(.)(.)
Tak to się kiedyś robiło? Nie mogłem się powstrzymać a to chyba inspiracja twórcy tego plakatu :)
Przyznaję bez bicia, że wytrzymałem połowę, za to co widziałem dałbym naciągane 5/10. Bardzo powolny horror, ale nie ma w tej powolności nic fascynującego, przyciągającego uwagę jak choćby w niedawnym "Beyond the Black Rainbow". Zombie stara się budować napięcie, z lubością fotografuje wdzięki swojej żony, ale Sheri nie ma tyle charyzmy aby udźwignąć takie a nie inne tempo akcji. Sam film nie jest aż tak artystyczny jak sugerują zwiastuny, miejscami mamy do czynienia z ładnymi ujęciami i dziwnymi scenami, ale zdarzają się też bardzo surowe fragmenty.
W pamięć na pewno zapadnie mi Meg Foster która zdecydowała się rozebrać w wieku 65 lat, ale nie był to zbyt przyjemny dla oczu widok… "Władcy Salem" są hołdem dla estetyki kina grozy lat 70-tych w której nie czuję się zbyt dobrze. Na plus kilka epizodów gwiazd horrorów z tamtych lat (jest np świetnie trzymający się Ken Foree). Może jeszcze wrócę do tego obrazu, nie zniechęcam ale raczej też nie polecam.
To może być prawda. Choć z drugiej strony Loki był podobno na tyle zdesperowany, że wysłał producentom swoje zdjęcia w makijażu Kruka, tak więc wytwórnia raczej dogadałaby się z jego przedstawicielami. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której z dwójki świeża, gorąca kinowa gwiazda Hiddleston i opatrzony na małym ekranie Skarsgard wytwórnia wybiera tego ostatniego.
Może to świadczyć o tym, że to Gutiérrez przepchnął kandydaturę gwiazdy "Czystej krwi".
1/10 – Film który szczyci się tym, że jest bezpośrednią kontynuacją filmu Hoopera. Z początku wydaje się, że w tym względzie wszystko jest ok, mamy montaż najważniejszych scen z oryginału a właściwy obraz zaczyna się tuż po finale wersji z 1974 roku. Po pierwszych 10 minutach okazuje się, że cały wstęp służył jedynie standardowemu "jest jeszcze jeden Skywalker", a wspomniany 1974 będzie prawdziwą kulą u nogi. Tegoroczna teksańska łasi się z początku do fanów oryginału, aby potem zignorować najbardziej banalny fakt, czyli jego czas akcji. Bohaterka która była niemowlakiem w 74, tutaj przy akcji dziejącej się współcześnie ma góra 25 lat a film (choćby w scenie z gazetą i archiwami) udaje, że wydarzenia ze zbitki montażowej wcale nie miały miejsca w latach 70-tych. Co więcej osadzenie akcji we współczesności służy jedynie w jednej ze scen, krótkim, nieudanym wstawkom w stylu found footage na telefonie podobnym do iPhone’a.
Ciężko napisać cokolwiek pozytywnego o tym filmie, postacie są tak papierowe i bezpłciowe, że nie potrafią nawet zirytować, ich motywacja i ciąg przyczynowo-skutkowy są zupełnie nieprzekonujące. Końcowe twisty fabularne są wstawione jedynie po to aby były, nie mają większego sensu w obliczu reszty filmu. Dodatkowo jeśli mamy schody, to bohaterowie na pewno się na nich potkną, jeśli samochód to na pewno się zepsuje, podobnie wygląda to w przypadku ogrodzenia, konarów, kamieni, drzew i wszelkich innych możliwych utrudnień. Dodatkowo jak dla mnie nie do zaakceptowania jest to, że z psychopatycznej rodzinki robi się tutaj ofiary a z miejscowych którzy zebrali się i wymierzyli sprawiedliwość mordercom robi się oprawców.
Hiddleston byłby znacznie lepszym wyborem, ma w sobie szaleństwo romantycznego mściciela. Tutaj nie widzę takiego potencjału.
Wybrali takie fragmenty które sprawiają wrażenie, że Zimmer wreszcie po latach lenistwa przestał kopiować samego siebie. Mam nadzieję, że całość muzyki do Supka idzie tym samym tropem.
Dodatkowo, jakoś ten kostium potrafi wyglądać świetnie na każdym możliwym zdjęciu.
Fajne. Szczególnie fragment parodiujący Spider-Mana Raimiego.
Film ma bardzo ciekawy opis i jeszcze ciekawszy w jego kontekście budżet :)
Pewnie teraz w mediach zrobi się ciszej o całej akcji i Braff już tyle nie zbierze. Bardzo czekam na ten film, strasznie zdziwiło mnie opisywane przez Braffa wtrącanie się producentów. Zawsze byłem przekonany, że małe filmy mają względny spokój, zwłaszcza, że Garden State odniósł spory sukces kasowy (36 mln$ wpływów przy 2,5 mln$ budżetu).
Proszę czekać…