Travis Bickle (Robert De Niro) jest taksówkarzem w Nowym Jorku. Dobrowolnie zgłosił się na nocną zmianę, bo z powodu przeżyć w Wietnamie cierpi na bezsenność. W ten sposób Travis co noc spotyka się z marginesem społecznym. Przejęty obrzydzeniem do bagna wielkiego miasta Travis uważa, że musi coś w tej sprawie zrobić. Zaopatruje się w cały arsenał broni i już wkrótce robi z niego użytek w osobistej kampanii zemsty: uwalnia prostytutkę Iris od jej sutenera i zabija go, przekazując dziewczynę, która uciekła z domu, rodzicom. opis dystrybutora
Opowieść o brudzie (dosłownie i w przenośni), opowieść o utracie niewinności (przez dzieci i dorosłych). Ten syf wylewający się nocą na ulice Ameryki. Travis jako sprawiedliwy, który ratuje z rąk alfonsa dziewczynę. Później mija kilka miesięcy, Travis wraca do zdrowia, spotyka Betsy, a potem odjeżdża i czuć jakiś taki niepokój, że ten syf znowu go jakoś dotknie, że to wcale nie jest happy end.
Rozczarowanie. 5/5
Nienawidzę oglądać klasyków, nie znoszę oglądać filmów, które "trzeba zobaczyć" i o których wszyscy mówią, że to pozycje obowiązkowe, rewelacyjne. I to nawet nie dlatego, że mam wygórowane oczekiwania, ale dlatego, że niestety spora część tej klasyki po prostu mi się nie podoba.
Taksówkarza nie widziałam (do tej pory) ani razu. Wiedziałam, że to jedna z tych zaległych pozycji obowiązkowych i w końcu postanowiłam obejrzeć. Był to pierwszy i ostatni raz, więcej do tego filmu nie wrócę. I nie dlatego, że to zły film, on jak dla mnie jest po prostu przeciętny. Oczywiście mam świadomość odniesień do ówczesnej rzeczywistości, niemniej dla mnie dzisiaj (teraz) nie ma to większego znaczenia.
Plusem filmu jest na pewno świetna gra aktorska De Niro, który sprawdził się w roli Travisa. Niemniej sama postać Travisa to antypatyczny, niezbyt rozgarnięty (by nie powiedzieć głupi) dupek, który swoje problemy emocjonalne rozładowuje stosując przemoc na mniej lub bardziej przypadkowych osobach. I chyba ten mój brak sympatii i zrozumienia dla Travisa jest decydujący w niskiej ocenie filmu.
Z minusów, jak dla mnie, muzyka. Tak epatująca emocjami, że już od początku każdej "złej" sceny, wiemy co się wydarzy, bo dostajemy po uszach niepokojącymi tonami. Zero subtelności w budowaniu emocji.
I na podsumowanie: Długo nie sięgnę po nieobejrzaną klasykę…
Pozostałe
Film obejrzałem dość późno i wcale nie podchodziłem do tej pozycji jako klasyka, który muszę obejrzeć. W końcu jak obejrzałem dostałem to co chciałem. Zachwyty nie są przesadzone.