@dawidek98
@bizarre No i co najważniejsze, jak na kino bożonarodzeniowe wcale nie jest przesłodzony. Gdybym żył we wcześniejszych latach XX wieku, to ten film oglądałbym sobie co roku na Święta (jeżeli go wówczas namiętnie puszczali w naszym kraju) zamiast "Kevina…"
Super kino świąteczne. James Stewart jako główny bohater wypadł aktorsko rewelacyjnie. Aż widać było w jego oczach ból, zagubienie, smutek i niezrozumienie. Ten film powinien przekonać człowieka, by polubił Święta Bożego Narodzenia, bo to jest jedyny czas w roku, kiedy powinniśmy się wszyscy pojednać niezależnie od rasy ludzkiej, wyznawanej religii czy kultury. Donna Reed jako żona głównego bohatera też wypada bardzo dobrze, podobnie Henry Travers w roli anioła – śmietanka aktorska czasów II wojny światowej. No, film powstał króciutko po jej zakończeniu. Bardzo też ubolewam nad tym, że krytycy i widzowie początkowo olali tak wartościowy, przejmujący, a zarazem dający nadzieję na lepsze jutro obraz Franka Capry z 1946 roku. Do tego dorzućmy imponujący finał, kiedy to George Bailey odnajduje samego siebie, a w domu czeka go niespodzianka z żoną i dziećmi śpiewającymi "Auld Lang Syne" i mamy klasykę filmów bożonarodzeniowych. Każdy powinien to cudo obejrzeć, bo to naprawdę coś nadzwyczajnego. Kiedyś nie potrzeba było narkotyków, seksu i bluzgów co drugą kwestię, by zainteresować człowieka danym filmem. Ode mnie mocne 9/10.
Może być. Dla zabicia czasu doskonale się nadaje trzecia część przygód Connora MacLeoda – mam ją nawet na płycie DVD. Ale to zdecydowanie już nie jest to samo, co wyśmienita i wiekopomna pierwsza część. Zamiast widowiskowych pojedynków na miecze mamy wspomnienia głównego bohatera, których jest niestety za dużo i walki, które zostały zrobione na siłę, przez co stały się nieciekawe. Dalsze części niż trzecia najlepiej z daleka omijać i milczeniem pomijać. Zrymowało mi się, przepraszam. Nic wielkiego to nie jest, kino z rodzaju na niedzielne popołudnie lub do wspólnego obiadu. Prościutkie i banalne kino. Potem Peter Jackson dorównał "Nieśmiertelnemu" swoją zaczepistością, kręcąc wiekopomną, legendarną, genialną i jedyną w swoim rodzaju "Władcę Pierścieni". "Nieśmiertelny III" to po prostu znośny film. 6/10
Dobra kontynuacja. Obejrzałem m.in. ten film z tego względu, żeby ludzie z mojego otoczenia nie pomyśleli, że oglądam tylko same poważne filmy. Lubię sobie obejrzeć czasami mało ambitny film, takie jak części kultowej serii "Nieśmiertelnego" – ponownie efekty wizualne nie zawodzą, pojedynki na miecze w wykonaniu Connora MacLeoda i Katany robią wrażenie nawet do dzisiaj, co prawda w mniejszej ilości niżeli w pierwszej można usłyszeć zespół Queen, ale jednak. Nawet zbliżamy się wielkimi krokami do roku 2024, w którym dzieje się akcja filmu. Czy wizja twórców się sprawdzi, jeżeli chodzi o wygląd teoretycznego miasta przyszłości jeżeli chodzi o wcześniej wspomniany przeze mnie rok? Moim zdaniem nie do końca, ale i tak scenarzyści popisali się oryginalną koncepcją, ale jeszcze nie ma na razie latających maszyn, jak w przypadku drugiej części "Nieśmiertelnego" lub "Piątego elementu" Luca Bessona. Kino ma być też rozrywką. Nie każdy film ma sprawić, że będzie nas prześladowało tysiąc przemyśleń na temat życia. Mój komentarz to taki apel dla marud, narzekaczy i malkontentów. Polecam każdemu, kto lubi naprawdę niewymagające kino. 7/10
Mi się też bardzo podobał. Dla mnie najlepszy film fantasy XX wieku. A muzyka Queenu po prostu dopełnia całości – no i jeszcze gra aktorska Christophera Lamberta i Seana Connery. Reżyser Russell Mulcahy stanął na wysokości zadania i widzowie dostali świetny pokaz pojedynków na miecze i efektów specjalnych. Plenery górskie są bardzo wysmakowane – widoki, które każdego potrafią podnieść na duchu, a zarazem sprawić, że człowiek będzie miał lepszy dzień. Jestem pod ogromnym wrażeniem kinematografii z lat osiemdziesiątych XX wieku – tyczy się to również pierwszej części "Nieśmiertelnych", która porywa i nie puszcza od pierwszej do ostatniej minuty seansu. Gorąco polecam, jeśli ktokolwiek jeszcze nie widział. Będzie wprost urzeczony tym, co widział na ekranie.
@Chemas "Wielki błękit" też nie bardzo mi się podobał. Oczywiście, miał super zdjęcia podwodne i muzykę, ale to za mało. Aktorstwo nie powala, hektolitry nudy aż wylewają się z ekranu.
@Adrenochrom Według mnie Nagi Lunch nie dorasta Musze do pięt.
@pajki_filmaniak "Mucha" o niebo lepsza.
@marek22 Zgadzam się z Tobą i z Alexxią. Dla mnie też to jest niestrawny film.
Proszę czekać…