Tak mu pocisnąłeś Juskowiak, że aż mi spadły klapki :)
6/10 – Wspaniale grający James McAvoy miał tutaj chyba osobistego reżysera, reszta miała tego chaotycznego, nie panującego nad filmem rzemieślnika który kompletnie nie poradził sobie z ukazaniem chorego umysłu. Ukoronowaniem jego marnej pracy jest finał, to mógł być jeden z najbardziej zaskakujących twistów fabularnych ostatnich lat, niestety przez fatalne prowadzenie filmu i błędy w narracji okazał się tylko przysłowiowym "kwiatkiem do kożucha".
9/10 dla szaleńczej, zwierzęcej i wieloznacznej kreacji McAvoya, jednej z najlepszych w 2013 roku.
3/10 dla chaotycznego, marnującego swój potencjał filmu.
To dlatego czwartkowe nominacje poprowadzi Chris Hemsworth. Mam nadzieję, że przy nominacji dla Daniela Bruhla rzuci jakąś zgryźliwą uwagę :)
Potwornie katowali tym ptako-człekiem na RTL7. W sumie nie mam wielkich wspomnień z tym filmem, pamiętam, że jako dziecko strasznie bałem się tego co dzieje się z postacią Jeffreya Jonesa :) Jak się potem okazało każde dziecko powinno bać się Jeffreya Jonesa, ale to już inna, niezbyt zabawna historia.
Nie zgadzam się, ale szanuję Twoje zdanie. Spodziewałem się stosu minusów i kilku gróźb karalnych, więc jestem zadowolony :)
Myślałem, że dojdzie do podziału łupów między 12 Years A Slave i American Hustle, ale jednak skończyło się na większej różnorodności.
No to tak:
- najlepszy dramat: wahałbym się między 12 Years A Slave i Phillipsem, nie widziałem jeszcze Philomeny. Zwycięzca zasłużony.
-najlepsza komedia: nie widziałem filmu Coenów i Wilka, jestem przekonany, że zjadają na śniadanie Her i American Hustle
-najlepszy reżyser: Boyle zrobił to lepiej z Jamesem "jeszcze nie byłem tylko hydraulikiem" Franco
- scenariusz: w Her pomysłu starczy na początek i łatwy do przewidzenia koniec, reszta jest niesamowicie rozciągnięta i bardzo mało subtelna, co wydaje mi się niezbędne w tej tematyce. Nie widziałem Philomeny i Nebraski, stawiam, że najlepszym skryptem jest ten ostatni tekst
-aktor drugoplanowy: Fassbender jest WYBITNY w 12 Years A Slave i wątpię czy ten metroseksualny wyjec zbliżył się do jego poziomu. Zobaczymy.
-aktorka w komedii: widocznie to jest ten rok w którym Amy Adams zgarnie wreszcie jakieś nagrody, spokojnie, kinomani za 20 lat i tak zapamiętają wspaniałą Gretę Gerwig we Frances Ha
-aktorka drugoplanowa: i znowu triumfuje to chamskie, antypatyczne, oderwane od pługa dziewczę grające wiecznie tą samą rolę. Napisał to facet z Brucem Campbellem w avatarze? Bruce ma jedynie nominację do żałosnych Satelit, a nie (prawdopodobnie) 2 Oscary i 2 Złote Globy w wieku 24 lat.
Celna uwaga, zestawienie 10-12 filmów na poważnie walczących o nominację w tym roku przynosi także i dla mnie o wiele ciekawsze tytuły. Do takich "Nędzników" ledwo się zmusiłem (od kilku lat mam masochistyczny zwyczaj oglądania wszystkich filmów nominowanych w głównej kategorii).
Szkoda, że przez ten miesiąc eksplodowało uwielbienie różnych kapituł dla "American Hustle" i moim zdaniem to Christian Bale dostanie Oscara. Wydaje mi się, że gdy już obejrzę całą piątkę na którą stawiam przy nominacjach w tej kategorii (McConaughey, Hanks, Ejiofor, Bale, Dern), to nadal będę kibicował Hanksowi.
Zgadzam się, a na miejscu Plucińskiego bardziej niż w kategoriach usprawiedliwiania omówiłbym to w kategoriach kontekstu. A ten jest jednak bardziej bezlitosny dla polskich dziennikarzy filmowych (i muzycznego).
Felis usprawiedliwia się, że film już widział i bardzo mu się podobał, a według mnie to ma naprawdę marginalne znaczenie.
Proszę czekać…