Siemano
Tak sobie pomyślałem, że obejrzałbym sobie jakiś serial. A że kompletnie się tą formą nie interesowałem, pomyślałem, że coś mi polecicie. Z serii z obecnego tysiąclecia oglądałem chyba tylko Breaking Bad, dlatego w zasadzie jestem otwarty na wszelkie propozycje.
No, może prawie wszelkie. Niech będzie to:
~ Serial zakończony, i mam tu na myśli zamkniętą historię. Nie że zdjęto serial przez małą oglądalność, zostawiając widza z urwanymi wątkami.
~ Fajnie, jakby był na Netflixie (bo akurat tam mam teraz subskrypcję).
~ Gatunek? W zasadzie dowolny, ale
- nie o superbohaterach w kretyńskich wdziankach
- żadnego kostiumowego realizmu
- politycznym gierkom też dziękuję
- jak i romantycznym perypetiom nastolatków
~ Im mniej wątków pobocznych, tym lepiej.
@Wafel88 Żeby jeszcze w DBS było coś do cenzurowania.. xD
Niezłe, choć oczekiwania były na pewno większe. Postaci nawet fajne (zwłaszcza demon), czasem można się zaśmiać. Nie jest to niestety poziom Futuramy czy Simpsonów, ale nie nudzi. Mimo wszystko jak ktoś jeszcze nie oglądał, polecam zaczekać z tym do premiery drugiego sezonu. O ile przez większość odcinków nic wielce konkretnego się nie dzieje, to w dwóch ostatnich epizodach fabuła rusza nagle do przodu, serwując widzom cliffhanger. Zanim pojawi się kontynuacja, pewnie już zapomnę, o co w tym chodziło.
Styl od CML99 bardzo mi się podoba. Teraz jest dużo lepiej.
Swoją drogą na każdej "białej" stronie jest zawsze marudzenie użytkowników, że męczy wzrok i ktoś musi zrobić dodatek do przeglądarki, a twórcy portali internetowych i tak brną w tą idiotyczną modę na coraz to większą przewagę bieli, a że na ciemniejszych stronach nie narzeka absolutnie nikt, nie ma znaczenia. Dziwne to. ;)
+ dla opcji zaimplementowania wyboru w opcjach użytkownika
Uwolnić orkę! …a potem przelecieć. No ja pierniczę, to ma być najlepszy film 2017 roku? Denne filmidło o tolerancji dla odmienności. A więc mamy starego geja, segregację rasową, wzmiankę, że Ruscy nie lubią żydów, głównego złego – białego hetero z charakterem gestapowca – no i najważniejsze, uwięzioną chodzącą na dwóch nogach rybę, z którą gzić się będzie główna bohaterka. Mocno obrzydliwe to dla mnie było. Swoją drogą postać grana przez Hawkins przez cały film bardzo mnie irytowała. Tak na marginesie – cały film kogoś mi to wodne stworzenie przypominało. No tak! Abe z Hellboya – dziwnym trafem innego filmu del Toro.
Ładne to wizualnie, ale nie jakieś nadzwyczajne. Kolejne "głębokie dzieło" pisane pod recenzentów (no bo jak cię nie zachwyciło to dzieło sztuki, to plebs z ciebie a nie krytyk, wracaj do oglądania Transformersów).
Z nowszych Wizyta moim zdaniem całkiem mu się udała. Nie jest to oczywiście poziom wyżej wspomnianych, ale warte zobaczenia.
Całkiem fajna animacja. Nawet przyjemna fabułą, nie najgorsze postacie, wpadająca w ucho muzyka. Wrażenie robi wzruszająca końcówka. Choć szczerze mówiąc, po wszechobecnych zachwytach liczyłem na coś więcej. Ogólnie to mam małe deja vu. Muzyk w meksykańskich zaświatach? To już było w Księdze życia – moim zdaniem animacji lepszej pod praktycznie każdym względem.
Mimo wszystko Coco polecam, bo to wciąż solidna produkcja.