Recenzja: Listopad 0
Listopad to kino skaczące na główkę, bez pewności ile wody jest w basenie. To ekscentryczne, brawurowe zagranie przywodzi na myśl baśń specjalnie ograbioną z miękkości, delikatności, ale nie wyobraźni. Kino o nieprostej miłości, nieodwzajemnionej, gotowej na pakt z diabłem, w równie nieprostej formie – teatralnej i pełnej realizmu magicznego.
Wizytujemy wśród małej, estońskiej społeczności, wśród której możemy napotkać prócz zwykłych mieszkańców, duchy i różne zmory. Zimne Dziady Listopady po deszczowych obiadach, kiedy spełni się wróżba wtedy na wszystkim biada. Świat ziemski przeplata się tutaj i komunikuje z tym zza grobu. Cała wioska martwi się, że nie przetrwa zimy. Jednak w środku mamy też wątek niemalże z Romeo i Julii. Konfliktem prócz zmieszanych uczuć, jest również społeczne rozwarstwienie pomiędzy oficjalną wiarą w chrześcijaństwo, a poddawaniu się różnym przesądom. Pojawia się moneta włożona w usta zmarłego, by przeszedł bez problemu do krainy umarłych. Zaprzedawanie dusz diabłu. A krew upływa z wiszącej figury Jezusa. Historia jest podawana na tak wiele sposobów, bardzo szczególnych.
Bez udziwnień na siłę i wykoncypowania żongluje się tutaj barokową narracją, a za chwilę pojawia się naturalizm. Co nie przeszkadza, by moment później wprowadzić groteskę przepoczwarzającą się w tragedię. To uwodząca i niepokojąca ballada. Taniec ze śmiercią, z uczuciami, w lynchowskim duchu mystery pełnym duchów. To też społeczeństwo uprzedmiotowionych kobiet wydawanych za mężczyzn, którymi się brzydzą, ale nie ma to żadnego znaczenia dla ich ojców. Stąd wątek miłości "zakazanej" i niemożliwej w filmie wybrzmiewa bez ckliwości.
Wizualnie z wielką fantazją, biel i czerń doskonale komunikuje się z onirycznym nastrojem historii, pewnym cieniem padającym na wydarzenia i postaci oraz poczuciem zamkniętego, pełnego cierpiących z powodu tradycji, świata. Do tego teatralizacja tej rzeczywistości. Świat jako przedstawienie, ciekawy koncept. Nie ma tutaj ciągłości poprzez wprowadzenie scen symbolicznych, zamkniętych inscenizacji o wielkiej sile. Wszystko może być iluzją i magią. To bez mrugnięcia okiem przedstawiciel totalnie arthouse’owego kina. Ludyczny nastrój prócz przestrzeni, wierzeń, społeczeństwa oraz ich idei, podkreśla doskonale muzyka.
Listopad to kino trudne pod względem objęcia wszystkiego, co i jak prezentuje fabuła. To nie jest film opanowany, który da się podporządkować, ustawić w szeregu i chwilami można za zmyślnymi zagraniami nie nadążyć. Granica pomiędzy artyzmem, a artystowskim jest tutaj bardzo cienka, ale nie została przekroczona. Dzięki czemu dostajemy dzieło osobliwe, wybitnie autorskie i magiczne.
Ocena: 7,5/10
Bardzo interesująco opisane i nawet się zaciekawiłem, ale film ma dosyć niską ocenę i teraz nie wiadomo co dalej:
"oglądać, czy nie oglądać?" Oto jest pytanie ;D