Powrót 2018

„Powrót” to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, historia 19-letniej Uli, dziewczyny z małej miejscowości, która została porwana i zmuszona do prostytucji w Niemczech. Po 2 latach udaje jej się uciec i wrócić do rodzinnego miasteczka, gdzie spotyka się ze społecznym odrzuceniem. Nie uzyskuje wsparcia nawet wśród najbliższej… zobacz więcej

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 11 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Sandra Drzymalska
jako Urszula Wysocka
Agnieszka Warchulska
jako Anna Wysocka, matka Urszuli
Katarzyna Herman
jako Lena Jezierska
Mirosław Kropielnicki
jako Stanisław Wysocki, ojciec Urszuli
Tomasz Sobczak
jako Ksiądz Jerzy
Stanisław Cywka
jako Jan Wysocki, brat Urszuli
Dawid Rostkowski
jako Karolek Wysocki, brat Urszuli
Bartosz Gelner
jako Lech
Ewa Jakubowicz
jako Bufetowa
Alona Szostak
jako Psychiatra
Joanna Gonschorek
jako Nauczycielka
Kinga Kowalczyk
jako Reporterka

Fabuła

„Powrót” to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, historia 19-letniej Uli, dziewczyny z małej miejscowości, która została porwana i zmuszona do prostytucji w Niemczech. Po 2 latach udaje jej się uciec i wrócić do rodzinnego miasteczka, gdzie spotyka się ze społecznym odrzuceniem. Nie uzyskuje wsparcia nawet wśród najbliższej rodziny. Ula, mimo iż została skrzywdzona psychicznie i seksualnie, nie zamierza odgrywać roli ofiary. Buntuje się przeciwko wszechobecnej hipokryzji społeczności. W jej otoczeniu głosi się chrześcijańskie zasady miłości bliźniego, ale w codziennym życiu nikt tych zasad nie stosuje. Co więcej, chrześcijańskie miłosierdzie rozumiane jest opacznie i fałszywie, bo pozwala pod sztandarem wiary boleśnie krzywdzić. Nawet najbliższych. opis dystrybutora

Gatunek
Dramat

Szczegóły

Premiera
2019-04-05 (kino), 2018-11-24 (świat)
Dystrybutor
Holly Pictures
Wytwórnia
Argomedia Sp. z o.o. (producent)
Piramida Film (koprodukcja)
D35 (koprodukcja) zobacz więcej
Kraj produkcji
Polska
Inne tytuły
Back Home (tytuł międzynarodowy)
Czas trwania
105 minut

Recenzje

Powrót to poważny, ale nieprzegadany dramat niuansów wypowiadający bardzo potrzebne współcześnie słowa z brawurą, który w pewnym momencie przeobraża się w coś boleśnie dosłownego. 5

Doskonałe intencje, mikrośrodowisko pod mikroskopem nieingerującej kamery. Tak zapowiada się film Powrót Magdaleny Łazarkiewicz. Intrygujący swoją niekrzykliwą narracją rozpad zbudowanego na kłamstwach świata, gdzie słychać każde przełknięcie śliny wśród patriarchalnej rodziny. Tynk się kruszy, niektórzy nie wytrzymują funkcjonowania w życiu jak na scenie, gdzie scenariusz egzystencji determinuje okoliczna społeczność. Spore ambicje do opowiedzenia bardzo chropowatym językiem o Kościele jako narzędziu patroszącym ludzi ze szczerości i prowokującym w nich strach. O Kościele, który tylko rozprzestrzenia zarazę nierówności płciowej, a nie Słowo Boże, które tak naprawdę jest zastraszeniem. Cel precyzyjny, jednak opowieść w pewnym momencie chce za dużo i rozbija strukturę oraz spójność. Robi się zbyt czołobitnie, wręcz kiczowato i nieznośnie teatralnie. Od doskonałego realizmu do jego załamania poprzez zupełnie zbędne wprowadzenie bezpośredniej i niezgrabnej dramy.

19-letnia Ula wraca do rodzinnego domu znajdującego się, co widać po plenerze i społeczności od pierwszej minuty, w małej miejscowości. Nie była na wycieczce z przyjaciółmi, szalonej podróży, a zaufała pewnemu chłopakowi. Skończyło to się porwaniem i zmuszaniem jej do prostytucji. Bardzo umiejętnie zostają nam te tropy podrzucane w subtelnych skrawkach. Surowa reakcja rodziny z powodu jej powrotu, palenie pieniędzy, które dziewczyna zarobiła, oraz napotkane spojrzenia, kiedy w końcu rodzice przestaną trzymać Ulę pod kluczem i pozwolą wyjść z domu. Wszyscy wszystko tutaj wiedzą. Nic nie powiedzą na głos. Rodzina z opuszczoną głową, jak reszta mieszkańców, niczym na autopilocie będzie chodzić do kościoła, powtarzać bez namysłu słowa modlitwy, nie realizując ich w codziennym życiu. W międzyczasie przemyka przez ich życie Lena, która nie jest w najlepszej kondycji. Uważają ją w mieście za szumowinę, alkoholiczkę, a ona jako jedyna reaguje głosem sprzeciwu wobec agresji i ostracyzmu, który napotyka nieustannie Ulę. Jest to postać dosyć ważna w życiu dziewczyny. Lena czuje po części odpowiedzialność za to, gdzie znalazła się nasza bohaterka.

Początek „Powrotu” jest poprowadzony świetnie. Od początku widzimy, jak dom rodzinny nie okazuje się miejscem, w którym Ula zazna zrozumienia, pocieszenia, naturalnego ciepła jako ofiara. Nikt tak jej nie nazwie z najbliższych. Jej rodzina raczej koncentruje się na reakcji ludzi i paraliżująco dla widza mówi bardzo wiele, fizycznie nie mówiąc nic. Spożywają, chodzą, po prostu żyją. Zamietli wszystko pod dywan, a Ula pod nim ledwo oddycha. Przechodzą do porządku dziennego. Magdalena Łazarkiewicz świetnie, bez pstrokacizny pokazuje mechanizm dulszczyzny i społecznej znieczulicy. Ula jest traktowana niczym współczesna Maria Magdalena. Nikt nie wysłucha jej historii. Ula dopiero podzieli się częścią swoich doświadczeń z księdzem, bardzo często obecnym w życiu ich rodziny. Duchowny ma wiele problemów i również ilustruje sobą pasożyta hipokryzji, który rozpanoszył się i zaraził mieszkańców tego miasta. Spowiedź Urszuli będzie dosyć specyficzna, bo z góry będzie zakładać jej grzeszność i winę. Nie będzie w tym żadnego wsparcia. Nasza bohaterka dostaje coś zupełnie odwrotnego, niż w obecnej chwili potrzebuje.

Palec reżyserki – jeżeli chodzi o odpowiedzialność za zbiorową hipnozę i centrum dowodzenia obłudą – jest wymierzony bez drżenia w Kościół. To miejsce, gdzie faszeruje się ludzi przekonaniem o wyższości jednych nad drugimi, gdzie wspólnota jest ułudą funkcjonującą tylko w murach świątyni, a kultura męskiego uprzywilejowania jest przez Kościół nieustannie dotowana w słowie i w czynie. Przecież gdybyśmy mieli do czynienia nie z Ulą – dziewczyną – a chłopakiem, sytuacja z pewnością nie byłaby taka sama, podejście nie tak radykalne. Męska dominacja jest tak głęboko zakorzeniona w naszej nieświadomości, że prawie nie dostrzegamy jej przejawów. Jest z taką siłą wpisana w nasze oczekiwania, że nie potrafimy jej zakwestionować.

Niestety, bardzo celne i hiperpotrzebne stawianie pod ścianą odpowiedzialnych za dysproporcję społeczną i uważna obserwacja tego w codziennym życiu w pewnym momencie ulega złamaniu urozmaiceniem obrazu oraz narracji o tanie kino akcji. Pojawiają się demony z przeszłości, a początkowa cisza obrazu, która mroziła wymownością, zostaje zasłonięta hucznym głosem i koturnowymi rozwiązaniami. Wybory docierają do momentu, gdzie staje się karykaturalnie. Dlatego Powrót powinien posiadać dwie recenzje, bo wydaje nam się w pewnym momencie, że mamy do czynienia z kompletnie innym opowiadaniem. Sposób wypowiedzi staje się zbyt bezpośredni, język zjadliwy i pełen oczywistości. Taka zmiana strategii spowodowała, że efektowne i efektywne stało się efekciarskie. Coś, co kpiło, staje się przez pewne, późniejsze sceny obiektem kpin.

Powrót to koncert straconych szans. Poważny, ale nieprzegadany dramat niuansów wypowiadający bardzo potrzebne współcześnie słowa z brawurą, mutuje się w coś prostego i prostackiego. Trudno sobie przypominać, jak było na górze, kiedy nagle zaliczasz bolesny zjazd. Idea twórcza pełna błyskotliwych wniosków w pewnym momencie nie daje rady wypowiedzieć tego skutecznie kinem.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Współtworzą