Jedna z nielicznych polskich komedii romantycznych ostatnich lat, które mi się naprawdę podobały. Zresztą cała seria jest w porządku, trzyma w miarę równy poziom (w przeciwieństwie do "Listów do M"). Końcówka ze śpiewającymi dzieciakami wzruszająca.
Ależ to jest niesamowita aktorka. Świetne role w "Bycie" (kiedyś bałam się tego filmu jak cholera), "Wet za wet" czy "Awanturze o spadek". Prawdziwa różnorodność.
Mam ogromny problem z jej twórczością. Do mniej więcej połowy lat 90. lubię i cenię jej filmy – "Olivier, Olivier", "Całkowite zaćmienie" czy "Kobieta samotna". Potem za każdym razem, kiedy podchodziłam do jakiejś wyreżyserowanej przez nią produkcji, nie dawałam rady, żeby dotrwać do końca seansu. "Zielonej granicy" nie komentuję, bo jej nie widziałam, a nie chcę oceniać czegoś tylko na podstawie fragmentów obejrzanych scen.
Jeden z najlepszych i moich ulubionych odcinków. Ależ to ma klimat! Czuć "Czerwonego smoka". Jack Thibeau rewelacyjny.
Właśnie sobie odświeżam i dochodzę do wniosku, że w porównaniu z tym czymś faktycznie ekranizacja Niesamowitego Dworu jest arcydziełem. Po prostu tragedia. Już chyba nawet ekranizacja Netflixowa Templariuszy jest lepsza.
W końcu obejrzałem, teraz czekam na seans dwójki. Niesamowite podejście do anty bohatera komiksowego. Phoenix odwalił tu tak kapitalną robotę, że czapki z głów. Dodatkowo muzyka!. Szczególnie taniec na schodach przy kawałku Garego Glittera. No i sama charakteryzacja. Miodzio.
Eeeeee tam. Takie tam sobie słabe romansidło. Zupełnie bez polotu. Do oglądania miała chyba głównie przyciągnąć Tara Reid. Problem w tym, że ona jest za bardzo cukierkowata. Sama historia też słaba.
Smutny odcinek o dzieciakach angażujących się w handel narkotykami (z różnych powodów). Piętnastolatek w najlepszych ciuchach, w najlepszym aucie, jako szef gangu dilerów… Ciężko to komentować. "Picture Book" Simply Red – piękna piosenka, idealnie wprowadzająca w nastrój smutnego zakończenia.
Słabizna jak nic. I żeby nie było, dzisiaj obejrzałem przypadkiem w telewizorni drugi raz i zdania nie zmieniam. Film jest po prostu słaby i nie chodzi tu (zaznaczę mocno) o aktorstwo, które jest dobre, ale sam scenariusz.
Jak ja lubię francuskie komedie, a już szczególnie gdy akcja dzieje się na jakiejś prowincji. Chasse gardée również do nich należy. Jest na prawdę klimatyczna, zabawna i po prostu urocza. Polecam wszystkim.
Proszę czekać…