1/10 – Rozumiem, że film powstał dzięki mniej lub bardziej zawiłym kontaktom towarzyskim (np wspólnie grają aktorskie małżeństwa Naomi Watts-Liev Schreiber i Anna Faris-Chris Pratt), ale nie mogę opisać zdziwienia i żenady na widok Kate Winslet i Hugh Jackmana w historyjce o facecie z jądrami na szyi, Richarda Gere’a w wariacji na temat nowoczesnej Vaginy Dentaty, Josha Duhamela robiącego loda animowanemu kotu czy też Chloe Moretz walczącej ze zbyt obfitym, pierwszym okresem.
Wśród tych fatalnie napisanych, nieśmiesznych historyjek wyróżnia się tylko ta z Gerem która stara się być satyrą na współczesne korporacje oraz ta z Seanem Williamem Scottem, Johhnym Knoxvillem i Geraldem Butlerem-karłem która jako jedna z nielicznych ma jakiś początek, rozwinięcie i puentę. Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda wytrysk Supermana to Uma Thurman służy opisem, nic ciekawszego w tym filmie, jednym z najgorszych jakie widziałem w swoim życiu, nie ma.
Racja! To ma być jednak SF? Ciekawe skąd tyle znanych twarzy, albo scenariusz jest tak dobry albo większość z 70 mln$ budżetu poszła na gaże.
1/10 – Sięgnąłem po to bo lubię horrory komediowe/parodie horrorów, za dzieciaka "Straszny film" śmieszył, a moja słabość do "Ostatniego skauta" promienieje na całą rodzinę Wayansów. Film jest równie nudny jak "Paranormal Activity" które parodiuje, równie zły jak zwiastun który go reklamował. Nie jest to poziom "Disaster Movie" ale to marna pociecha. Moja twarz nie zadrżała ani razu, nie zdołałem też obejrzeć tego dzieła do końca. Tak przy okazji Marlon Wayans robi tu z pluszowym misiem rzeczy które zawstydziłyby Mariusza Pujszo i jego poduszkę.
Pewnie dlatego jest najlepiej oceniana, bo (strzelam) jest najbardziej standardowym dramatem, dalekim od formalnych eksperymentów jedynki. Czyli podoba się większej ilości krytyków i widzów.
7/10 – Udana kontynuacja. Na początku byłem nieco rozczarowany brakiem magii, świeżości, "budki z winylami", ale wraz z rozwojem filmu zrozumiałem, że relacja zmieniła się wraz z wiekiem bohaterów. Nie ma już austriackiego żula od marnych wierszy, ani też dziwaka udającego krowę; zamiast romantycznego, nieco bajkowego Wiednia jest Paryż przepełniony goryczą 30-tki. Pewnie "grecka część" mimo dość słabego zwiastuna (a na szczęście przy świetnych recenzjach) rozprawi się z 40-tką lepiej niż ostatnio Judd Apatow. Na minus jakby nieco mniej "tego czegoś" pomiędzy Hawkiem a Delpy ale to oczywiście bardzo subiektywne odczucie. Mimo wszystko pierwsza część podobała mi się bardziej.
Ależ piękny, subtelny film. Bardzo dawno nie widziałem takiej chemii pomiędzy aktorami, tak naturalnych dialogów. Nie uwierzę gdy przeczytam, że większość z nich nie była improwizowana, tak jak ciężko mi uwierzyć, że po tym filmie Ethan Hawke i Julie Delpy nie wzięli ślubu i nie żyli razem długo i szczęśliwie. Gadana forma zupełnie nie przeszkadza bo Linklater sprytnie dba aby przez większość czasu albo bohaterowie albo otoczenie wokół nich było w ruchu. Do tego raz na jakiś czas strzela prosto w serce widza tak cudownymi, małymi scenkami jak ta w budce do odsłuchiwania winyli.
9/10
Co ciekawe, spotkałem się z paroma głosami narzekającymi, że Hopkins-Hitchcock jest jedynie rubasznym dziadkiem a dopiero Toby Jones w "The Girl" jest psychopatycznym zboczeńcem jakim powinien być Alfred, że niby jest to znacznie ciekawsze :)
Monolith zawsze musi czymś "błysnąć".
5/10 –
Dobre zdjęcia, sugestywny klimat amerykańskiego południa i znacznie lepsza druga połowa filmu nie przesłaniają irytujących, kompletnie nie obchodzących mnie bohaterów (niepełnosprawny, niepełnosprawny, i jeszcze raz niepełnosprawny!) i kompletnego braku tempa. To nie jest budująca odpowiedni klimat powolna narracja, to zbyt długie, zapychające film wprowadzenie. Pierwsze 45 minut filmu spokojnie dałoby się opowiedzieć w minut 15 a wydarzenia z całego filmu spokojnie mogłyby być upchane w jeden odcinek serialu (coś podobnego do słynnego "Home" X-Files).
W drugiej połowie jest wreszcie to co lubię w horrorach najbardziej czyli desperacka walka o przetrwanie, jak dla mnie zdecydowanie za późno. Film Hoopera z racji mikroskopijnego budżetu (83 tys$) bardzo oszczędnie dawkuje krwawe efekty pozostawiając wiele pola wyobraźni, co sprawia, że mimo 39 lat na karku "Teksańska" nie zestarzała się aż tak mocno jakby mogło się wydawać. Jak to mówił DiCaprio? Film zdobył moją ciekawość ale nie zyskał mojej uwagi.
Na 100% usunął sobie laserowo, dentysta z tatuażem w stylu Mike’a Tysona raczej nie wzbudzałby zaufania pacjentów :)
Proszę czekać…