@ derik1984:
Usuń jedną z wypowiedzi. Dwie takie same chyba nie są potrzebne :)
I może jeszcze popraw błąd – "trohe"? Aż razi w oczy…
4/10 – Kilka luźnych myśli, obalających prawdziwość treści dokumentu i może nawet samego opętania:
1) Dlaczego w filmie Bodasińskiego występują same stare próchna? Matka Anneliesy ledwo mówi, a wypowiedzi księdza wieją chaotycznością. Same ogólniki, zero jakiś szczegółów, opisów. Chłopak opętanej, jak twierdzi narrator nie mógł stanąć przed kamerą, bo straciłby pozycję społeczną. Dobre sobie… A inni? Chyba w tym wydarzeniu nie brały udział zaledwie trzy osoby?
2) Brak żadnych nagrań wideo z egzorcyzmów. Null. Zero. Owszem kilka jest zdjęć, ale ich jakość dorównuje obrazkom z potworem z Loch Ness czy spodkom kosmicznym. Rozmazane, niewyraźne. Dziwne, że pod koniec lat ’70 nie znalazł się ktoś ciekawski by nakręcić te wydarzenia. Ciekawe…
3) Krystaliczność nagrań. W dokumencie słyszymy wypowiedzi demonów (m.in. upadłego księdza Valentina Fleischmanna czy Kaina). Przysłuchując się im mamy wrażenie, że do nagrania ich potrzebny był sztab dźwiękowców, bo każdy najmniejszy dźwięk słyszymy idealnie. Żadnych zakłóceń, szmerów, wszystko krystaliczne. Tak jakby nagrane w studio albo profesjonalnej pracowni.
4) Same wypowiedzi demonów (opuszczono chyba przy tym tylko Hitlera i Judasza). Razi tutaj ich monotonność. Ta sama tonacja głosu, mniej więcej te same odpowiedzi. Strasznie sztuczne.
Dokument obfitujący w patos, cukierkowatą narrację i wyniosłą muzykę Lorenca. Dla mnie żadna z tego rewelacja.
6/10 – Niesmaczny, przekraczający granicę dobrego smaku, głupawy, obraźliwy, a do tego szaleńczo śmieszny. Absurd goni absurd. Może i dowcip dowcipowi jest nierówny, ale przy kilku fragmentach filmu (kręcenie pornola rządzi! :) można było zwyczajnie się popłakać. Brawa należą się także Cohenowi. Nie wiem czy którykolwiek z aktorów komediowych miał tak dobrze opanowane umiejętności lingwistyczne, by poradzić sobie z tą rolą.
Ten sam poziom co "Borat".
5/10 – Andrzej Wajda w swojej karierze miał filmy udane, jak i spartolone na całej linii. "Pan Tadeusz" waha się między tymi przedziałami, bardziej jednak przystając do tych drugich. Najgorsze to brak równomiernego tempa. Jedne sceny dłużą się w nieskończoność, inne zaś wymagałyby pewnego dopowiedzenia czy uzupełnienia. Część z nim bym zwyczajnie wywalił i czas trwania filmu stał by się strawniejszy (147 min.? lekka przesada).
Jednak trzeba przyznać, że adaptacja ta jest wierna epopei Mickiewicza z ładnymi plenerami, kostiumami. Lipny jednak tu niestety montaż i Żebrowski. Ale i tak warto. Nawet dla łysych glac Olbrychskiego i Lindy!
6/10 – Bardzo przyjemna, ciepła komedia, którą darze malutkim sentymentem. Może i momentami kilka scen trąci o banał czy nawet czuć mdłości, ale jestem w stanie to przeboleć szczególnie dla wspaniałego zakończenia. Może następnym razem wepchnę film do ulubionych. Kto wie..
Nie mam pojęcia za co film ten zbiera tak dobre recenzje? Dla mnie to kolejna bajeczka miłosna, praktycznie niczym nie wyróżniająca się spod sterty podobnych filmów. Pozbawiona lekkości i humoru po jakimś czasie zaczyna poważnie nużyć widza.
3/10 – Pierwsza część "Adrenaliny" miała wszelkie zadatki na to, by nazwać go dobrym filmem akcji. Szybkie tempo, czysta akcja i spora dawka czarnego humoru sprawiły, że powstał film lekki i na swój sposób oryginalny.
Dwójka niestety, jak to bywa z sequelami, opiera się na schematach wytworzonych przez jedynkę. Wieje od niej wtórnością. Większość scen opierała się na niejako dopowiadaniu wydarzeń ujętych w poprzedniku. Tutaj również nie udało się "ogarnąć" zabójczego tempa filmu.
"holerę?" Weź do ręki czasem słownik zanim coś "mondrego" napiszesz…
+8/10 – Kolejny wyśmienity film Allena! Jeden z najlepszych w jego dorobku!
Woody pomimo wprowadzenie bardzo dużej ilości postaci ani trochę w tym wszystkim nie pogubił się. Kompozycja filmu wydaje się przejrzysta, historyjka biegnie swoim rytmem, a do tego wszystkiego pojawia się gama świetnych dowcipów, które łączą się ze sobą. Ponad to reżyser porusza problem nietrwałości związków (małżeństwo Elliota i Hanny), poszukiwania odpowiedzi po co żyć (perypetie Mickeya) czy nawet sprawy z wiarą, religią, opowiedziany w bardzo humorystyczny sposób. To film o szukaniu miejsca dla samego siebie, zderzeniu się różnych osobowości czy też niestałości ludzkich uczuć. Całość uzupełniają wspaniałe utwory jazzowe oraz świetne zdjęcia przeróżnych miejsc Nowego Jorku.
Nowojorczykowi udała się rzecz niesłychanie trudna – operując lekkimi środkami, bardzo humorystycznie opowiedz stworzył film zawierający głębokie myśli, dzieło w pełni dojrzałe.
Wrzucam film do ulubionych.
Ulubione cytaty:
Mickey: Co słychać u Eliota?
Hannah: Chciałabym, żeby wystawił sztukę.
Mickey: Wiesz… lubię go. To oferma, nieudacznik. Zupełnie jak ja. Znasz się na wyborze mężów.
Mickey: Wszedłem do sklepu i kupiłem strzelbę. Gdybym miał guza – zabiłbym się. Moi rodzice byliby zrozpaczeni. Ich też musiałbym zabić. A potem jeszcze ciotkę, wujka. Ale byłaby rzeź…
Pracownik: Molestowanie to temat drażliwy.
Mickey: Ale połowa kraju to robi!
Pracownik: Ale wy wymieniacie nazwiska.
Mickey: Nie. Mówimy tylko "papież".
Mickey: Coś dzwoni mi w uszach. Czy ogłuchnę?
Doktor: A problem występuje tylko w jednym uchu?
Mickey: To zdrowiej mieć dolegliwość w obu uszach?
Hannah:To przez twoją nieustanną masturbację na pewno nie możemy mieć dzieci!
Mickey: No tak. Każ mi jeszcze zrezygnować z jedynego hobby jakie mam.
Ksiądz: A wierzysz w Boga?
Mickey: Nie, ale chciałbym. Może zacznę od malowania pisanek. Może pomoże.
Horror (albo raczej thriller?) całkiem udany, jednak trochę przeszkadzała mi Kate Hudson, która zdecydowanie do tego rodzaju obrazów raczej się nie nadaje. Widzę ją bardziej w rolach typowo komediowych.
Proszę czekać…