Ok, wysłane! :) Może i tym razem coś wygram :)
Boli mnie nieobecność "Watchmenów"… I nie chodzi mi tutaj nawet o nominacje do "najlepszego filmu roku", ale chociaż do efektów specjalnych czy kostiumów (a tak właściwie gdzie są te kategorie w tym newsie? do poprawki!).
Film z pod ręki reżysera "Kevina samego w domu" i "Pani Doubtfire". Namiastka humor może i jakiś tutaj panuje, ale tyle razy widziałem tego typu komedie, że klepanie tego samego jeszcze raz przyprawia w bóle żołądka. Niech będzie lekko naciągane cztery gwiazdki…
Komedyjka w stylu "Americana Pie". Ordynarna, chamska, miejscami zabawna, ale niestety nie wychodząca poza schematy panujące w tym gatunku. Nic wielkiego, godnego uwagi. Zobaczyłeś, oceniłeś, zapomniałeś… ot co.
Nie rozumiem tylko tu jednej rzeczy. Jeżeli twórcy stawiają tutaj na zabawę, pełen "lajt", to po co w dalszej części filmu wplątują w to dylematy moralne, a raczej pseudomoralne. Jak się bawić to na całego…
3/10
Allen rewolucjonista – Początki Woodiego Allena. Całość nie ma tak naprawdę spójnej fabuły, wszystko podobnie jak w "Śpiochu" i "Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie…" opiera się na pojedynczych, luźnych gagach, ale potrafi rozbawić momentami umarłego :) Mimo, że dowcip dowcipowi nie jest równy, można spędzić przyjemnie czas.
7/10
Ulubione teksty:
Fielding: Z rodzicami tak naprawdę miałem dobre stosunki. Zbili mnie tylko raz w życiu. Zaczęli bić 23 grudnia 1942 roku i skończyli późną wiosną 1944. (…) Spałem pod kocem elektrycznym. Nieustannie kopał mnie prąd.
Komandos: Dokąd lecimy?
Komandos II: Do San Marcos.
Komandos: Będziemy walczyć za czy przeciw rządowi?
Komandos III: CIA nie chce ryzykować
Komandos II: Część walczy za, część przeciw.
Ok, to zacznij tą dyskusję :) Chętnie się w nią włączę.
7/10 – I kolejny niedoceniany, całkowicie zmiażdżony przez krytyków film. Ładna historyjka oparta na faktach, ckliwa, czyli taka jak powinien wyglądać hollywoodzka biografia. Niepotrzebnie tylko w to wszystko reżyser wplątał problem bezdomnych w Los Angeles (te tańce na końcu… nie, nie…). Na pewno nie dałbym tyle gwiazdek jeżeli nie świetny duet aktorski. Jamie Foxx, który drugi raz wciela się w rolę genialnego muzyka nie zawodzi. Tworzy on charyzmatyczny wyrazisty charakter, który jest oponentem do Steve’a Lopeza, twardo stąpającego po ziemi. I jego przemiana została pokazana w sposób aschematyczny i bardzo ciekawy. Żadnych uproszczeń fabularnych, dłużyn tutaj nie wychwyciłem. Będę dobrze wspominał ten film, a kto wie… może przy powtórce wcisnę go do ulubionych…
Allen filozoficzny – Genialność Nowojorczyka nie zna granic! Jego pomysły są niewyczerpalne. Tutaj także drąży podejmowane wcześniej w swoich filmach problem wypalonego małżeństwa, kochanki czy problemu zrozumienia kobiet. Fabułę budują dwie równoległe historię – jedna opowiada o zapalonym dokumentaliście, który ma pomysł na życie, jednak ciągle szuka odpowiedniej kobiety oraz druga o mężczyźnie, który dokonuje straszliwej zbrodni, by jak twierdzi, ułożyło mu się życie.
Jest tu co prawda żart, cięta riposta czy prześmieszne dialogi, ale schodzą one na dalszy plan. To opowieść przede wszystkim o naszych lękach, ideałach i poszukiwaniu lub tworzeniu wokół siebie krainy, często niemożliwej do zrealizowania, wręcz utopijnej. Wszystko to zagrane z tonacją momentami wręcz przytłaczającą, melancholijną i refleksyjną.
Pierwszorzędne kino. Z czystym sumieniem 8/10
Ulubione teksty:
Cliff: Ostatni raz byłem w kobiecie, kiedy zwiedzałem Statuę Wolności.
Halley: Chyba nie lubisz Lestera?
Cliff: Ależ nie. Kocham go jak brata. Jak Kain kochał Abla.
Lester: Wiesz lubię, gdy ktoś stymuluję mój mózg…
Halley: Może zafunduj sobie elektrowstrząsy.
Cliff: Nie rozumiem samobójców. U nas, na Brooklynie, nigdy się nie zdarzały. Ludzie byli na to zbyt nieszczęśliwi.
Nic nowego nie znajdziemy tutaj, co by się nie pojawiło w trzech poprzednich częściach (nawet na napisach początkowych są pokazane kilka scen śmierci). Najsłabsze również rozpoczęcie filmu, czyli tu wypadek na wyścigach. Od nazwania go "totalnym gniotem" uratowało go te 11 scen śmierci (chyba rekord w tej serii), które zapewniły małą rozrywkę. Nie umiem powiedzieć czy seria się już całkowicie wypaliła. Od postawienia tej tezy dam jeszcze jedną szansę kolejnej, piątej już części (jeżeli oczywiście takowa powstanie). Na razie 4/10
Zawsze miałem sentyment do tego Batmana. Kilkanaście razy to już przerabiałem, ale jeszcze raz nie zaszkodzi :) Film Burtona bije na głowę nowego "Mrocznego rycerza". Ten specyficzny czarny humor, groteska, nie to co pseudofilozoficzne rozważania zawarte w "TDK"…
Proszę czekać…