Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: Hellboy 0

Recenzje krytyków zza Oceanu nie kłamią. Najnowsza adaptacja komiksu o czerwonym półdemonie powinna trafić do najniższego kręgu piekła jako terapia wstrząsowa na miarę tej z Mechanicznej pomarańczy. Niechaj w katuszach zapętlonego seansu wiją się najwięksi grzesznicy świata.

Już krótki opis fabuły eksponuje większość grzechów oraz niedociągnięć rebootu Hellboya. Tytułowy bohater okazuje się dziedzicem rodu samego Króla Artura. Dzięki dworskim korzeniom jako jedyny może uchronić świat przed nadciągającą zagładą. Apokalipsę pragnie zgotować ludziom Krwawa Królowa – najpotężniejsza z czarownic, jednająca z sobą wszystkie potwory i demony. Fabuła utkana zostaje z chwytów i zabiegów kina superbohaterskiego sprzed kilku dekad. Stawką zmagań między siłami zła i dobra okazują się losy ludzkości, zaś one-liny głównego bohatera to relikt przeszłości po kinie akcji z ery kaset VHS. Sama struktura widowiska przywodzi na myśl księgę światowych mitów, legend oraz podań, wrzuconą do pralki z brudnym praniem po równie “brudnej robocie”.

Widowisko odcina się od duologii Hellboyów w reżyserii Guillerma del Toro – na szczęście właśnie ją zapamiętają widzowie na całym świecie jako satysfakcjonującą ekranizację komiksów Mike’a Mignoli. Hellboy z 2019 roku wypada przy niej niczym parodia w stylu Poznaj moich Spartan – gatunkowy pastisz zrealizowany przez twórców z wyjątkowo złym smakiem.

Hellboy to bigos, przygotowany z wierzeń, zabobonów, baśni, bajek i legend z całego świata.

Czego tutaj nie ma: pojawia się motyw prześladowań czarownic oraz brytyjskie olbrzymy, takie z bajek o Jasiu i magicznej fasoli. Jest rosyjska Baba-Jaga, legendy arturiańskie, okultysta na usługach nazistów oraz campowy łowca największych zbrodniarzy II wojny światowej. Wszystkie motywy mieszają się i zapętlają, tworząc najokropniejszy wachlarz odniesień do ludowych podań we współczesnej popkulturze. Szkoda, ponieważ podobne krzyżówki kulturowe zwykle dostarczają możliwości eksplorowania nowych rejonów światowego “bajkopisarstwa” – najlepszym tego dowodem są rodzime Córki dancingu, zrealizowane przez Agnieszkę Smoczyńską.

Twórcy Hellboya zamieniają grozę z baśni braci Grimm w nieuzasadnioną przemoc spod znaku przeterminowanego kina gore. Wszystko, aby zyskać kategorię wiekową R i przyciągnąć przed ekrany kin widzów spragnionych mocnych wrażeń. Szkoda, że w tym wypadku “mocne wrażenia” ograniczają się do komputerowej krwi oraz cyfrowych flaków – wprowadzonych bez większego uzasadnienia w tok fabularny, na przekór “grzecznym” filmom Marvela. Niedawny wynik box office Hellboya pokazał, że takie działanie było jak najbardziej błędne. Film sprzedał się fatalnie w kinach na całym świecie. Optymistyczne teasowanie kolejnych odsłon serii w scenach po napisach okazało się dla twórców wyjątkowo niefortunnym działaniem.

Efekty komputerowe w najlepszym razie przypominają pierwsze Sharknado. Projekty graficzne potworów zostały wyłonione z konkursu prowadzonego w przedszkolach.

Hellboy nie broni się scenariuszem. Rozczarują się również widzowie, którzy wybiorą się na seans wyłącznie dla efektów specjalnych. Nie jest moją złośliwością skonfrontowanie prezentowanego CGI z animacją rekinów w pierwszym Sharknado. Tam jednak podobna estetyka łączyła się z telewizyjną konwencją całego przedsięwzięcia. W przypadku Hellboya mówimy o tytule kinowym, zrealizowanym z myślą o seansach na dużym ekranie. Fizyka działa tutaj niczym prawa rządzące kreskówkowym światem Looney Tunes. Kolejne potwory wyglądają jak grafika konceptualna z gier komputerowych z początku XXI wieku – zresztą, szukając wiarygodnych figur stylistycznych, na których bazowali twórcy, bez ogródek mogę stwierdzić, że cała fabuła również nawiązuje do cyfrowych rozgrywek.

Bohaterowie snują się po Wielkiej Brytanii, próbując zabić Krwawą Królową. Fabuła prowadzona jest linearnie, bez wątków pobocznych albo szczególnie celnych zwrotów akcji. Na końcu czeka boss, z którym główny bohater musi rozprawić się w brutalnym starciu. Sama celowość fabuły również pozostawia wiele do życzenia. Hellboy to reboot serii, zatem twórcy musieli wyjaśnić widzom genezę tytułowej postaci. Zajmuje ona mniej-więcej godzinę seansu. Jest drętwa i posępna, przedstawiająca Hellboya jako zbuntowanego nastolatka z kochającym ojcem. Akcja zawiązuje się w połowie trwania filmu i w burzach nowych wątków prowadzi widza do samego końca.

Hellboy próbuje być jak Deadpool. Jest brutalny, pojawiają się samoświadome żarty i kategoria wiekowa R. Niestety, twórcy nie są konsekwentni w obranych konwencjach.

Hellboy jest przeraźliwie niespójny, co tylko podkreśla informacje pochodzące zza kulis widowiska. Tytuł był rzekomo nieustannie poprawiany i przepisywany. Dokrętki również funkcjonowały na porządku dziennym w trakcie prac na planie zdjęciowym. Znamy z historii współczesnego kina wiele przypadków z równie burzliwym procesem produkcji (m.in. Fantastyczną Czwórkę, Hana Solo, Legion samobójców, Ligę Sprawiedliwości) – każdy z tych filmów okazywał się w ogólnym rozrachunku estetyczną i fabularną klapą. Z Hellboyem jest podobnie. Przypomina telewizyjny szrot filmów fantastycznych z elementami kina grozy. Dumnie panoszy się z R-ką, nie oferując widzom nic poza bezsensowną przemocą (w dodatku: z koszmarnym CGI). Próbuje żartować wraz z bohaterami, potem śmiertelnie na poważnie podchodzi do średniowiecznej czarownicy, niosącej śmierć wszechświata.

Horror miesza się tutaj z kinem fantastycznym i klasyczną fabułą o nadludziach ratujących świat przez złem. Niestety, Hellboy przegrywa na każdym polu – jedynie popisy aktorów i charakteryzacja tytułowego półdemona są w miarę satysfakcjonujące. Poza tym stypa. Zrealizowana w kiepskim CGI, gdzie każdy z upiornych gości wygląda jak kartofel. Śmiać się czy płakać?

Moja ocena: 3/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 2

Bercik022 2019-04-15

Ciekawy jestem czy maliny posypia się tylko za efekty czy za fabułę i cały film też.

Movieman 2019-04-15

Tragiczny film pod każdym względem.

Proszę czekać…