Widoczki byłby świetne gdyby wyszła wersja w HD. Reżyser zbudował dobrą bazę pod film, różnorodność niespotykana jak na tamte lata, feminizm, a wszystko zepsuła (przynajmniej mi) mało charyzmatyczna główna bohaterka.
[SPOILER] Rzuca się też w oczy jak bardzo niecelna, wręcz kosmetyczna, jest broń palna w tym filmie. Nawet tuż na wprost siebie nie mogą trafić. [/SPOILER]
Widoczki byłby świetne gdyby wyszła wersja w HD. Reżyser zbudował dobrą bazę pod film, różnorodność niespotykana jak na tamte lata, feminizm, a wszystko zepsuła (przynajmniej mi) mało charyzmatyczna główna bohaterka.
[SPOILER] Rzuca się też w oczy jak bardzo niecelna, wręcz kosmetyczna, jest broń palna w tym filmie. Nawet tuż na wprost siebie nie mogą trafić. [/SPOILER]
Film tak bardzo niefilmowy że ledwo zasługuje na to miano. Wszystkie konwencje wyleciały przez okno i – oceniając po efekcie – słusznie!
Nie ma scenariusza, który w tym wypadku byłby próbą wciśnięcia życia w jakieś sztywne obramowanie. Zamiast tego historia opowiada się sama, a zakończenie możemy poznać dopiero na wikipedii.
Nie ma też aktorów i każdy "gra" samego siebie, co wcale nie wydaje mi się łatwiejszym zadaniem, a mimo to charyzma "Little Edie" dorównuje gwiazdom Hollywood.
Dla mnie pierwsza styczność z takim rodzajem dokumentu. Polecam.
Przyjemnie dla odmiany posłuchać "włoszczyzny", ten język ma coś w sobie, a i filmy kręcili całkiem zgrabne. Nieźle wyreżyserowany, z humorem, wciąga pomimo banalnej historii. U mnie zgubił jedną gwiazdkę bo muzyka (widzę że ogólnie chwalona) nie pasuje do tego co się dzieje na ekranie.
Więcej tego samego, czyli w sumie dla fana poprzednich odsłon film idealny. Dwójka jak na razie niedościgniona.
Włoska produkcja z oryginałem ma wspólny tylko tytuł, tutaj nikt nie silił się na jakieś artystyczne dzieło, to zwykły, relaksujący odmóżdżacz. Laura Gemser, safari… i tyle zapamiętałem. Wystarczy żeby oglądało mi się lepiej niż oryginał. Bo co by nie mówić, w kwestii erotyki to dzisiaj serial na HBO pokaże więcej.
Jedynka lepsza, mimo że gorsza. Tak mogę to podsumować, elfy to fatalny wybór i nawet nie jestem pewien czy dramat księcia miał być jakimś ważnym / emocjonalnym punktem całej historii, czy był to zwykły wypełniacz. Bo rola zagrana jak w dramacie, a jakoś nikt inny specjalnie się nie przejmował losem nieludzi, nawet to kuszenie Hellboy’a zostało zrobione po łebkach.
Poza tym mógłbym wytknąć mnóstwo nieścisłości fabularnych czy innych głupot. [SPOILER] Na przykład Johann Krauss nagle zmienia się z przykładnego oficera w jakiegoś rebelianta? Naprawdę? "Zwrot akcji" ale taki kompletnie bezsensu. [/SPOILER]. Humor też do mnie nie trafił jak w poprzedniej części.
Natomiast CGI w tym filmie jest genialne – udało się ożywić te wszystkie fantastyczne istoty, jest różnorodnie i dynamicznie, nawet gdyby większość dostała bardziej rozbudowany wątek też nie byłoby nudy. Nie to co ten stwór z jedynki.
Kyle wygląda jak PC Principal z "South Park’a", a główny bohater przypominał mi Greg’a z "Poznaj mojego tatę". Przy takich skojarzeniach nie mogło mi się tego źle oglądać. Humor prymitywny, ale (poza sceną z orzechem) całkiem strawny :)
Nagroda za najdłuższy upadek w historii kina (wcześniej "Narzeczona dla księcia"). Ktoś zna coś innego?
Przecież to wygląda jakby zostało wyreżyserowane przez jakiegoś amatora. Chaotyczne ujęcia i inne "eksperymenty" nigdy nie powinny były trafić do finalnej wersji filmu. Dramat.
Proszę czekać…