Zach Braff jest na zwiastunie od 0:20 do 0:22, rzuca kapelusz Jamesowi Franco. To znaczy, że zgodnie z niektórymi doniesieniami gra podwójną rolę: Franka, asystenta Diggsa oraz Finleya, gadającą małpkę którą Diggs spotyka w Oz.
Podoba mi się ten zwiastun, wiadomo, że mamy plastik ale przecież to Oz a nie Mordor. Nie można też uniknąć porównań z Alicją ale Raimi nie jest tak wypalony jak Burton a Franco tak zblazowany jak Depp czy anemiczny jak Wasikowka. Będzie dobrze, zresztą mamy Franco, Braffa, Kunis, Williams, Weisz- to musi być przynajmniej dobrze zagrane.
A może po prostu osąd przesłania mi cameo Bruce’a Campbella, zapowiedź ukrycia w filmie Oldsmobile’a Delta z 71 roku i powrót Raimiego do korzeni czyli kręcenie filmu w Michigan co może pozytywnie wpłynąć na jego proces twórczy.
8/10 – Bardzo dobry film twórcy American History X, podobny do filmu z Nortonem zarówno pod względem wizualnym jak i bezkompromisowości w pokazywaniu trudnych tematów (a film porusza ich wiele, od bezcelowości młodzieży przez pedofilię po prostytucję nieletnich). Świetne role całej obsady na czele z Brodym, każdy ma tu swoje 5 minut i nawet Lucy Liu wznosi się w rejony aktorstwa o które nigdy bym jej nie podejrzewał. Szkoda tylko kompletnie niewykorzystanego Williama Petersena, jego rola wygląda jakby wycięto ją w ostatecznym montażu.
Zamierzają tak mozolnie wycinać postacie z niedawnego plakatu? Nuda.
Dłuższa wypowiedź +10 pkt, oceniony film, serial lub odcinek serialu +1 pkt.
7/10 – Ależ świetna rola Johna C. McGinleya! Wszystkie "coxowe" sztuczki zostały tym razem użyte do wykreowania psychopaty i przyniosło to wyśmienity skutek. Na szczęście Vess nie nazywa bohaterów damskimi imionami ale fani "Scrubs" rozpoznają te charakterystyczne gwizdy, monologi czy obłąkane spojrzenie wyrażające gniew i pogardę dla rozmówcy. Jednak tym razem dr Cox zamiast stetoskopu ma shotguna i jest wyjątkowo odpychającym typem. Sceny na stacji benzynowej czy w schronie to prawdziwy popis tego mocno niedocenianego aktora.
Sam film to bardzo solidny choć nieco rozciągnięty thriller z dość niepotrzebną wilczą symboliką i równie niepotrzebną a jeszcze bardziej irytującą Piper Laurie. Na szczęście w obu przypadkach nie są to długie momenty.
10/10 – Prawdziwe cudo. Ja byłem Vincentem Gallo a ten internetowy serial Chloe Sevigny (jeśli wiecie o czym mówię…). Perfekcyjne wymieszanie SF, komedii, musicalu, dramatu, komedii romantycznej, parodii filmów superbohaterskich, satyry na media, westernu i pewnie jeszcze miliarda innych rzeczy. Kick-Ass, Super, Defendor tylko próbowały zbliżyć się do tego poziomu. Nie wyszło im.
Ciekawe czy wszystkie części będą przygotowane po najmniejszej linii oporu a dość oczywisty wątek rodziców będzie rozciągany aż do końca trzeciej części jako Wielka Tajemnica.
7/10 – To zawsze świetne uczucie gdy po 2,5 roku śledzenia każdego newsa, zwiastuna i zdjęcia z planu dostajesz wreszcie gotowy produkt. Jednak ten produkt jest tylko lub aż solidnym filmem i wbrew szumnym zapowiedziom twórców nie aż tak twórczym podejściem do tematu.
Plusy:
-dobra gra całej obsady, moim faworytem jest Denis Leary, właściwie jak dla mnie mógłby on doczekać się własnego serialu w którym gania dziwne bestie z shotgunem
-wspaniała chemia między Emmą Stone a Andrew Garfieldem
-parę naprawdę niezłych scen i dialogów, szczególnie w początkowej części filmu
-udane efekty specjalne, CGI rzuca się w oczy tylko w paru scenach
-dość szybkie tempo (co jest zarówno plusem jak i minusem ale o tym potem)
-dobra reżyseria "małych" scen między bohaterami, widać, że w takich momentach Webb czuje się najlepiej
Minusy:
-brak przemiany głównego bohatera, Peter jest tym samym chłopakiem przed i po ugryzieniu, przed śmiercią wujka Bena i po niej, w masce i bez maski
-straszna wtórność względem poprzedniego originu jak i innych filmów o superbohaterach
-cały origin odwalony po łebkach, poświęca się temu jeszcze mniej czasu niż u Raimiego (nożyczki montażysty sterowane przez wytwórnię?)
-kompletnie niewykorzystany motyw transformacji Connorsa w Lizarda, bardziej przypomina to Hulka niż Muchę w wersji light której oczekiwałem. Z drugiej strony bez takiego podejścia do sprawy mielibyśmy chyba jeszcze mniej scen akcji
-design Lizarda pod hasłem "oby tylko dzieci się nie wystraszyły i dały nam zarobić", już Venom sprawiał znacznie groźniejsze wrażenie
-film powtarza niektóre błędy Raimiego, np typowo nowojorski patos w scenie z C. Thomasem Howellem i jego drużyną pomocników.
-wiele mniejszych lub większych głupotek, czasami wynikających ze scenariusza a czasami z pocięcia filmu np skąd Connors wziął szlafrok w kanałach? Jak Parker wszedł i wyszedł z okradanego samochodu? Jak gigantyczna jaszczurka może się skradać? Wujek Ben walnął patetyczną mowę na telefon, bo…? Flash zachowuje się tak a nie inaczej w finale filmu, bo…? paranormalne działania Petera w szkole spotykają się tylko z gromkim "ooooooo!" po czym ludzie wracają do swoich zajęć, zupełnie jakby byli postaciami z GTA
-bezbarwne sceny akcji np bitwa w szkole polega tylko na beznamiętnym rzucaniu się przez ściany (dobrze, że przynosi chociaż świetne cameo Stana Lee)
Ogólnie to film idealnie poprawny, bezpłciowy, rzemieślniczy i zachowawczy. Gdyby mówił o innej postaci to z pewnością utonąłby w morzu produkcji o superbohaterach.
Niech to, miałem napisać średniej długości notkę :)
PS. Z czasem ocena poleciała w dół do 5/10, to nie jest "moja" interpretacja Spider-Mana ani tym bardziej Petera Parkera.
Proszę czekać…