Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo (1999)

@bizarre Podpisuję się pod Tobą obiema nogami.

Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo (1999)

@ZIOM68 Już większa moc była w "Przebudzeniu Mocy".

Gwiezdne wojny: Część V – Imperium kontratakuje (1980)

@Redox Pierwszy raz ten cytat usłyszałem w Toy Story 2.

Gwiezdne wojny: Część V – Imperium kontratakuje (1980)

Najlepsza i niepowtarzalna część Gwiezdnych Wojen. Tak zabawny, tak wzruszający i tak doskonale napisany, że upływ czasu wcale nie jest mu potrzebny. Imperium Kontratakuje ma wszystko – sympatycznych bohaterów, świetną akcję, świetny humor, świetne efekty specjalne, świetne dialogi, mądre przesłanie, do tego skalę – finał jest naprawdę imponujący ("Luke, ja jestem Twoim ojcem!"). To zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów science-fiction. Nie zestarzał się nic a nic. I pamiętajcie, żeby tylko z napisami to oglądać. Bo z dubbingu należy się wyspowiadać.

Gwiezdne wojny: Część IV – Nowa nadzieja (1977)

@Chemas Dla mnie to jest zawsze Sokół Millenium.

Tucker - Konstruktor marzeń (1988)

Jeff Bridges w swojej roli życia. A sam film uważam, że jest genialny – historia tytułowego potentata, jego procesy sądowe, w których go zawsze uniewinniano zasługują na ogromny szacunek. Francis Ford Coppola w XX wieku czego się nie tknął, zamieniał w czyste złoto. Jestem pod ogromnym wrażeniem – oglądałem wczoraj i nie mogę zrozumieć, dlaczego ten film nie stał się popularny i podziwiany. Przecież ma wszystko to (nawet muzykę), co powinno posiadać prawdziwe arcydzieło kinematografii.

Lucy (2014/I)

@Chemas Już "Piąty element" bardziej mi się podobał od tego wysrywu science-fiction. A ten film i Leona Zawodowca dzieli cała galaktyka.

Peggy Sue wyszła za mąż (1986)

Mi się bardzo podobał. Kathleen Turner, Nicolas Cage i Jim Carrey zagrali wspaniale. Uważam, że to nie jest wcale komedia, tylko poważny film science-fiction. W końcu mamy do czynienia z wehikułem czasu i ingerencją w przyszłość. Muzyka bardzo mi się podobała. Sceny w szkole i dyskotece robią po dziś dzień wrażenie. Jestem jak najbardziej pod wrażeniem – Francis Ford Coppola ani trochę nie traci formy.

Bliskie spotkania trzeciego stopnia (1977)

@Chemas Ode mnie dziewiątkę (jeśli chodzi o science-fiction) otrzymują: Obcy 1-2, Łowca Androidów oraz Gwiezdne Wojny (Nowa Nadzieja, Imperium Kontratakuje, Powrót Jedi i Zemsta Sithów).

Smok: Historia Bruce'a Lee (1993)

Muszę przyznać, że jestem zaskoczony tym, jak dobrze wypadł Jason Scott Lee. Najlepsze były w tym filmie sceny tańca cza-czy, walki z kostuchą czy praca w restauracji. Tylko muzyka mi się nie podobała – Shannon Lee sprofanowała niewątpliwy klasyk z lat sześćdziesiątych, jakim jest "California Dreamin". Tym niemniej chłonę wszystko, co jest związane z Brucem Lee.

Proszę czekać…