Aktywność

Mistrzowie horroru (2005 - 2007)

Obejrzany pierwszy sezon. Wiele kiepskich pomysłów na wzbudzenie grozy lub rozwinięcie wątków. Polecam odcinek "Homecoming" – oryginalny i zabawnie absurdalny.

Winda (2008/IV)

"Thriller bez zwrotów akcji"
Jak sprawić by widz przez dwie godziny z uwagą oglądał losy bohaterów zamkniętych w jednym pomieszczeniu? Wystarczy nie popełnić błędu autorów "Windy". Film ma za mało zwrotów akcji – osobiście doliczyłem się tylko jednego. Siłą wielu thrillerów jest mylenie tropów i zaskakujące odsłonięcie kart (tożsamości czarnego charakteru) w finale. Jak tu jednak mylić tropy, kiedy od początku liczymy że wydarzy się coś złego, a potencjalnych złoczyńców mamy ledwie trzech i to bezustannie nam pokazywanych?

Aby odwrócić uwagę widzów od monotonnej scenerii windy (ciasne pomieszczenie nie pozwala na wiele zaskoczeń) warto pokazać retrospekcje z życia bohaterów. Te w "Windzie" niewiele jednak nam mówią. Co gorsza, retrospekcje dwóch mężczyzn wyglądają niemal identycznie – idą do baru, poznają dziewczynę, idą z nią do domu, inna końcówka. Przez to można mieć wrażenie doświadczania deja vu, a przeszłość bohaterów zamiast intrygować zaczyna nużyć w równym stopniu co ciemna winda tkwiąca w szybie.

Film sprawia też wrażenie ponad miarę rozciągniętego. Dość powiedzieć, że horror "Elevated" Vincenzo Natalego o dwójce bohaterów zamkniętych w windzie z facetem z zakrwawioną koszulą, oferuje więcej zwrotów akcji, jest znacznie intensywniejszy, a trwa przy tym niecałe 20 minut. Może gdyby scenariusz nie był tak sztampowy nie byłby to istotny zarzut, ale niestety – znużenie filmem uważam za wysoce prawdopodobne.

Zamknięcie kilku osób w ciasnym pomieszczeniu i zostawienie historii samej sobie to ryzykowny pomysł. Są świetne wyjątki pokazujące, że można ten pomysł przekuć w dobry film – "Cube", "Nieznani", "Piła", "Elevated" – ale "Winda" do nich nie należy. Sztampa i to długa.

Galaktyka terroru (1981)

Fajny filmik, z którego idzie się całkiem nieźle pośmiać. :)

Film wygląda jak czkawka po "Siódmej pięczęci", "Zakazanej planecie" i "Obcym".
Już psychodeliczny początek z władcami świata grającymi w jakąś grę nie pasuje do horroru, a dzięki kiepskiemu wykonaniu zamiast poważnie, wypada śmiesznie. Późniejsze akcje typu pani przełożona służąca za pasy bezpieczeństwa, czy późniejsze "sceny grozy" z robalem i ściśniętym tunelem tylko potęgowały mój uśmiech. W żadnym słabym filmie nie spotkałem tylu przegiętych motywów, co tutaj.

Jedynym naprawdę porządnym elementem filmu są dekoracje Jamesa Camerona, który jak widać "Obcym" zachłysnął się już wcześniej.

Dodatkowym smaczkiem dla mnie było trzech panów – Ray Walston którego kojarzę choć nie wiem skąd, pan Robert Englund zanim stał się Freddym Krugerem oraz król erotyki spod znaku czerwonego pantofelka choć nie z tej strony kamery co zazwyczaj – Zalman King. Wszyscy wypadli słabo, ale miło było ich zobaczyć. :)

Mission: Impossible II (2000)

Pierwszy seans z "M:I 2" to srogie rozczarowanie. Ta część najmocniej odstaje stylistycznie od serii, a sposób przedstawienia intrygi i scen akcji przybliża film w kierunku kina komiksowego.

Agent Hunt ponownie musi zebrać ekipę i wykonać misję niemożliwą. Tak jak w pierwszej części zagrożenie jest poważne, środki do jego pokonania wydają się niewystarczające, przeciwnik niebezpieczny, a zaufanie bywa towarem deficytowym. Sęk w tym, że w tej części podano to zupełnie inaczej. Śmieszyć może parokrotne przedstawienie mitologicznej postaci Bellerofonta w sposób śmiertelnie poważny dla zobrazowania czegoś wielokrotnie w kinie akcji eksploatowanego. Podobnie też bawi nadmierne wykorzystanie silikonowych masek – owszem na początku robi to wrażenie, ale ten zabieg zostaje w filmie wykorzystany jeszcze co najmniej trzy razy. Jakkolwiek fabuła by nie była wciągająca i intrygująca, te dwa zabiegi potrafią ją widzowi zepsuć.

John Woo miał spore ambicje, jednak zabrakło mu jednego – UMIARU.
Pomimo zachwycających zdjęć, fabuły obfitującej w zwroty akcji, nieźle wykorzystanego wątku miłosnego, wykreowania dość bezwzględnego przeciwnika i dbałości o każdy detal w widowiskowych scenach akcji, filmowi daleko do ideału.
Duża ilość spowolnień w scenach akcji skutecznie obniża ich tempo, w wątku miłosnym sprowadza go do śmieszności. Do tego dochodzą sekwencje niepotrzebne (Audi vs Porsche), głupawe (wspinaczka i okulary) oraz efektowne acz zbyt przesadzone (pojedynek motocykli, nadmiar salt i obrotów – nawet na motorze!). Cały artyzm jaki Woo próbował przekuć w swe dzieło przez nadmiar przerodził się w kicz.

Film miał zadatki na bycie świetną (choć odmienną) kontynuacją, ale – zapewne przez nadmierną dbałość o detale – wyszedł z niego jedynie sprawnie nakręcony akcyjniak (i to z kategorii guilty pleasure). Wiele dobrych elementów niknie w potoku innych, a przestylizowanie wielu scen (tak akcji, jak i relacji Hunta z Nyah) osłabia emocje płynące z ich oglądania. Co za dużo, to niezdrowo.

Braterstwo wilków (2001)

Intrygujący mix kina kostiumowego, horroru (thrillera?) i kina kopanego.

Na wysokości (2010)

taka "Strefa mroku" w samolocie

Dziewiąte wrota (1999)

temat na forum: ""Dziewiąte wrota" to nie "Dziecko Rosemary" – i całe szczęście!!!"

Wirtualne sny (2009)

Pilot niezrealizowanego serialu SF. Jako serial ta fabuła miałaby rację bytu. Pech jednak chciał, że serialu nie będzie, a co za tym idzie pilot musi bronić się sam jako osobna, zamknięta całość. Niestety, podobnie jak wiele innych pilotów, pozbawiony kontynuacji ten również ponosi klęskę.

Jak na film SF zupełnie niepotrzebny i naciągany wydaje mi się wątek tajemniczego mordercy. O ile do serialu mógłby przyciągać, o tyle w filmie boli, że główny wątek stanowiący podstawę całej fabuły nie zostaje w żaden sposób zwieńczony. Z tego że ten program znęca się nad członkami załogi nic nie wynika (głównie dzięki temu że pytania o konsekwencje wirtualnej przemocy wydają się mniej ważne niż próby ustalenia sprawcy), a w tak zaawansowany błąd w programie aż ciężko uwierzyć.

Do tego dochodzi formuła reality show. Mnie ona zawsze drażni – zdjęcia wyglądają na amatorskie, kamera skupia się na kłótniach które wypadają bardziej sztucznie, bo są wzmacniane przez napięcie towarzyszące obecności kamer. To są tak nienormalne warunki, że ciężko mi jest się solidaryzować z tymi krzykaczami.

Film nie nadrabia ani efektami specjalnymi, ani muzyką, ani też aktorstwem. W efekcie ogląda się go ciężko, a zakończenie niestety niczego nie wynagradza.

Strach (2006)

recka na forum: "Ni gruszka, ni pietruszka"

Istota (2009)

opinia na forum: "A mogło być tak pięknie…"

Proszę czekać…