Przyszła kryska na matyska, jak to się mówi. Ksiądz Jacek pognębiony przez siostrę w konflikcie. Niezłe numery siostra odprawia. A tu bach próba zabójstwa. Dziwny ten odcinek ale w miarę. Mało Ojca Mateusza w Ojcu Mateuszu. :)
Kolejny znakomity odcinek, chociaż jak dla mnie oczko niżej niż zwykle. Ten numer z pisarzem Oborniakiem i szukaniem rękopisu znakomity. Sterta papieru toaletowego u dyrektora Opoki (którego jak zwykle rewelacyjnie zagrał Gustaw Lutkiewicz) i danie dwóch jako premia to mistrzostwo.
Dobry, mroczny kryminał, oparty na życiorysie autentycznej postaci detektywa Vidocqa. Na minus – za mało Depardieu i sposób filmowania, jakby z ręki, niedbale. Na dłuższą metę było to trochę męczące.
Taki autorytet lekarski, a taki skandal! Wierna żona do samego końca, a tu jednak się okazuje, że z męża był drań. Ciekawy odcinek. Dużo niewiadomych.
najdłuższy i najnudniejszy spot reklamowy pro-life…
Obok "Grand Budapest Hotel" to mój ulubiony Wes Anderson. Idealnie zagrane. Gwyneth, zwłaszcza w duecie z Murrayem, świetna. Soundtrack złoto ("Rock the Casbah" ❤️).
Fajny ten odcinek. Tak to bywa z dziećmi. Ojca poniosło, żeby porywać własne dziecko, chociaż z drugiej strony nie miał możliwości widzenia się. Mąż tej macochy zrobił z siebie palanta. A w ogóle fajne zakończenie z Natalią w roli głównej.
Już zaczyna się coraz większe przeginanie w scenariuszu. Atak terrorystyczny. He he :) Dobre sobie. Wyłącznie z sentymentu dla tej serii nadal jest ocena cztery.
P.S. Nawet muzyka jest słabsza i zupełnie nie klimatyczna. A ten azyl to chyba pomysł z ostatnich wypadków w naszym kraju.
Niepodległa Republika Królowego Mostu. Granica z RP. Ale bzdety. Zaczynają się głupie kombinacje scenariuszowe, jak w końcówce Rancza. Nie przepadam za tak wymuszonym humorem. Może nie jest ta źle, ale to już nie to jak naturalny humor w poprzednich częściach Jeszcze kontrole graniczne na wjeździe do tej mieściny. :) Ale jaja. Całe szczęście, że nadal jest postać proboszcza.
John Harrison wziął się za ekranizację "Diuny" o niebo lepiej niż David Lynch czy Denis Villeneuve. U niego nie ma nudziarstwa czy prawie trzygodzinnych rozmów o religii czy wierze w Boga, tylko ukazane życie rodziny Atrydów, zakonu Bene Gesserit czy samych Fremenów. A gra aktorska wyśmienita – William Hurt jako książę Leto Atryda fenomenalny (dziwię się, że tak nisko ocenili jego grę aktorską, pewnie na ślepo wystawiali mu niskie noty), a Alec Newman w roli Paula Atrydy wypadł o niebo lepiej niż Timothee Chalamet czy Kyle MacLachlan. Tak samo Chani – Barbora Kodetova dużo fajniej zagrała ukochaną Paula Atrydy, aniżeli Zendaya czy Sean Young. Bardzo dopracowany miniserial, tylko niestety nie wszyscy to dostrzegli. 10/10
Proszę czekać…