Ja ten poprzedzający odcinek jakoś dobrze wspominam. Co prawda drastycznie różni się od pozostałych, nie tylko klimatem bardziej jak z "Dextera" (tyle, że tutaj Hall jest ofiarą :)), ale ważny z tego co pamiętam dla rozwoju akcji, bo David przez długi czas nie może się po tym pozbierać.
A posiłki w serialu faktycznie są rozbrajające. Szczególnie utkwił mi w pamięci ten z Nikolajem i jego modlitwą.
Uwielbiam szczególnie z tego odcinka scenę, w której Claire wraz ze znajomymi śpiewają piosenkę Death Cab For Cutie. Coś niesamowitego!!
Na pewno ścisła czołówka czołówka :) Szkoda tylko, że pięć sezonów i moja przygoda z Fischerami pomału dobiega do końca, jednak z drugiej strony dalsze kontynuowanie mogłoby źle się odbić na serialu i zrobić z niego zwykłego tasiemca.
Niezwykły – Pisząc kilka odcinków wstecz, że twórcy domykają wątki, pospieszyłem się, bo jest dokładnie odwrotnie. Ale to chyba normalne w tym serialu, że ekipa nie idzie na prościznę i wybiera niekonwencjonalne rozwiązania. Czekam więc jeszcze bardziej na arcyciekawe zakończenie serii.
SPOILERY
Już raz biała tabliczka z nazwiskiem Nate’a się pojawiła. Bodajże w pierwszym odcinku trzeciego sezonu. Teraz o wiele bardziej oddziaływała na widza. Siedziałem wgnieciony w fotel i teraz ciekawy jak potoczą się losy tego głównego bohatera.
Również mam podobne odczucia co do filmu i Oscarów. Obraz zdecydowanie dużo słabszy w moim odczuciu od "Social Network", "127 godzin" czy chociażby "Prawdziwego męstwa". Oscara za najlepszy film jeszcze jakoś bym przebolał, ale nagrodzenie reżyserii zamiast mistrzowskiej roboty Davida Finchera przy "Social Network" trudno wybaczyć.
Film jest całkiem dobry, jednak ma tendencję do wpisywania się w znane schematy. Faktycznie duet Firth-Rush nieźle sobie poradził, szczególnie w typowo humorystycznych sekwencjach filmu.
6/10
Potwierdzam. W ogóle nie tylko zakończenie jest tu świetne (coś w rodzaju katharsis całej rodziny), ale także niektóre wątki (szczególnie romans Nate z matką jednej z koleżanek Mayi). I do tego to chyba ostatni odcinek, w którym pojawia się Arthur. W ogóle wprowadzenie tej postaci twórcom się opłaciło – wniosło świeżego ducha, humoru, trochę absurdalnego.
Ja nadal nie wiem o co tam chodzi. Boję się, że nawet tu by alkohol nie pomógł :)
A Rangersów też oglądałem, bodajże każdego ranka w sobotę któraś stacja emitowała serial na przełomie lat 90 i ’00.
Czemu wrzucane jako neswy dnia to nie wiem. Jako news to nawet nic dziwnego w tym nie widzę, większość portali tak czyni jeżeli chodzi o nowości. A co do tagów to pewnie dlatego, że niestety lista jest bardzo ograniczona. Nie ma na przykład pozycji 'recenzje', która by tutaj pasowała czy wielu innych potrzebnych elementów (np. dodając zdjęcia promocyjne jedynym sposobem na ich oznaczenie jest 'galeria').
Ja też od jakiegoś czasu korzystam z WBK z konta studenckiego połączonego z rachunkiem walutowym. Za kartę nic nie płacę, jednak trzeba m.in. raz na miesiąc dokonać nią zapłaty, w przeciwnym razie koszt prowadzenia jej wynosi 3 zł.
9/10 (spoilery) – Scenę w windzie, która została (słusznie) wyniesiona już do piedestału można uznać za cały film w pigułce. Są w niej bowiem wszystkie cząstki tego, z czego składa się film Refna – rosnące napięcie, pocałunek i przemoc (w tym wypadku roztrzaskanie czaszki) zaserwowana z dużą dozą autentyczności. Zresztą cały film gra na przeciwnościach, wspomniana scena jest tylko jedną z wielu. Jednak takie wystylizowanie opłaciło się – różowe napisy z czołówki, muzyka, gdyby nie czuje oko reżysera w ogóle by nie pasowały tutaj. Obraz czerpie garściami z ducha lat wcześniejszych kina – cząstkowa fabuła, oszczędna gra Ryana Goslinga (który przypomina swoim występem lata świetności aktorskiej kariery Eastwooda czy McQueena).
Proszę czekać…