Największy problem tego filmu to aktorstwo, główny bohater niezbyt ciekawy, najlepiej wypadli ojciec bohatera i Sonny.
Nic ciekawego,dobrze że 3 odcinki. Zamiast skupić się na mordercy to wydźwięk był przeciwko policji, że nieudolna a morderca miał trudne dzieciństwo i dlatego tak wyszło jak wyszło.
SPOJLER → Dla mnie to zbędna kontynuacja, która na siłę próbuje wskrzesić franczyzę o morderczym rybaku z hakiem. Mamy tu inne postaci (głupsze i bardziej infantylne) i trochę inne okoliczności. Pomysł ze zrobieniem z Raya mordercy głupszy niż ustawa przewiduje. Nie kupuję tłumaczenia jego działań nieprzepracowaną traumą. Wątek Julie i Raya niedopracowany. Są rzucane zdawkowe hasła o traumie i o tym, że Julie ruszyła dalej, podczas gdy Ray emocjonalnie utknął w latach 90. To za mało, by wyjaśnić, dlaczego z małżeństwa przeszli do czystej nienawiści, która skończyła się próbą morderstwa. Patrząc na finał i otwarte zakończenie, w kolejnej części z hakiem w ręku pewnie będzie latała sama Julie.
Świetne koreańskie kino akcji. W dniu dzisiejszym to już klasyka. Dobrze się ogląda mimo upływu lat. 8/10
Kwintesencja niskobudżetowego sci-fi. Obowiązkowa pozycja dla fanów gatunku. 7/10
Film nie dla każdego – wykrzesano ile się dało z koncepcji gry komputerowej i muszę przyznać, że dobrze się bawiłem. Nie jest to film dla mas, ale znajdzie swoje grono odbiorców. 7/10
Powtórka z pierwszej części – znowu ludzka głupota, znowu potworki, ale trzeba przyznać, że film ma fajny klimat. Mam słabość do takich opowieści, więc dla mnie to nie była strata czasu.
Trzy sceny na krzyż sabotują całkiem realistyczny, klimatyczny i brutalny obraz wojny. Co reżyser miał na myśli? Nie wiem, ale zapamiętam właśnie te najsłabsze fragmenty. Szkoda, bo patrząc ponad to – film jest niezły.
Milly kradnie film i myślę, że to głównie dla jej Supergirl warto ten film obejrzeć. Sceny akcji i muzyka na ogromny plus. Więc na pewno fajna główna bohaterka i dobra akcja już czynią z tego dobre, popcornowe kino. No ale to tyle, bo dalej nic tu w sumie się nie wyróżnia. Lobo wypada przeciętnie, to po prostu Momoa będący Momoą a reżyser mam wrażenie za bardzo starał się być jak James Gunn zamiast szukać własnej tożsamości. Są sceny które wyglądają pięknie (poranek Kary, sceny w barze) a z drugiej strony jest mnóstow scen które są albo zbyt szaro bure albo po prostu za ciemne.
Moze liczyłem na trochę więcej ale jednocześnie dobrze się bawiłem. Ale przede wszystkim to czekam na dalsze przygody Kary w nowym DCU bo w końcu mamy świętną interpretację tej postaci (w przeciwieństwie do strasznych przeciętnośc z Arrowverse czy Smallville).
Czy ja tam widzę Azjatę i afro na łodzi? :D
Proszę czekać…