Aktywność

The Finder (2012 - 2012)

Polecam – Ogólnie nie przepadam za proceduralnymi serialami, bo szybko mi się nudzą, ale ten przypadł mi do gustu. Przede wszystkim za sprawą niezwykle lekkiego klimatu, tajemniczych zagadek, ciekawych postaci (do tego świetnie zagrane), śmiesznych żartów, zabawnych metod poszukiwawczych głównego bohatera (włącznie z proroczymi snami).

Polecam fanom lekkich, pozytywnie zakręconych produkcji. 8/10

Sherlock Holmes: Gra cieni (2011)

> ferhin2 o 2012-04-16 16:39 napisał:
> ani śmieszny ani poważny
> denerwuje mnie już druga część
> lekkość bytu i charakter postaci sprawia, że nic się nie bierze na poważnie.
> Przez co historia staje się nijaka i nie ciekawa, a teksty zupełnie nie śmieszą.
> Oczywiście wspaniałe kostiumy, kreacje, scenografia, zdjęcia i efekty
> (szczególnie slow motion) i za to 9/10
> ale za postacie 2/10, historia/fabuła 4/10 co jak dla mnie ostatecznie daje 5/10
> i to naciągane.
> Można oglądnąć przy niedzielnym obiedzie i najlepiej w dobrej jakości.

Gdzie nie wejdę tam wszyscy zachwalają i tę, i pierwszą część. Cieszę się, że jednak nie jestem odosobniony w krytyce.

Filmy o Sherlocku Guy’a Ritchiego to widowisko dla niewymagającego widza. Prosta fabuła; prosty podział bohaterów: dobrzy-źli. Co najgorsze, od samego początku wiadomo kto jest tym dobrym, a kto jest tym złym; przez co historia traci jakąkolwiek tajemniczość i wiadome jest jak to wszystko się skończy. Największą porażką jest oczywiście obsadzenie Downeya w roli Sherlocka. Tak usilnie stara się zagrać ekscentryczną postać, ale kompletnie mu nie wychodzi… po raz kolejny. Jedynie scena kulminacyjna zasługuje na większe oklaski.

5/10

Jak ktoś chce obejrzeć interesującego "Sherlocka" to polecam serial BBC z Cumberbatchem.

Zapowiedź czwartego odcinka Gry o tron

Coś tu nie pasuje, bo obie panie pokazały się już w trzecim odcinku.

Sylwester w Nowym Jorku (2011)

Za mało romantyczny – Fajnie jest obejrzeć tyle znanych twarzy w jednym filmie, ale niestety film posiada parę ciężkich wad. Za dużo wątków – stanowczo za dużo – można było chociażby wątek z ciążami wyciąć. Ta wada wywołała kolejną wadę, czyli wszystko za szybko się dzieje. Brakuje czasu by poznać bohaterów i się do nich przywiązać. Tak nie powinna wyglądać komedia romantyczna.

5/10

Czas wojny (2011)

> Quagmire o 2012-04-14 11:00 napisał:
> A czasem Kamiński nie mówił gdzieś, że to nie jest CGI ale sztuczki z
> oświetleniem które miały stylizować film na produkcje z lat 50-tych? Takie w
> których większość plenerów kręcono w studiu, miałoby to sens w kontekście
> infantylności tego obrazu a grono operatorów raczej nie przyznałoby nominacji za
> film maksymalnie przepuszczony przez komputer.

Niemożliwe. Porównaj sobie zwiastuny a sam film. Widać, że film w porównaniu do zwiastuna przeszedł przez sito ludzi od efektów wizualnych. Różnica jest ogromna, więc samo oświetlenie takich szkód w obrazie by nie narobiło. Drugą sprawą jest to, że to tylko plenery tak wyglądają, a aktorzy na pierwszym planie już normalnie – i to właśnie ten kontrast najbardziej razi.

Zdjęcia (są super – nie ma co dyskutować) oraz oświetlenie nie są obiektem mojej krytyki, tylko efekty wizualne. Nie wiem, czy "miały stylizować film na produkcje z lat 50-tych", ale mi to bardziej przypominało "Raport mniejszości".

Rodriguez i Miller robią Sin City 2

W końcu! :)

Polityka. HYDE PARK

Dantejskie sceny. To że zwariował, to nic nowego, ale że ma tylu wyznawców, to dopiero szok :D

Wstyd (2011)

@Quagmire
Twoja interpretacja nie jest błędna. Jest wielce prawdopodobne, że zostali skrzywdzeni przez rodziców, bo w ogóle nie wspomnieli o nich słowem. Ponadto, wymowna jest scena ze śpiewem Sissy. Piosenka traktuje o przybyciu do Nowego Jorku i rozpoczęciu nowego życia – jak widać po łzach Brandona tekst dotyka ich przeszłości, jak mieszkali jeszcze w Irlandii.

Ale to nie wyklucza ich wspólnej seksualnej przeszłości. Ofiary tego samego oprawcy solidaryzują się ze sobą, a Brandon wyraźnie chowa ogromną urazę do siostry, niezwiązaną z potencjalnym wykorzystywaniem przez rodziców, choć mimo to nadal troszczy się o nią.

Wstyd (2011)

Przede wszystkim jest to kino gestu. Dialogi są ubogie, ale za to każda scena jest niezwykle przemyślana – albo dosadnie oddaje nastrój bohatera, albo zostawia wiele dla widza, aby mógł sam pomyśleć i sobie dopowiedzieć resztę. Rewelacją jest sekwencja kulminacyjna, gdy bohater błąka się nocą po Nowym Jorku, szukając rozmaitych przygód seksualnych. Aż na myśl powróciła mi genialna sekwencja z Requiem dla snu, kiedy to m.in. postać grana przez Jennifer Connelly poniża się przed tłumem facetów.

Siłą filmu jest Fassbender. Intryguje relacja Brandona i jego siostry; kilka genialnie skonstruowanych scen, m.in. z dziewczyną z metra.

Oczywiście, wiele niedomówień zostaje na linii Brandon-Sissy. Według mnie musieli mieć za sobą wspólne doświadczenie seksualne. Najpewniej siostra kiedyś sprowokowała jakąś akcję. Podkreślają to sceny, kiedy Brandon wpada do łazienki, a ona nie spieszy się z zakryciem nagiego ciała oraz kiedy wskakuje do jego łóżka. Widać, że Sissy łatwo się "zakochuje" (jej niedojrzałość emocjonalna nakazuje wzięcie tego słowa w cudzysłów), a następnie wydzwania – najpierw do nieznanego nam typka, potem do szefa Brandona, a przez cały film do brata, który za wszelką cenę próbował się od niej odciąć, również poprzez nałogowy seks – wstydzi się, brzydzi tego, do czego między nimi zaszło.

8/10

Najczarniejsza godzina (2011)

Rozczarowanie – Spodziewałem się gniota, ale nie aż takiego. Dialogi to kompletna porażka. Fabuła kompletnie nie zaskakuje. Efekty nie porywają. Aktorzy starają się grać na poważnie, co jeszcze bardziej zwiększa obciachowość tego utworu.

2/10

Proszę czekać…