@Movieman
Odetchnąłem z wielką ulgą jak podaną informację, że Holland wygrał casting. Patrząc na jego konkurentów był to jedyny słuszny wybór.
Co do reżysera to na raz nie wiem co myśleć. Muszę wreszcie nadrobić jego Klauna no i czekamy na nowy film z Baconem L:)
Kurcze, słuchałem sobie przez ten czas jego twórczości od momentu informacji o jego śmierci i jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że to mega strata. Jego ściezki do Titanica i Walecznego serca to istne arcydzieła – 10/10.
Oo, czekałem na coś takiego. Zapowiada się dobra rzecz, tym bardziej że stoi za tym Netflix. Nie powinno być więc odwalonej fuszery. Liczę na tony koki i mocną, bezkompromisowa akcję, trochę brutalności i kobiecych wdzięków też nie zaszkodzi. Ciekawe jaką będzie miał kategorię wiekową, oby erka. Daredevilowi na dobre to wyszło.
Ale jaranko na ten film. Szykuje się kolejna, wielka rola Tomka :) Nie mogę się doczekać. Depp zakryty czapką, Hardy gangsterem roku :)
Pierwsza wtopa Netflixa – Tegoroczna, komediowa premiera od Netflixa, która okazała się dla mnie ich pierwszym poważnym flopem. Serial składa się z 13 odcinków i opowiada o Kimmy Schmidt, która wraz z trzema innymi laskami zostaje uratowana z bunkra po 15 latach. Zostały one zamknięte przez Wielebnego, który zwabił je na koniec świata. Główna bohaterka postanawia jednak zapomnieć o tym nieszczęściu i przeprowadza się do Nowego Jorku. Tam zostaje współlokatorką czarnego, grubego geja, a mieszkanie wynajmują od walniętej staruchy. Dodatkowo Kimmy w poszukiwaniu roboty zostaje opiekunką bachorów kobiety z wyższych sfer granej przez Jane Krakowski.
Przede wszystkim to co mnie odrzuciło już w pierwszych 2-3 odcinkach to bohaterowie. Kurde, dawno nie widziałem tak irytujących postaci w serialu, a oglądam je hurtowe (skończę jeden, zaczynam drugi). Tytułowa KImmy ogólnie miała potencjał – 30 letnia babka o mentalności nastolatki, która postanawia zamieszkać w NY. Spoko. Niestety aktorka, która ją gra jest tak beznadziejna, że szkoda gadać, Ellie Kemper sie zwie. Jej mimika twarzy i durnowate miny momentami wyprowadzały mnie z równowagi i autentycznie musiałem odwrócić wzrok. Dodatkowo jej czarny przyjaciel gej – za każdym razem jak się odezwał chciałem przyciszyć głośniki. W ogóle wszyscy w tym serialu to debile (nie wiem, może miało to być w ramach konwencji, wyszło źle) i tylko postać Wielebnego jest ok, ale on się pojawia raptem w czterech odcinkach (gra go spoko aktor, ale nie będę spoilerował bo to chyba miała być niespodzianka twórców)
Do tego humor, który totalnie nie trafia w moje gusta. Przez te 13 odcinków zaśmiałem się może ze 2-3 razy. Słabe to było – ogólnie mam tak, że staram się obejrzeć wszystko do końca i ten sezon ostatecznie wymęczyłem. Netflix zamówił kolejny, ale ja już za niego się nie zabiorę.
4/10 – za fajne kolorowe zdjęcia, aktora niespodziankę. oppening oraz niezły dobór muzyki.
Dobry, ale… – Ode mnie takie naciągane siedem. Doceniam samą stronę wizualną tego filmu – kameralny, z bardzo ładnym CGI, momentami ocierający się wręcz o klaustrofobiczny klimat film saj-faj, który z poczatku naprawdę jest swego rodzaju powiewem świeżości, jeśli chodzi o motyw sztucznej inteligencji. Szkoda, że im dalej w las, tym robi się coraz to bardziej banalnie, a sama końcówka to już totalna hollywoodzka klisza. Do tego wydawać by się mogło inteligentni bohaterowie zostają sprowadzeni do poziomu wiejskich głupków.
Ale sam seans udany. 7-/10
I to jest zastanawiające jak ten gość, który już w Spartakusie był drewnem niesamowitym, zrobił z tamtej obsady największa karierę. Wiadomo, że śmierć Andy’ego trochę pozmieniała i to zapewne on byłby tą największą gwiazdą serii, która wybiła się do Hollywood. Nieporównywalnie większa skala talentu, jak i ekranowej charyzmy.
Jai musi mieć niesamowicie uzdolnionego agenta, że wpycha go do takich dużych produkcji jak Terminator czy SS.
Miłe zaskoczenie. – Zdecydowanie najlepszy dla mnie jak do tej pory live-action Disneya – lepszy od Alicji, jak i Czarownicy. Niby prosta, klasyczna opowieść, ale bardzo w disneyowskim duchu, bardzo ładnie prezentująca się pod względem wizualnym. Bałem się tego seansu, a nie było aż tak źle. No i Lily James jest urocza, już w Downton Abbey ją polubiłem.
Ech, Jai. – Abstrahując już od poziomu samego filmu – ten zapewne wysoki nie będzie – recenzenci nie pozostawiają suchej nitki na naszym ulubieńcu – Jaiu Courtney’u, który jest – a jakżeby inaczej – najsłabszym elementem obsady.
Smutne.
Widze, że przygotowania przed Pajączkiem zacząłeś ;P Też muszę obadać ten film.
Proszę czekać…