4/10 – Kiedy horror śmieszy widza, to nie za dobrze o nim świadczy. Sceny śmierci są wręcz komiczne. Do tego dochodzi bardzo wtórna fabuła.
Co prawda Daft Punk (i ogólnie muzyka elektroniczna) to zupełnie nie moja bajka, ale w tym filmie słuchało się tego całkiem przyjemnie. Na uwagę zasługuje bardzo fajna kreska (podoba mi się ten styl rysowania postaci). Wśród wszystkich przewijających się tu utworów jeden wyróżnia spośród pozostałych – jest zupełnie inny i nie przeczę, bardzo mi się spodobał. Poniżej link, oczywiście z fragmentem filmu.
https://www.youtube.com/watch?v=HhZaHf8RP6g
6+/10 – Gang Olsena w wersji dla młodszego widza, ale i dla starszego znajdzie się tu parę smaczków (głównie mających polityczną otoczkę). Bajka zbiera dość nieprzychylne opinie, ale moim zdaniem nie jest tak źle. Charaktery postaci zostały mniej więcej te same. Nie pominięto też tradycyjnego dla serii wyjścia Egona z więzienia ze znaną melodią w tle. Fabuła jest strawna, a kilka scen jest całkiem zabawnych.
4/10 – Kamienna, milcząca twarz Eisenberga będzie mi się chyba śniła po nocach, bo musiałem ją oglądać mniej więcej przez połowę filmu. Pomysł na fabułę w sumie niegłupi, ale dłuży się niemiłosiernie.
7/10 – Tintin nie zawodzi. Fabuła jak na film animowany jest całkiem ciekawa i dojrzała, a do tego dochodzi dobra i klimatyczna muzyka (piosenki w wersji polskiej są naprawdę miłe dla ucha).
Jak tak zacząć wertować katalog pod słowem kluczowym "na podstawie komiksu", to kilka razy można się zdziwić. :)
I rzeczywiście fajna sprawa, że redakcja ostatnio bawi się w różne zestawienia.
Muszę w końcu zobaczyć tego Scotta Pilgrima, bo często chwalą widzę. ^^ Większość z tego, co widziałem z listy, również uważam za fajne filmy (a zwłaszcza V jak Vendetta). 300 podeszło mi mocno średnio, ale żeby film był bardziej komiksowy niż ten, musiałby mieć chyba dialogi pisane w dymkach.
Zapowiada się na kilka całkiem przyjemnych animacji.
Filmowego Tony’ego Starka zapamiętałem jako postać niebywale irytującą (poza tym połączenie bogatego geniusza i kompletnego lekkoducha się dla mnie nie klei). Sam film również porywający nie był (oceniłem na 5). Inna kwestia, że jakimś entuzjastą filmów o supergościach walczących ze złem nie jestem i większości tych uznawanych za najgorsze nie widziałem. Mimo wszystko nie wiem, czy takie postaci się tu kwalifikują, ale wolę coś w deseń Hellboya lub Blade’a.
Zabawne, że gdybym miał wymienić NAJGORSZY film z jakimś superbohaterem, to bez wahania powiedziałbym "Iron Man". :D
Proszę czekać…