Dobry straszak, choć niezbyt zaskakujący. Mógłby sporo zyskać gdyby twórcy spróbowali choć trochę wzbudzić sympatię do chłopaka by stopniowo demonstrować jego przejście na ciemną stronę, a nie czym prędzej przestawili trybik w jego głowie by zdążył zabić więcej postaci przy krótszym metrażu.
Antologie horrorów bywają rozczarowujące i "Folklor" niestety nie jest tu wyjątkiem. Pomimo ciekawego pomysłu by każdy odcinek reprezentował dane państwo, większość odcinków jest wtórna, a elementy grozy często są ich najgorszymi składowymi. Azja ma zdecydowanie więcej do zaoferowania, niż wynikałoby z jakości tej serii.
Urban fantasy (ilość magii szczątkowa i bez fajerwerków) o dorastaniu, w którym nastolatek biega nocą po mieście od jednego przybytku do drugiego i wysłuchuje od kolejnych gangów i kobiet że nic nie wie, popełnia wielką głupotę (bez wyjaśnień czemu), a kolejny bar w którym powiedzą mu to samo jest gdzieś tam.
@Ishiro Aby każdy mógł sobie przypomnieć, że dziwne ludki są wszędzie, a średnia ocen mówi o wiele mniej o filmie niż rozbudowana recenzja. Łatwo nawet namierzyć kto tutaj wystawił jedyneczkę, bo gostek lubi komentować newsy i wystawiać filmom jedynki (ciekawe jak często bez ich oglądania)
“Na razie nie ma wyznaczonej daty premiery w polskich kinach. " – Jest, wczoraj dodawana czeka na zweryfikowanie.
W Polsce film wejdzie na ekrany 22 listopada pod tytułem "Le Mans ’66" dystrybuowany przez Imperial-Cinepix. Dziś dodano też polski zwiastun
Nudna ramotka wzorowana na antyutopijnych SF w stylu "THX 1138" i kinie drogi spod znaku "Znikającego punktu". Dodatkowe plusiki za rozentuzjazmowanego pilota, komiczny sposób gry centrum kontroli i bezsensowną eksterminację kaktusów.
Dałbym głowę, że trzecia część miała się kręcić wokół air force one – nawet pierwszy teaserowy plakat przedstawia samolot.
Jestem zawiedziony, że w zwiastunie nie pojawia się ani air force one, ani żadna pilnie strzeżona placówka czy uroczystość.
Nie trzeba być po "Kapitan Marvel" by się dobrze bawić, ale znajomość "Iron mana", wszystkich "Avengers", trylogii Kapitana Ameryki, drugiego i trzeciego Thora, "Strażników galaktyki", "Doktora Strange’a" oraz "Ant-mana i Osy" przed seansem by się przydała.
Zadziwiająco satysfakcjonujące zwieńczenie 11 lat filmów z serii MCU!
Mniej akcji niż w "Infinity war" na rzecz większej ilości wspomnień i emocji budujących grunt pod epicki finał (IMO to szczyty epickości – gdyby nie znajomość postaci oglądałoby się go równie beznamiętnie co "Ready Player One"). Poprzednia część uderzyła z zaskoczenia, w tej wielu rzeczy można było się domyśleć (pomimo zapewnień twórców), jednak sposób w jaki zostało to przedstawione budzi mój podziw i radość. Pozostaje pogodzić się ze stratami i iść naprzód – najlepiej zahaczając o jeszcze jeden seans. :)
Przyjemny mix urban fantasy z kinem policyjnym. Magii dali tu niewiele na rzecz ciekawszych przepychanek rasowych/klanowych i strzelanin. Will Smith czuje klimat, postać Edgertona przez większość filmu trochę mniej, ale i tak sequelem nie pogardzę.
Ciekawy pomysł oraz świetne rysunki i projekty postaci, które nie idą w parze z ciekawą historią. Twórcy wrzucili do fabuły wszystko co kojarzyli z Japonią (ninja, wuxie, wielkie roboty), pokazali kilka ciekawie zjaponizowanych postaci, na czym najbardziej ucierpiało samo śledztwo Batmana, które z biegiem czasu coraz szybciej traci na znaczeniu. Z jednym-dwoma przeciwnikami i z mniejszą ilością pomocników film byłby ciekawszy.
Proszę czekać…