My 2018

Wij

Upalne lato, wieś na belgijsko-holenderskiej granicy. By przełamać nudę i monotonię ośmioro nastolatków zabawia się, rzucając wyzwania sobie i innym. Wkrótce chęć zaspokojenia erotycznej ciekawości sprawia, że granice między dobrem a złem się zacierają. Zdeprawowane gry i seksualne wykorzystywanie zabijają niewinność… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

W telewizji

Cinemax, 10 lipiec 2019, środa 20:00 (Polska) zobacz więcej

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 26 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Lieselot Siddiki
jako Loesje
Gaia Sofia Cozijn
jako Sarah
Aimé Claeys
jako Thomas
Pauline Casteleyn
jako Liesl
Maxime Jacobs
jako Ruth
Tijmen Govaerts
jako Simon
Axel Daeseleire
jako Martin, ojciec Thomasa
Vincent de Boer
jako Nauczyciel historii

Fabuła

Upalne lato, wieś na belgijsko-holenderskiej granicy. By przełamać nudę i monotonię ośmioro nastolatków zabawia się, rzucając wyzwania sobie i innym. Wkrótce chęć zaspokojenia erotycznej ciekawości sprawia, że granice między dobrem a złem się zacierają. Zdeprawowane gry i seksualne wykorzystywanie zabijają niewinność nastolatków, którzy szybko stają się bezwzględnymi drapieżnikami. opis dystrybutora

Gatunek
Dramat
Słowa kluczowe
utrata dziewictwa, nagość, kobieca nagość, nastolatka zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2019-02-22 (kino), 2018-01-27 (świat)
Dystrybutor
Spectator
Wytwórnia
Pragma Pictures
New Amsterdam Film Company (koprodukcja)
A Team Productions (koprodukcja) zobacz więcej
Kraj produkcji
Holandia, Belgia
Inne tytuły
We! (tytuł międzynarodowy)
Czas trwania
90 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 2 wiadomości

Recenzje

My usatysfakcjonuje każdego, komu choć w drobnym stopniu zasmakowała nihilistyczna twórczość Larry'ego Clarka. 6
  • 2018-10-08
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Seans filmu My usatysfakcjonuje każdego, komu choć w drobnym stopniu zasmakowała nihilistyczna twórczość Larry'ego Clarka. Belgijski dramat porusza się w nielinearnym toku fabularnym, śledząc grupkę zdeprawowanych nastolatków. Pozorna idylla wyśnionych wakacji na prowincji skrywa swój brudny rewers. Całokształt zbudowany zostaje na bazie konwencjonalnych niuansów: naturalistyczne i unaocznione precedensy dzieciaków kontrastują z fabularnymi niedopowiedzeniami, ich wiek kłóci się z podjętymi czynami – wszystko umieszczone zostaje poza nawiasem wstydu.

Film zaczyna się niczym Stań przy mnie, Stranger Things albo inne tytuły zahaczające swoją estetyką o kino nowej przygody lat 80-tych ubiegłego wieku. Młodzieńcy i dziewczyny pędzą na rowerach przez zielone pola, po niebie wolno suną puchate baranki, a główny bohater pierwszego epizodu (na modłę wczesnego Spielberga) przedstawia swoich przyjaciół w voice-over. Młodzi opowiadają o swoich marzeniach, wakacje spędzają na wspólnych wygłupach i tylko czasem zafundują widzowi niepokojącą scenę, zaburzającą dotychczasową harmonię świata przedstawionego. To jednak fasada – podobnie jak Wojciech Smarzowski w najnowszym Klerze, także René Eller najpierw przedstawia swoich bohaterów z perspektywy osób trzecich. Ukazuje ich, ukrytych pod maską pruderii oraz dobrego wychowania. Pojawiają się pierwsze nastoletnie miłostki, młodym zaczynają buzować hormony... Dopiero później twórcy zagłębiają się w życie prywatne swoich bohaterów – „niewinność” okazuje się ostatnim słowem, opisującym ich postawy.

Twórcy szkicują bardzo nihilistyczny portret straconego pokolenia Y, nieprzypadkową sięgając po wizerunek hippisów ubiegłego stulecia (na co wskazują m.in. pacyfki na kolczykach jednej z bohaterek). Protekcjonalnym Dzieciom Kwiatom bliżej jednak do początków lat 70-tych XX wieku, gdy "woodstockowe" ideały zdążyły ubrać maski najgroźniejszych potworów: heroinistów oraz zdeformowanych ruchów społecznych, jak Rodzina Mansona. Wakacyjna nuda na belgijsko-holenderskiej prowincji zamienia się w niepokojącą podróż młodych w odmęty własnej seksualności. Nastolatkowie nie tylko pozbawieni zostaną dziewiczej niewinności. Za ciosem ucierpi ich duma i honor.

Zapewne tak wyglądałyby Świnki w reżyserii Roberta Glińskiego, gdyby twórca nie bał się unaocznić szczególnie dywersyjne akty seksualne zachodzące wśród prezentowanych bohaterów. My nie milczą, nie zamiatają brudów pod dywan, ani nie ubierają trudnych kwestii w estetyczne wydmuszki populistyczne (do których przyzwyczaiła nas twórczość Kingi Dębskiej). W kilku odważnych scenach ostra erotyka stąpa na granicy kina pornograficznego. Podobnie jak Larry Clark w The Smell of Us albo Kenie Park, także René Eller przestał wierzyć w wyobraźnię współczesnego widza. W bardzo naturalistyczny sposób obrazuje egzystencjalny i mentalny rozpad milenialsów – ich patologiczną chęć zarobku oraz nikłą świadomość wobec otaczającej ich rzeczywistości. Co ciekawe, zwłaszcza w przypadku rodzimej mentalności, obeszło się bez grożenia palcem w stronę używek – twórcy znacznie większy nacisk położyli na eksploatację cielesnej natury swoich postaci. Wstręt wobec prezentowanych bohaterów oraz kolejnych zdarzeń podbija plansza tytułowa. Bije z niej znanym sloganem: "historia oparta na faktach".

Rzeczywistość profilmowa stopniowo przechyla się w kierunku rozpadu wszelkiej harmonii. Nie zabraknie jednak przewrotnego, cierpkiego humoru – karykaturalna wydaje się zwłaszcza postać Thomasa. W kontraście do jego dywersyjnych aktów stoi dziewiczy wąsik, dumnie pielęgnowany przez chłopca przed odbiciem w szybie. Kwestią sporną pozostaje również, czy reżyser i scenarzysta zbytnio nie przerysował przedstawionych bohaterów, odbierając im tym samym poczucie wiarygodności...

Brakuje tylko wiarygodnego oddania głębi bohaterów (lub pozostawienia ich, jako płaskich figur moralnej mielizny). Twórcy mogli pójść w tym kontekście w dwie strony: albo przedstawić pełny profil psychologiczny, starając się odpowiedzieć na odwieczne pytanie: "jak / skąd rodzi się zło?", albo pozostawić tę kwestię zupełnie wolną od wszelkich psychoanalitycznych i socjologicznych naleciałości. W objętej konwencji, bazującej na zerwaniu z klasycznym tokiem narracyjnym, raczej odnalazłaby się druga ze wskazanych możliwości. Niestety, René Eller starał się trafić gdzieś pomiędzy. W efekcie widz uraczony został banałami: dzieciaki rozrabiają, bo brak im wzorców wśród dorosłych, bo internet im zaszkodził, bo hormony szaleją. Wystarczyło prościej: nikt nie nauczył ich jak okiełznać własne ciało oraz uczucia.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Współtworzą