Trudno będzie napisać coś gorszego niż skrypt Lindelofa.
Movieman z Filmwebu i Q Awards? Witamy!
No przecież wstawiłem zdjęcie rozwiewające wszelkie wątpliwości :)
Najfajniej byłoby ocenić Rocky’ego z perspektywy widza w 1976 roku. Ale jestem w stanie zgodzić się co do tych ról.
6/10 – Gdy myślę o tym filmie, mam wrażenie, że zdecydowanie lepiej wypada on w opisach. Przykładowo rewelacyjny Tim Curry gra tutaj lubiącego damskie ciuszki i makijaż kosmitę, który przybył do nas z planety Transsexual, w galaktyce Transylwania. To jedno z najbardziej odjechanych zdań jakie tutaj napisałem, ale od pewnego momentu wszystko zaczyna po prostu nużyć. Radosnej atmosfery zamierzonego kiczu i powiewu seksualnej rewolucji starczy na połowę "Rocky’ego…", potem musi niestety wkroczyć dość wysilona fabuła i film wyraźnie siada.
Absolutnie rozumiem kult ale do niego nie dołączam, może dlatego, że szczerze mówiąc niezbyt przepadam za musicalami.
8/10 – Odświeżyłem ten film po wielu latach. To nadal bardzo dobry i zaskakująco skromny obraz ze wzbudzającym sympatię głównym bohaterem, ucieleśnieniem amerykańskiego snu. Niesamowite jak wiele filmów ściąga z "Rocky’ego", choćby "Niezwyciężony" i "Fighter" z Wahlbergiem, czy też "Wojownik" z Hardym. Czułem się jakbym oglądał "międzynarodowy wzorzec metra" dla dramatów sportowych.
Niesamowite jest też szaleństwo Amerykańskiej Akademii Filmowej, pomijając odwieczną dyskusję "Rocky vs Taksówkarz", obraz Avildsena na 10 nominacji do Oscara dostał aż 4 nominacje aktorskie, z których rozumiem tylko jedną. Rzeczywiście widać u Stallone’a pasję, determinację, serce, a i aktorsko Sylwek był później tak dobry chyba jedynie w "Copland" (to zadziwiające jaką drogę przejdzie postrzeganie Sylwestra od 1976 roku do dnia dzisiejszego). Jednak reszta nominowanych gra strasznie stereotypowe, ciosane siekierą role. Talia Shire to szara myszka która odkrywa w sobie siłę, Burgess Meredith gra zrzędliwego, starego dziadka, a Burt Young typowego ulicznego cwaniaczka.
Ten kto myśli, że w dzisiejszych czasach Akademia cierpi na chorobę namiętnego rozdawania nominacji ulubionym filmom (patrz np Jacki Weaver za "Poradnik pozytywnego myślenia"), niech koniecznie obejrzy "Rocky’ego". Może spojrzy z pewnym dystansem na obecne wybory szacownego grona.
Kompletnie zdziwiła mnie tonacja tego zwiastuna, spodziewałem się raczej gatunkowo cięższej opowieści o rekinach finansjery. Wszyscy zastanawiają się czy Leo wreszcie sięgnie po upragnionego Oscara, a ja przekornie napiszę, że Dujardin może zaskoczyć wszystkich i świetnie odnaleźć się w tej konwencji.
3/10 – Nudne jak przysłowiowe flaki z olejem post-apokaliptyczne SF z Brucem Campbellem, które naprawdę ciężko oglądać bez przewijania. Może zainteresować jedynie fanów "Martwego zła" którzy mogą wyobrażać sobie, że to czwarta część cyklu, lub też fanów "Matrixa", którzy zobaczą jak to scenarzyści późniejszego "Terminatora 3" prawie wpadli na ten sam pomysł.
Oczywiście wzbudza też pewnie łezkę wzruszenia w rezydencji państwa Campbell, to tutaj Bruce poznał swoją drugą żonę, zajmującą się kostiumami Idę Gearon. Zapewne jego kostium całkiem przypadkiem wymagał niezliczonej ilości poprawek :)
Pełen napięcia mimo niedociągnięć fabuły- wszystko czego można było się spodziewać po współpracy reżysera Mechanika z Balem i scenarzysty Mrocznej Dzielnicy z Seagalem.
Proszę czekać…