7+/10 – Arthur Penn pod koniec lat 60. postanowił zekranizować dokonania legendarnego duetu przestępczego – Bonnie i Clyde’a. Projekt się udał, czego wynikiem były nominacje m.in. do Oscarów. Dzisiaj film wywołuje emocje. Choć trochę się zestarzał, co zdarza się wielu obrazom (ma prawdopodobnie powstać remake z Hillary Duff!).
Bardzo dobrze sfilmowane (docenione zostały wspaniałe zdjęcia Guffrey’a), z mistrzowskim składem aktorskim, pomimo kilku nietrafionych scen (m.in. łóżkowych – masakra…) należy niezaprzeczalnie do niezapomnianej amerykańskiej klasyki.
Siódemka z plusem
7/10 – Świetne kino! Jeden z najlepiej zrealizowanych filmów o telewizji. Sceny teleturnieju zrealizowane tak, że aż wylewało się z nich napięcie. Ponadto bardzo dobre pokazane relacje rodzinne, wpływ telewizji na życie jej członków. I w końcu trzeba wspomnieć o aktorstwie. Bardzo spodobała mi się gra Johna Turturro jako znerwicowanego obywatela, który ma chrapkę na sławę i pieniądze. Dobrze spisał się także Fiennes. I to jego spojrzenie na końcu…
Warto sięgnąć. Kolejna fantastyczna robota Redforda.
Mimo, że film trwa 133 minuty, nie nuży nawet w małym stopniu!
Konkretny filmik. Solidna robota. Gratulacje należą się osobie, która to wszystko zmontowała i dobrała fajną muzykę.
O zgrozo! Lektor w kinie? Koniec świata :)
Cóż… zostaje mi tylko podpisać się pod twoim tekstem Ronaldinho. A co do serialu, który miałby powstać na podstawie filmu to chętnie bym cuś takiego zobaczył.
Arivederci!! jak to powiedział Aldo Raine :-)
A rzeczywiście :) Racja, zmylił mnie tytuł… Chyba pora przestać tyle jarać :D
Kilka śmiesznych momentów było, ale to i tak trochę za mało, by uratować ten film. Nawet za dużo nie wniósł tutaj Billy Bob Thornton. Od pewnego momentu film staje się ponad to bardzo przewidywalny i dąży coraz szybciej do szampanowego happy endu.
Dałem również 3 gwiazdki, tyle że w innej skali :)
Nie jest może aż tak szokujący jak "Requeim dla snu", ale trzeba przyznać, że to solidna robota, z której Soderbergh wywiązał się bardzo dobrze. Historie bohaterów idą równym tępem, po jakimś czasie zaczynają się ze sobą wiązań i pomalutku wciągają widza. Było owszem kilka pustych sceny czy parę niezrozumiałości, ale ogląda się co całkiem dobrze. Na plus muzyka i cała strona techniczna filmu.
Także 7/10
5/10 – Wajda eksperymentuje. Pierwszy raz napotykam taki zabieg jak "film w filmie" (no może prócz "Hotelu" Figgisa). Reżyser łączy monologi Krystyny Jandy, która straciła męża – operatora z opowiadaniem Iwaszkiewicza. Te pierwsze zostały zrealizowane na medal. Kipi z nich cierpienie, ból, zmęczenie życiem. Natomiast o swoistej adaptacji opowiadania tego już nie można powiedzieć. Doceniam te wszystkie zabiegi. Można powiedzieć, że to nowatorstwo w polskim kinie, ale czy efekt końcowy na pewno się udał?
Do tego ładne zdjęcia i oświetlenie planu.
Proszę czekać…