wodą na świecie, baletnica nad kanapą, na której siedzi dziewczyna – kiedyś prawdopodobnie uprawiająca taniec lub gimnastykę, gdyż dalej w kilku sytuacjach daje popisowe numery przejeżdżającym i gwiżdżącym na nią motocyklistom lub zachlanym kumplom.
Wszyscy mówią o apokalipsie nadchodzącej, straszą nią najnowszą technologią i rozmachem w filmach. Tutaj mamy świat po niej, w której przyszło żyć, jeżeli można tak to nazwać, niewinnym niczemu młodym ludziom. Park, to wkraczając w PRAWDZIWĄ pustkę.
Ocena: 8/10
Komentarze 0