@Redox całkowicie w punkt!
"Jordan Chandlera ma na sobie Korpus Zielonych Latarni" – pierścień, nie cały Korpus ;)
Nic specjalnego, niestety nie trzymał w napięciu. Długo trzeba czekać, aż zacznie się dziać coś konkretnego, a jak już się coś zaczyna dziać, to ciężko to nazwać interesującym. Bohaterowie są mało charakterystyczni, a finał to połączenie chaotycznego obrazu z nadużywaniem efektów mających imitować zakłócenia kamery (niby taka cecha gatunku, ale w innych filmach tego typu potrafią to zrobić bardziej z głową). No i przydałaby się jakaś geneza występujących w domu zjawisk.
ooo odrazu stracil sluch co za dno ja trace sluch juz od kilunastu lat i daej slysze. beznadzeja!!!!!!!!!!!!!!!!!
Napiszę tak, pani Kathleen jest niezaprzeczalną legenda jeśli chodzi o bycie producentem w Hollywood, tyle ile ona ma produkcji na swoim koncie, które są klasykami i na pewno większość to ulubione filmy 80% ludzi oglądających filmy od lat 80 i to uważam, że jest niepodważalne. Jednak Pani Kathleen totalnie nie rozumie marki Star Wars, nie rozumie tego świata i nie chce go zrozumieć, dodatkowo coś tam musiało przestać dobrze działać bo zaczęła wprowadzac poglądy do produkcji co jest katastrofalne z punktu biznesowego. I to ostatnie właśnie będzie tym za co ja ludzie zapamiętają, nie za dorobek jakże piękny i wspaniały ale za to, że doprowadziła Star Warsy do stanu ledwo działającego, takiego co to ostatkami łapie jakiś oddech.
Całkiem dobra biografia. Szkoda tylko, że tak mało tu śpiewania, bo aktorka wcielająca się w rolę Amy super operuje głosem.
Film, który sprawił, że po raz kolejny przekonałam się, że nie warto patrzeć na opinie innych, tylko przekonać się na własnej skórze jaka jest dana produkcja. Od samego początku widać, że to bida horror z marnym budżetem. Wszystko, co było tutaj "straszne", opierało się na chwytach typu – drzwi, które się same zamykają, dziwne odgłosy z pokoju obok, ale o dziwo – budowało to całkiem niezły klimat i napięcie. Końcówka taka sobie.
Ta adaptacja, zrobiona bardziej w stylu typowo hollywodzkim nie umywa się do starej wersji Richarda Lestera z 1973 roku, ale jest dobra. Warto obejrzeć. Niestety zabrakło mi tego humoru.
Ciekawe filmidło. Sceny z życia rodzinno-przyjacielskiego w drodze. Popełnianie błędów, rozczarowania, tęsknota i… "co ty będziesz robił w Budapeszcie?".
Nie przepadam za Benem Stillerem, dlatego nie przepadam za tą serią. Muszę jednak przyznać, że trójka wypada lepiej od pozostałych części i da się obejrzeć. Znacznie lepszy scenariusz.
Proszę czekać…