Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

Czarny deszcz (1989)

Świetny! Naprawdę niezłe kino.

Piksele (2015)

Dziwne, że reżyserem nie został Patrick Jean, który zrealizował "Pixels" z 2010r. w formie krótkometrażówki. W końcu to był jego pomysł. Chris Columbus z kolei stworzył kalkę "Pogromców duchów" w "ośmiobitowym" wydaniu.

Skarb (1948)

Lekko i przyjemnie się ogląda. Adolf Dymsza, pojawia się dopiero, gdy mamy już za sobą ok. 1/3 filmu. Ale i tak warto.

Znachor (1981)

@Chemas Mi przypasował "Szczęśliwy brzeg" jak najbardziej. Jerzy Bińczycki – legendarny i fenomenalny aktor, który po prostu zawsze się szanował.

Napoleon (2023)

Nudne, rwane wątki, a w pewnych momentach wręcz męczące.

Jumanji (1995)

Gdyby nie Robin Williams, to nie zdzierżyłbym do końca. Tylko z tego względu 5/10.

Cud w Nowym Jorku (1994)

@Elizabeth_Linton Całkiem sympatyczny film? To ty chyba nie widziałeś "To wspaniałe życie" Franka Capry.

Cud w Nowym Jorku (1994)

Jeden z wielu nienadzwyczajnych filmów świątecznych, jakie kiedykolwiek powstały.

Szpital na peryferiach (1977 - 1981)

Genialny i najlepszy serial medyczny, jaki kiedykolwiek powstał. Doktor Strosmajer grany przez Milosa Kopeckiego i jego najsławniejsze powiedzonko: "Gdyby głupota umiała fruwać, to latałaby Pani jak gołębica!" stało się po prostu legendą. Szkoda, że spotkało go nieszczęście na sam koniec serialu. Doktor Sova (którego to rolę wykreował charyzmatyczny Ladislav Chudik), doktor Arnost Blazej, Elzbeta i Dana Kralova są bohaterami po prostu na medal. W przeciwieństwie do 95% produkcji tego typu (tyczy się to także "Dr House’a") postacie nie zajmują się żadnymi pierdołami, tylko leży im jak najbardziej na sercu dobro pacjenta, którego mają przed sobą na sali. Ba, nawet rozmawiają o dolegliwościach i pytają, co jest pacjentom, co czują, przeżywają i tak dalej. Muzyka Jana Klusaka jest momentami wesoła (w czołówce), a raz smutna (jak się kończy "Szpital na peryferiach"), ale naprawdę potrafi umilić widzowi czas antenowy przeznaczony na obcowanie z tym czeskim dziełem sztuki. Tak już mam, że uwielbiam stare seriale, bo w nich czuć, że aktorzy grają, a nie tylko są i plotą androny. Żadnej amatorszczyzny, tylko dopieszczanie szczegółów na ostatni guzik. Nie oglądałem co prawda wiele czeskich seriali, ale ten jest jak najbardziej godny polecenia. Jak by to powiedzieli Anglicy – "must see". Szkoda, że udanych seriali o tematyce medycznej powstało tyle, że mogę policzyć na palcach jednej ręki. Według mnie doktor House się chowa przy czeskiej załodze szpitala na peryferiach Pragi. Nawet jak ktoś nie lubi lekarzy w rolach głównych, to i tak musi obejrzeć, bo to nie jest kolejna produkcja na zamówienie telewizji, tylko powstały z głębi serca serial składający się z dwóch sezonów (w pierwszym sezonie 13 odcinków, a w drugim 7 – co daje 20). 10/10

Farinelli: Ostatni kastrat (1994)

Ciekawe, czy w dzisiejszych czasach znajdzie się zuch, który w imię muzyki będzie skłonny do takiego poświęcenia.

Proszę czekać…