Aktywność

Dexter: Mroźna prawda 6x9 (2011)

5/10 – Twórcy ostatecznie pokazali, że mają widzów za kompletnych kretynów. Zrobili to w tym odcinku, odbębniając z fanfarami "niespodziewany" twist którego większość internautów domyślała się prawie od początku i który był ostentacyjnie sugerowany od dobrych paru odcinków. Dobrze przynajmniej, że tej "szokującej" informacji nie przedstawili dopiero w finale sezonu ale i tak pozostał niesmak, że aż tak długo ciągnięto coś tak oczywistego.

Wysyłka nagród FDB.PL

Więcej wiary w Pocztę, może dojdzie szybciej :)

Olivia Wilde (I)

Jak na razie widziałem z nią 4 filmy (Rok Pierwszy, Dla niej wszystko, Tron: Dziedzictwo, Kowboje i Obcy) i muszę niestety stwierdzić, że straszne drewienko z tej uroczej pani Wilde.

Pan Popper i jego pingwiny (2011)

Kolejny film nad którym nie potrafię się pastwić, bo grupa docelowa jest ostentacyjnie wręcz ustawiona na dzieci do lat 7. Ten skrypt jest tak absurdalny, że przy tym scenariusz do Smerfów z Harrisem zasługuje na Pullitzera. Pingwiny włączają sobie telewizor, grają w piłkę nożną i załatwiają się w ubikacji, do tego miałem wrażenie, że są inteligentniejsze od części moich znajomych :) Aj tam 5/10 niech ma i mi znika z oczu.

Pożegnanie HYDE PARK

Błąd, kiedyś to w końcu dojdzie. Ludzkość przerzuci się już wtedy pewnie na holograficzne rzutniki 5D a Ty będziesz miał radochę z oldschoolowej płyty DVD :)

Pożegnanie HYDE PARK

Powiem wam bo chyba to nie jest wielka tajemnica, że Stopklatka niedługo uruchamia dodawanie do bazy przez użytkowników, a tam nagrody z konkursów potrafią dojść w 4 dni (czego sam doświadczyłem). Może to być zabójcze dla powiększenia liczby użytkowników Fdb.

Wojownik (2011)

9/10 – Joel Edgerton jest dla mnie jednym z aktorskich odkryć 2011 roku. Owszem, coś tam grał w "Królestwie Zwierząt"ale sam film nie wywołał u mnie głębszych emocji albo też byłem zbyt zajęty zastanawianiem się czy jeśli Guy Pearce rzuci zapałkę to główne aktorskie drewno spłonie. Tymczasem w tym roku Edgerton najpierw solidnie poradził sobie z legendą młodego Kurta Russella a teraz zalicza naprawdę świetną rolę na tle dwóch wybitnych i skazanych na stłamszenie jego starań kreacji.

No właśnie, wybitnych bo to co wyprawiają Tom Hardy i Nick Nolte zasługuje na nominację do Oscara. Ile w Hardym jest gniewu, zwierzęcych emocji i walącego po szczękach testosteronu, jednocześnie jest to zupełnie inna rola od tej pełnej gniewu, zwierzęcych emocji i walącego po szczękach testosteronu w "Bronsonie". Pełen podziw dla tego aktora. Nick Nolte to osobna historia, dawno już nie widziałem tego aktora w tak znakomitej formie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ten przebrzmiały gwiazdor lat 80-tych po raz pierwszy od wielu lat przyszedł na plan trzeźwy. Różnicę widać od razu, w tej na poły autobiograficznej roli gwiazda "48 godzin" wznosi się na wyżyny które ostatnio osiągnął Mickey Rourke w "Zapaśniku". Jest odpychający ale też wzbudzający litość i współczucie, scena z Hardym w pokoju hotelowym to majstersztyk aktorstwa.

Oprócz tego film O’Connora zapewnia naprawdę wiele emocji, nie przepadam za MMA ale nawet nie zauważyłem kiedy zleciała pełna walk ostatnia godzina która jest perełką reżyserskiego rzemiosła. "Warrior" to bez wątpienia jeden z najlepszych filmów tego roku.

Zbaw mnie ode złego (2010)

Ech kolejna reklama N-ki :) Za 5 lat będziecie to edytować na Canal Plus.

Coś (2011/I)

5/10 – Arcydzieło Carpentera w wersji dla współczesnych nastolatków. Ten prequel cierpi na chorobę wielu współczesnych horrorów które zbytnio ufają komputerowi tak jak właśnie omawiany film lub cienki jak barszcz remake "Koszmaru z ulicy Wiązów". Niby projekty "Rzeczy" utrzymane są w podobnym stylu co te od Roba Bottina, jednak CGI wraz z wyjątkowo nieumiejętnym oświetleniem jego wytworów sprawia, że nie sposób poczuć obrzydzenia i namacalności przybysza. Nie ma śluzu, nie ma zabawy.

Mary Elisabeth Winstead stara się jak może ale po prostu bardziej pasuje na dziewczynę z sąsiedztwa niż na panią naukowiec i heroinę kina SF. To tak jakby Linda Hamilton zagrała w "Ja Cię kocham a Ty śpisz". Joel Edgerton jest solidnym aktorem ale przy tym scenariuszu musi grać jedynie charyzmą co przychodzi mu z łatwością. Reszta obsady jest tylko planktonem, DNA rzuconym na przemiał przez "Cosia". Filmowi nie pomaga także dość głupia końcówka.

The Thing AD 2011 jako prequel wypada dość blado, jeśli jednak zaciśnie się zęby, zapomni o Carpenterze i pogodzi z wymaganiami widowni pokolenia dubstepu (brrrr) to jako oddzielny horror wydaje się całkiem zjadliwy. Pytaniem jest, czy nie są to zbyt duże wymagania stawiane przed seansem…

Coś 1982 10/10
Coś 2011 5/10

Proszę czekać…