Podzielam opinię, że część druga jest trochę lepsza od pierwszej. Klimat ciągle jest, a starcie z królową wymiata. Efekty specjalne nadal robią wrażenie. Ba, w dobie wszechobecnej komputerowej sztuczności docenia się je jeszcze bardziej. Majstersztyk gatunku. 8+
Aż się tam zalogowałem, żeby zobaczyć, o co wam chodzi.
Masakra, Facebook 2.0. xD Jakoś to wszystko kiepsko zoptymalizowane. Przy ok. 2500 ocenionych filmów wszystko bardzo długo mi się ładuje.
Nudne filmidło o zombie. Bohaterowie, o których nie wiemy właściwie nic, usiłują przetrwać w świecie, o którym wiemy jeszcze mniej. Inteligencja postaci poraża. Zamiast być ostrożnym, ci wręcz proszą się o zgon. Ciężko stwierdzić, do czego zmierza i tak szczątkowa fabuła. Kilka scen podchodzi o komedię, obawiam się jednak, że niezamierzoną.
Szkoda, że z taki tok myślenia zdaje się być raczej wyjątkiem od reguły.
Pierwszy raz po obejrzeniu jakiejś serii mam ochotę jednocześnie napisać "Ale się fajnie oglądało" i "Nareszcie koniec tego gówna". Pierwsze, oparte na filmach sagi niezbyt mi się podobały. Dużo lepiej wypadają następne – z Zamasu i oba turnieje (choć to, jak przeciągany był drugi z nich, jest kuriozalne nawet jak na standardy DB). Zarzuty co do tej serii można by wymieniać długo (chociażby nieczującego powagi sytuacji Gokuu, kulejącą animację czy absolutnie idiotyczne skoki siły bohaterów), ale mimo wszystko i tak często nie mogłem doczekać się następnego odcinka.
Koniec kiepskiej trylogii telewizyjnej i ostatni film, w jakim przyszło zagrać Bronsonowi. Fabuła we wszystkich częściach pisana na kolanie i przeplatana dennymi wątkami rodzinnymi (w "trójce" przynajmniej rozwiązanie sprawy było nawet ciekawe, co nie zmienia faktu, że cała reszta niemiłosiernie przynudza). Po samym Bronsonie czuć zmęczenie wiekiem, a tu jeszcze za gliniarza robi. Jak się przewija po ekranie, to zazwyczaj stoi jak kołek ze zwisającymi rękoma i zdaje się czytać tekst z kartki. Strata czasu.
Przesadzasz, nie jest tak źle.
Film początkowo o chęci zemsty, później o człowieku rozważającym, co jest sprawiedliwe, a co nie. Jakieś wielkie arcydzieło w filmografii Eastwooda może to i nie jest, ale ma kilka fajnych scen i w zasadzie nie nudzi. Clint to Clint.
Proszę czekać…