Aktywność

> Elizabeth_Linton o 2017-02-27 04:23 napisał:
> Oscary, kategorie do dodania:
>
> Najlepsza scenografia – filmy czarno-białe lub kolorowe
> Najlepsze kostiumy – filmy czarno-białe lub kolorowe
>
> http://www.imdb.com/event/ev0000003/1959?ref_=ttawd_ev_1
>

Możesz to spokojnie dodać jako normalną scenografię i kostiumy, jak zrobili na Wiki.
https://en.wikipedia.org/wiki/31st_Academy_Awards#Awards
Jeśli koniecznie chcesz zaznaczyć, że wrzucono do jednego wora filmy czarno-białe i kolorowe, możesz uwzględnić to w informacjach uzupełniających.

Bardzo fajnie się oglądało. Przez cały seans czuć, że odpowiada za to reżyser Szóstego zmysłu. Tak samo zbudowany jest na nieobfitujących w cięcia i dynamikę scenach połączonych z oszczędnością dialogów i muzyki. Fabuła zaciekawiła mnie bardzo, a końcówka nawet zaskoczyła. Willis i L. Jackson też świetni.

Słabizna, jedyna część, przy której nie spędziłem miło czasu. Ze starej ekipy został już mało kto, a Akademia w skrajnie okrojonym składzie to już nie to samo. Gagi nie śmieszą, a fabuła nie ciekawi.

Trochę czuć brak Mahoneya i Zeda, ale reszta pozostała, więc wciąż ogląda się fajnie i można się uśmiechnąć. Żartów z Harrisa nigdy za mało.

Dobrze, że to zdechło. Jakiś czas temu moda na 3D przerzuciła się na branżę grową, gdzie jest wysyp gogli VR i wyrobów gropodobnych na nie przeznaczonych. Jednocześnie jedynymi entuzjastami tego zdają się być twórcy tej technologii. xD

Część wyraźnie gorsza od pierwszych trzech, ale mimo wszystko wciąż jest wesoło.

Telewizyjne filmidło pozbawione logiki. Sprawia wrażenie odcinka jakiegoś bieda-procedurala. Oglądanie męczy, a główna bohaterka irytuje.

Bociany (2016)

Coraz słabsze te bajki robią. Bohaterowie są nudni, fabuła nie ciekawi, a humoru jak na lekarstwo. Chciałem dać 4, ale za dostarczenie na końcu dzieciaka gejom daję jeszcze ocenę w dół (homofobem nie jestem, ale jakieś granice są…).

Decydując się wczoraj na ponowny seans, trochę się bałem, że wrzucę ten film do grona tych, które są wysoko oceniane jedynie przez pryzmat zakończenia. Okazało się, że zupełnie niesłusznie, bo nawet znając fabułę, ogląda się go z wielką przyjemnością (choć trochę automatycznie włączał mi się syndrom wyszukiwania błędów i niespójności). Nie brakuje bardzo dobrych scen, a duet Willis-Osment wypada rewelacyjnie.