Zabawa, zabawa 6.4

40-letnia prokurator Dorota (Agata Kulesza) pije, by – jak sama mówi – nie zwariować. Zasłaniając się immunitetem, ukrywa wszystkie wykroczenia popełnione pod wpływem. Mąż, znany polityk (Marcin Dorociński), stara się zachować jej problem w tajemnicy i wyciąga ją z rozmaitych tarapatów, ale powoli ma już dosyć. Studentka Magda (Maria Dębska) lubi ostro imprezować, a ponieważ świetnie się uczy i ma super pracę, nikt nie robi jej wyrzutów. Jednak w pewnym momencie dziewczyna traci grunt pod nogami, kiedy na zerwanym filmie dochodzi do tragedii. Z kolei szanowana chirurg dziecięcy – Teresa (Dorota Kolak) przez picie straciła rodzinę, została jej tylko praca w szpitalu, w którym jest ordynatorem. Sytuacja wymyka się spod kontroli, kiedy w ciągu alkoholowym przychodzi na dyżur. Problemy kobiet narastają, wpędzając bohaterki i ich bliskich w poważne niebezpieczeństwa. W końcu każda z nich sięgnie dna, czy jednak każdej uda się od niego odbić?

Recenzje

Film Kingi Dębskiej jest próbą zwrócenia uwagi na problem powszechności alkoholizmu. Ukazuje stadium nałogu za pomocą trzech bohaterek, wywodzących się z różnych środowisk. 6

Film Kingi Dębskiej nie jest próbą zwrócenia uwagi na problem, jakim jest sam alkoholizm. Gdyby tak było, reżyserce o wiele trudniej byłoby stworzyć dzieło, które miałoby więcej z kreacji niż z odtwórczości. W tym przypadku chodzi raczej o masowość, powszechność i uniwersalność zatracającego nałogu. Jest to również kino, które stara się odbiorcę zbulwersować, zaintrygować, a czasem zaskoczyć, najlepiej na przemian albo w jednym momencie. Czy działa? Ja seans opuściłem przepełniony uczuciami zupełnie innej kategorii…

Dębskiej całkiem dobrze wychodzi naśladowanie pewnych lekkich, prozaicznych scenek rodzajowych (rozpoczynający film polilog rodziców z córką przy obiedzie), jednak kiedy przychodzi frywolność zastąpić powagą i ukazać rzeczywistość w perspektywie bardziej brutalnej, gorsząco-realistycznej wzorem z filmów Wojciecha Smarzowskiego („Drogówka”, „Wesele”) na ekranie robi się zaledwie odstręczająco i to na krótką chwilę, po której wracamy do pasywnej rzeczywistości z niewielkimi przerwami na „zabawę”. Scenariuszowi brakuje wyrazu czy – mówiąc inaczej – pazura, który ożywiłby film. Kiepska gra aktorów drugoplanowych tylko uwypukla wrażenie swego rodzaju inercji. To kino jest zwyczajnie zbyt łagodne, na obnażanie tematu tabu (?), jakim jest alkoholizm wśród kobiet.

Na pochwałę natomiast, zasługuje gra aktorska trzech głównych postaci, ze specjalnym uwzględnieniem Agaty Kuleszy (Dorota). Oglądając jej perwersyjne flirty, niepohamowane, pełne rezonu wybuchy złości, możemy odnieść wrażenie, że tego typu role to emploi utalentowanej aktorki.

Reżyserka zwróciła też uwagę na pewne odosobnienie osób w zmaganiach z nałogiem. W filmie kilkakrotnie pada fraza: „lepiej się napij”, kierowana do osób uzależnionych, w chwilach, kiedy zdają się trudnymi interlokutorami (mówiąc eufemistycznie). W zbiorowej świadomości delikatne przymuszanie do wypicia „jednego” nie jest rzadkością. Wspólne picie przecież kreuje, umacnia i utwierdza ludzkie więzi. Niewielu jednak jest w stanie postawić się w sytuacji, w której człowiekowi alkohol o wiele bardziej szkodzi niż pomaga. Spojrzeć z empatią na tego rodzaju problem nie jest łatwo. Alkoholizm wielu z nas wciąż rozumie jako przejaw słabości i braku samodyscypliny, rzadziej jako chorobę, a samo słowo „alkoholik” konotuje postać upodloną, abnegata żebrzącego o kolejny łyk.

Trzy bohaterki mają zapewne zwrócić uwagę na to, że problem alkoholizmu dotyczy niejednorodnych środowisk, kobiet z różnych sfer, odnoszących sukcesy bądź zapowiadających przyszłe osiągnięcia, pozornie ułożonych i wzbudzających estymę. Wszystkie postacie do czynienia mają z obłudą, z którą borykają się osoby uzależnione – z przeświadczeniem o łatwej drodze do ustabilizowania własnego życia i odzyskania kontroli. Odbiorca nie uzyska tu jednak wrażenia współuczestniczeniu w tej nierównej walce. Nie skapnie na niego pot umęczonego Syzyfa. Może co najwyżej spojrzeć na zmagania z protekcjonalnym poczuciem dystansu.

Polska kinematografia niejednokrotnie lepiej oddała stadium osoby/osób zmagającej/-cych się z alkoholizmem. Tutaj zabrakło pewnego sznytu. Spodziewałem się Sodomy i Gomory zakrapianej czystą gorzką żołądkową bez popitki, a dostałem najwyżej musujące różowe wino bez wyrazu, za to z nutką kwasowości. Kac ustąpi jeszcze przed południem, nie musicie brać urlopu na żądanie.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
To kino, które nie stosuje taryfy ulgowej wobec bohaterek i ich problemów, ale z ogromną dozą humanizmu potrafi przyjrzeć się im z bliska i przepracować temat bez dydaktyki, a z emocjami. 7

W kinie Kingi Dębskiej widać pewną zażyłość i spoufalenie na dwóch poziomach relacji – reżyserka i bohaterka/bohater z naciskiem na tą pierwszą płeć oraz reżyserka–widz. To umożliwia jej stworzenie kina, które niezależnie od ciężaru tematu nie przesadzi w ekscytacji i nie zacznie wyzyskiwać poruszanych spraw, a skieruje czułe spojrzenie na węzły życiowe postaci. Dlatego po raz kolejny w konwencji kina przysiadalnego, ale niepozwalającego się rozluźnić w siedzeniu reżyserka opowiada o wielkim problemie bez włączonego Caps Locka. Zabawa, zabawa… i po zabawie. O tym ostatnim członie zdania wyraziście, ale bez przerysowanej dramaturgii opowiada, chwilami z załamującym się głosem, w swoim najnowszym filmie ta zdolna artystka.

Mamy przekrój osobistych, intymnych i bardzo uważnie zreferowanych historii trzech kobiet. To co sprawia, że ich życiorysy się ze sobą komunikują to problem na różnym poziomie, etapie, ale tak samo istniejący, jak i wypierany – alkoholizm. Mamy Dorotę, pełną energii, brawury i odwagi (pozornej i publicznej) panią prokurator, która lepiej sobie radzi na sali sądowej, niż poza nią. Jednak jej upijanie się jest cały czas pod kryptonimem eleganckich kieliszków, wielkich bankietów, królowej towarzystwa i immunitetu… dosłownie, ale i w przenośni wykorzystywanego wobec zmartwień najbliższych. Nie tak odlegle wcale znajduje się Teresa, która również odnosi sukcesy zawodowe i ma stabilną pozycję w branży medycznej – uznany chirurg dziecięcy. Jednak to, co różni ją od pokrewnej we wmawianiu sobie panowania nad swoim życiem Doroty, inny stopień degrengolady. U Teresy jest bardziej namacalny i fizycznie zauważalny. Kiedy pani doktor odbiera wielkie wyróżnienie w swojej dziedzinie buduje w nas swój szacunek i imponuje siłą. Nie upija się i nie celebruje sukcesu na imprezie, a chowa się do jakiejś nory (dosłownie to część nazwy knajpy) i tam nie sączy, a bez najmniejszego skrzywienia wychyla czystą, a potem kontynuuje ten samotny seans dewastacyjny w hotelu, niczym bohaterka teledysku Masive Attack do piosenki „Live With Me”. Pani chirurg nie ma białych rękawiczek, obrazowi jej pijaństwa nie towarzyszy maska ochronna. Tu nie ma JUŻ barierki w opowiadaniu jej historii, jak u Doroty. Jeszcze inny odcień uzależnienia prezentuje Magda. Jest studentką, która czuje presje w związku z nauką, jak i pracą. Próbuje uciec jak najdalej budowaniem swojej przyszłości od przeszłości swojego ojca alkoholika, przez co wpada w innej oczywiście scenografii, bo nie schabowego i małego telewizora, a głośnych imprez i eleganckiej korporacji, w to samo.

W życiu każdej z bohaterek nadejdzie moment krytyczny. Ale to tylko punkt na mapie, strasznej podróży, która trwa już od dawna. Dlatego owe wydarzenie nie będzie jakimś oczywistym ekstremum, które otworzy komukolwiek oczy. To bolesne. Widz doskonale wie wcześniej, poprzez panoramiczny sposób opowiadania o 3 kobietach, że każda z nich jest alkoholiczką. Kinga Dębska nie ma zamiaru ich odpytywać z tego, a pokazać złożoność problemu. Mało tego, zachwycająco unika roli edukatorki, krytyczki, stronniczości, dzięki czemu potrafi nie usprawiedliwiać ani nie karać, tylko skoncentrować się na mnogości czynników, ale i pewnych wspólnych łączących bohaterki, za którymi z uwagą podążamy, bo są oknem na problem wielu. Reżyserka wali kamieniem w to okno i pokazuje marginalizacje problem alkoholizmu wśród kobiet, nie ograniczając się do kina społecznie zaangażowanego, ale prowadzi to autonomicznie i autorsko. Pokazuje przerażającą codzienność w obyczajowym sosie niepowszednich sytuacji. To jest jej znak firmowy!

To nie jest Pod Mocnym Aniołem Wojciecha Smarzowskiego, który wyciąga z rozmachem aparat diagnostyczny polskiego społeczeństwa. Chociaż z pewnością niepotrzebne porównania z racji bliźniaczego tematu będą się pojawiać. Kinga Dębska uzupełnia pewną lukę, odrywa plaster z ust i wprowadza dialog o problemie akurat wśród konkretnej płci i ma ku temu całkowicie powody. Wycofanie, zaprzeczenie dotyczy każdej z bohaterek i pokazuje, jak o wiele częściej i dlaczego ma to miejsce wśród kobiet. Kulturowa czkawka mężczyzny, który ma przyzwolenie na „o jednego za dużo” z kumplami sprawia, że kobieta jest w cieniu i nazwanie jej picia problemem nadejdzie o wiele później i będzie nieść ze sobą większe konsekwencje. To kobieta ma spełniać dalej wyobrażenia Matki Polki salutującej 24 na dobę i owe wyobrażenie często sprawia, że zdiagnozowanie jest nieistotne, a i ta stresogenna kultura często determinuje ucieczkę w alkohol. Tą właśnie rozpiętość przyczyn pokazuje reżyserka. Presja zaprzeczenia temu, co wyniosła głowa z domu, świadomość swojej pozycji zawodowej i siły przyzwala na wiarę w umniejszanie problemu. Nawet doskonała wiedza o swoim stanie faktycznym niestety wcale nie musi zbliżać do rozwiązywania problemu. Dębska doskonale portretuje różne stadium, stany świadomości, a najważniejsze – poziomy. Od nadziei po beznadzieję. Ale butelka nadal jest do połowy pusta.

To gorzkie kino, „niewygodne” studium, ale w nastroju czeskiej kinematografii starające się kameralnie opowiedzieć o spektakularnych lub mniej uderzeniach. U jednych to zaczepienie się, u drugich już upadek. Niezależnie od pejzaży kolejne stacje podczas drogi i mechanizmy są te same. Reżyserka nie ukrywa problemu, nie odwraca głowy, jest cierpka jak przechylany alkohol w filmie, ale nie przesadza z rozliczaniem, jak Polska z piciem. Niby niechcący na przykładzie trzech historii rysuje widokówkę naszej mentalności. To kino konfrontacji, które jest mocno psychologiczne, jednocześnie nie bez uczuć stoi i ma charakter głośnego aktu odwagi. Nie chwieje się.

W filmie Zabawa, zabawa, zabawy jest mało, ale są jej konsekwencje z humanizmem, nie z pobłażaniem opowiedziane. Ma tutaj miejsce bardzo dobre osiągnięcie środka ciężkości pomiędzy zrozumieniem, a uniemożliwieniem dalszego uniku. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń NIE są przypadkowe. Trzy Kobiety Kingi Dębskiej. Wiele kobiet na świecie.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie