@roksana_goly
Ciekawy pomysł. Do końca nie było wiadomo czy to horror czy thriller z chorobą psychiczną w tle. Charakteryzacja & efekty specjalne przy "połączeniu" Marceau i Bellucci ciekawe w odbiorze. Jeden profil – Sophie, a drugi – Monica. Rozwiązanie w gruncie rzeczy idiotyczne. [SPOJLER] Dziewczyna w wypadku samochodowym traci przyjaciółkę i później zajmuje jej miejsce, a dorośli (jej rodzice, matka zmarłej) jak gdyby nigdy nic godzą się z tym. Nie przekonało mnie to. Szkoda, bo film miał swój klimat, a to zakończenie wszystko popsuło. Może lepiej było pójść w horror?
Sophie Marceau urocza. Główny bohater głupszy niż ustawa przewiduje – nie zaangażuje się, bo z upływem lat ogień gaśnie. Bo po 20 latach nie jest tak jak pierwszego dnia. Gdyby każdy miał takie podejście do związku, to na świecie byliby sami samotni ludzie. Aż chciałoby się rzec – facet ogarnij się. BTW "Wola kobiety, to wola Boga." 😏
"Lęk przed odejściem bez zaznania miłości jest większy, niż przed samą śmiercią." Innych ekranizacji "Anny Kareniny" nie oglądałam, więc nie mam porównania, ale ta mnie nie urzekła, nie wciągnęła (chociaż nie zniechęciła, żeby obejrzeć inne wersje). Było tak jakbym oglądała tę historię stojąc gdzieś z boku – zerkam, ale średnio mnie to rusza. Bardziej od wątku Anny i Wrońskiego interesował mnie ten z Kitty i Lewinem, a chyba nie o to chodziło.
Jakakolwiek relacja faceta wyglądającego jak David Spade z kobietą wyglądającą jak Sophie Marceau… Sorry, ale ciężko w to uwierzyć. Sama fabuła taka sobie – koleś porwał psa, a potem sobie z nim wszędzie łaził, żeby go jego właścicielka zobaczyła? I jeszcze to grzebanie w kupie… "Pobrudziłem się?" Fuj. Sophie Marceau urocza, chociaż wolałabym ją oglądać w czymś ambitniejszym jak już jesteśmy przy Hollywood.
"W kraju ślepców jednoocy cierpią. Nie trzeba patrzeć." Jak zwykle u Żuławskiego – albo człowiek potrafi się w to, co na ekranie wgryźć, albo nie i czuje, że ogląda chaos. Dla mnie to było za ciężkie, za głośne. Do gry aktorów nie mam zastrzeżeń, ale sama historia – tym razem nie moja bajka. Po seansie byłam psychicznie wykończona.
SPOJLER → Marceau i partnerujący jej Brasseur wcześniej zagrali ojca i córkę w "Prywatkach", przez co dziwnie mi się na nich patrzyło jako na małżeństwo starszego wypalonego faceta i młodej kobiety. Fabuła taka sobie. Do momentu zabójstwa snuli się wszyscy na ekranie bez ładu i składu. Znudzona mężem żona, mąż alkoholik, który w obronie własnej kogoś zabija. Ona robi wszystko, żeby ratować jego i ich małżeństwo. I finał sugerujący, że wystarczyła szczera rozmowa małżonków, żeby wszystko się ułożyło. Nie przemawia to do mnie. Muzyka przez ten saksofon trochę w klimacie "Betty Blue".
To w zasadzie powtórka z pierwszej części, tylko bohaterowie troszkę starsi. Klimat ten sam. Zośka w dalszym ciągu świetna. Nowe doświadczenia, nowe znajomości. A u dorosłych… "Małżeństwo to sztuka unikania problemów, których nie było przed ślubem." Odkrywcze. 😏
"Dreams are my reality…" – fajna opowieść o dorastaniu. Wątek z rodzicami na plus, zwłaszcza demolka w sklepie (małpa zasłużyła). Prababcia świetna. Przyjemny soundtrack. Dzisiaj takich filmów dla młodzieży już się nie robi. Szkoda.
Fajny aktor, ale kiepsko wykorzystany przez kino. Wpadł w szufladkę razem z Samym Naceri i coś nie pykło jak trzeba. W Polsce znany chyba tylko z serii "Taxi" i może z "Belfegora". Ja pamiętam go jeszcze z seriali "David Nolande" i "Las".
Kiedy chodziłam do gimnazjum, bałam się oglądając ten film. Dzisiaj podczas seansu widzę koszmarną komputerową zjawę i chce mi się śmiać. Ale muszę przyznać, że muzyka bardzo mi się spodobała. No i zazdroszczę głównej bohaterce tego, że mogła sobie ot tak wejść do Luwru, kiedy chciała. Fabuła ujdzie. BTW "Od rozmowy o mumiach człowiek sam wysycha." 😏