Aktywność

Dolemite (1975)

Jeden z tych filmów przy których można się pośmiać (dialogi, aktorstwo). Bardzo charakterystyczna, bezkompromisowa postać Dolemite, Rudy Ray Moore i to jego "motherf***er" wymiata.
Od klasy B oczekuję wyłącznie rozrywki, a tutaj jest trochę słabszych momentów, przestojów i zwyczajnej nudy. Sceny łóżkowe, te długie rymowanki (po researchu – Signifyin’, jakaś kulturowa tradycja) nie pasują mi do rytmu filmu.

Krok w dobrym kierunku w porównaniu do poprzedniej części, ale to za mało. Bardzo dobra jedynka powstała dwadzieścia(!) lat wcześniej. Potwory (nadal) nie robią wrażenia, a historia, chociaż ma lepsze pomysły, to była mi obojętna. Moim zdaniem film dla entuzjastów. Najbardziej podobała mi się krótka przebitka z czterech filmów.

Emmanuelle 2 (1975)

Słaba odsłona, na plus kilka zabawnych dialogów. Emmanuelle jakby nie dostała własnego wątku, wygląda to bardziej na zlepek scen i przypadkowych zbliżeń, jedynka miała chociaż motyw przewodni. W filmie tego typu bardziej zaskakuje jak ktoś nie uprawia z kimś seksu.

BARDZO amatorski slasher, aż było mi głupio postawić go przy innych filmach 4/10. Ale.. obejrzałem bez nudy. Film wie kiedy się skończyć (chociaż to też pewnie zasługa minimalnego budżetu), a postać morderczyni nie jest tak odpychająca jak się spodziewałem po plakacie.

Sholay (1975)

Prawie każdy inny film byłby rozwleczony, a przy Sholay czas leci zaskakująco szybko. Jest w tym coś z magii, bo fabule nigdzie się nie śpieszy, a pojedyńcze sceny są niesamowicie długie. A jednak film wciąga, scenki muzyczne też pasują idealnie do klimatu.
Ogromna to zasługa aktorów, i pierwszo- i drugo- planowych, każdy dał z siebie 110% procent, jest komedia i dramat, ja najbardziej zapamiętam podobnego do Hitlera naczelnika więzienia, niezdarny jak inspektor Clouseau z Różowej Pantery.

Mimo tych zalet film trwa AŻ trzy i pół godziny… nawet na dwa posiedzenia to dla mnie trochę za dużo.

Zaczynam podejrzewać, że istnieje jakiś "podręcznik reżysera" udostępniany tym wybranym którzy przekroczą określony budżet. Ten styl – miałki, sztywny i kompletnie bez żadnego polotu widziałem już wielokrotnie i co zaskakujące te produkcje zazwyczaj odnoszą komercyjny sukces. Tutaj jeszcze dodam dziwny timing żartów, w jednym momencie akcja próbuje być "poważna", a sekundę później lecą żarty jakby to co się dzieje nie mialo znaczenia dla bohaterów.

Wracając do żółwi – za dużo się o nich nie dowiedziałem, nawet imion bym nie przypisał do "twarzy", bo film skupił się na postaci Megan Fox. Powiem tylko, że CGI jest wystarczająco dobre. A Megan średnia.

Tytuł zachęcił. Cały budżet filmu poszedł na muzykę, całkiem niezła, a reszta to amatorszczyzna. Tylko Scott Brady coś zagrał, szacunek że mu się chciało.

Film przypomina jak popularne były kiedyś żarty o Polakach…

[JP] Świetnie pomyślany, japoński thriller. Scenariusz nie traktuje widzów jak idiotów, broń palna nie strzela pustakami, aktorstwo na dobrym poziomie. Mógł być kilkanaście minut krótszy, a poza tym nie ma się czego przyczepić.

Best Friends (1975)

Zaskakująco solidna pierwsza połowa, kamper i grupka znajomych cieszących się młodością. Późniejszy dramat się broni, chociaż już widać brak wyszkolenia / talentu młodych aktorów. Szkoda, że końcówka psuje cały film.

Sheba, Baby (1975)

Mój ulubiony gatunek – film tak głupi, że aż śmieszny. Pam Grier nawet durne teksty mówi z taką pewnością siebie, że nie da się zachować powagi. Ten film miał budżet, jest dużo scen zrobionych "z pomysłem", ale i w sekwencji i w detalach to często jest chaos. Zabawny chaos. I jeszcze ten występ Christipher’a Joy’a X D

Kiedyś obejrzę jeszcze raz i może nawet ocena będzie wyższa ;)