Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

Transformers (2007)

@Chemas Potwierdzam, zgadzam się. Najbardziej z filmów Michaela Baya podobał mi się "Armageddon".

Transformers (2007)

Genialnie wykonane efekty specjalne! Wielkie brawa dla grafików. Niestety, cała reszta jest średnia i mocno naciągana.

To nie jest kraj dla starych ludzi (2007)

@MacT Mi też niespecjalnie się podobał. Już lepszym filmem wyprodukowanym w 2007 roku był animowany "Ratatuj", który dużo lepiej zapamiętałem i obejrzałem kilkanaście lub kilkadziesiąt razy. To taki odpowiednik "Uczty Babette".

Ojciec chrzestny (1972)

@Chemas W tym roku z okazji 50 rocznicy premiery tego monumentalnego arcydzieła światowej kinematografii wszechczasów puszczam sobie dosłownie co miesiąc to dzieło sztuki. W grudniu będę miał w swoim życiu obejrzany film 20 raz.

Christopher Nolan (I)

Ciężko mi ocenić twórczość tego gościa. Raz jestem na tak, a drugi raz na nie.

Interstellar (2014)

Niesiony ujmującym porywem, wynikającym z wielu komentarzy i porównań do „Odysei 2001”, wyszedłem z kina nieco oszołomiony. W głowie dźwięczała mi muzyka do filmu. Z jednej strony ujmująca, a z drugiej wręcz przeciwnie. Ładne malowanie wyobraźni twórców poprzez obraz. Wizualnie film, jest dość „estetyczny”, jednakże będę się upierał, że scenariusz jest zbyt mocno przekombinowany. Do tego niemiłosiernie rozbudowany wątek relacji córki i ojca. Zdaję sobie sprawę, że na temat tego filmu postawiono szereg pytań i wyrażono mnóstwo opinii. Pomimo to, sam sobie zadałem pytanie. Czy „filozoficznie” Nolan zbliżył się do Kubricka? Po dzisiejszym i dość późnym wyjściu z kina, znam wreszcie odpowiedź. Niestety, nie zbliżył się do Geniusza.

Czarne chmury (1973 - 1974)

@Chemas Dziękuję.

Czarne chmury (1973 - 1974)

@Chemas Myślałem i niedługo chyba się za to zabiorę. Wszyscy w kręgu moich znajomych mówią mi, że robię to bardzo dobrze więc będę się rozwijał dalej w tym oto kierunku.

Nad złotym stawem (1981)

Dobry film z głównymi rolami, notabene bardzo dobrze zagranymi. Katherine Hepburn i Henry Fonda zasłużenie dostali Oscara (w końcu lepiej późno niż wcale). Fajne były sceny, jak dziadek i wnuczek łowili ryby, jak Norman upadł i niechcący potłukł talerzyki w kartonie, a jego żona Ethel przybyła mu na pomoc i się zapytała, czy wszystko z nim w porządku. Scenariusz adaptowany też na miarę Oscara – w sumie dobrze, że dostał ten film jakieś nagrody, bo dużej konkurencji w roku 1982 to to zdecydowanie nie było. Ale za to zdjęcia przepięknie zrobione, po prostu fenomenalnie. Może to być dobra terapia dla ludzi z depresją i dużą ilością agresji w sobie, to gwarantuję że takie widoki na las, słońce i na jezioro z łódką zmienią sposób myślenia i patrzenia na lepsze. Nie żałuję, że obejrzałem i polecam każdemu. 7/10

Grona gniewu (1940)

Dwa Oscary za najlepszą aktorkę drugoplanową i za scenariusz. Moim zdaniem zasłużenie, nawet twierdzę, że ta klasyka powinna dostać ich znacznie więcej. Henry Fonda pokazał swój aktorski pazur, Jane Darwell także nie zawodzi. Bardzo mało oczywiście muzyki, przez co nie mogę dać najwyższej oceny. Ale i tak to pozycja światowej kinematografii, którą dosłownie każdy musi obejrzeć. Zaczątki filmu drogi, który rozwinie się w późniejszych filmach typu "Rain Man", "Thelma i Louise" lub chociażby "Urodzeni mordercy". Momentami przypomina do tego stopnia western, że aż początkowo uwierzyłem, że akcja rzeczywiście dzieje się na Dzikim Zachodzie. Wygnanie rodziny z farmy za długi i rozpoczęcie życia w Kalifornii może przytrafić się dosłownie każdemu. Ale najlepiej zostać przy tym, co jest – główne przesłanie tego filmu. 9/10

Proszę czekać…