Aktywność

Hotel (2001)

2/10 – Dawno tak męczącego, niespójnego i nużącego filmu nie widziałem… Kompletnie nic z niego nie wyniosłem, niczego się nie dowiedziałem. Cała masa żenujących scen (od zanurzania sutków w mleku czy odwrócenie ról w analu…). Kompletny brak fabuły. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby ktoś mocno naćpany biegał z kamerą po Wenecji. Za mało Lucy Liu, pana Malkovicha i Salmy.

Racja, na pewno film nie dla wszystkich, a na pewno nie dla mnie!

Rękopis znaleziony w Saragossie (1964)

Eee? – O ile pierwsza część mnie nie specjalnie wciągnęła, wręcz porządnie znużyła, to z drugą już było trochę lepiej. Ale nadal nie jest to na co liczyłem. Dziwny film, bardzo dziwny. Dodatkowo ta muzyka – bardzo irytująca. Mam nadzieję, że "Sanatorium" okaże się ciekawsze.

+6/10

Troja (2004)

4/10 – Hej, złe to na pewno to nie jest, ale ma tyle wspólnego z "Iliadą" Homera jak mistrz Uwe Boll ze sztuką. Ładnie podana hollywoodszczyzna z zaskakująco dobrze zrobionymi scenami bitew (chociaż były momenty, że nie dało się odróżnić kto Grek a kto Trojan.. Film również obfituje w masę irracjonalnych zachowań (Achilles po zabiciu Hektor kładzie się koło jego grobu i ryczy…) i ta piosenka puszczona na napisach końcowych (gorzej dobrać się już chyba nie dało). Ale czy to ważne? Ważne, że wyszła z tego strawna, kolorowa rozpierducha. I Alleluja!

Skrzypek na dachu (1971)

Cudeńko! – "-Czy Pan ma jakieś błogosławieństwo na cara?
- Ależ oczywiście, niech trzyma się od nas z daleka!"

Przecudowny film, zabawny, miejscami cholernie smutny i nade wszystko prawdziwy. Znakomite ukazanie wszystkich trosk, marzeń (""Gdybym był bogaty…"), tęsknot i pragnień wiejskiego środowiska żydowskiego, obtoczone subtelnym humorem. Te wszystkie piosenki, ta choreografia, te wszystkie "mądrości" Topola… Kolejny przykład na to, że da się zrobić wspaniały film bez moralizatorstwa i całego efekciarstwa.

8/10

Area 51: The Alien Interview (1997)

3/10 – Porządnie wykonany ponad godzinny dokument, mający na celu przekonanie nas na istnienie obcych. Kilka ciekawszych komentarzy między innymi speca od efektów specjalnych czy dekoratorów, za to bardzo słabe inscenizacje i sam filmik z domniemanym obcym. Gdyby twórcy wzięli się za jakiś poważniejszy temat to może wyszło by coś z tego.

Film do obejrzenia w sieci wraz z napisami polskimi.

Dziewczyna moich koszmarów (2007)

3/10 – Bracia Farrelly kolejny raz nie zawodzą, ta samo Stiller. Głupiutka, lukrowa, odmóżdżająca komedyjka z bardzo mdłym happy endem. Czyli typowa hollywoodszczyzna krótko mówiąc :) …

Gwiazda szeryfa (1957)

7/10 – Coraz bardziej przekonuję się do tych "klasycznych" westernów, choć w tym przypadku mam niemałe wątpliwości co do przyporządkowania tego gatunku filmowi Manna. Fonda , Van Cleef i nawet Perkins (niezła rólka, ale i tak od "Psychozy" się raczej nie uwolni) – to musiało się udać. Plus do tego niesłychanie nabrzmiewający klimat i wyczuwalne napięcie. Nie ma co – jedna z mocniejszych pozycji westernowych.

Spartakus (1960)

7/10 – Solidna, ponad trzygodzinna epicka produkcja. Kilka lekkich "potknięć" (momentami wątek miłosny przyprawiał mnie o wymioty, gadki pokrzepiające serca czy niepotrzebne, nic nie wnoszące obrady Rzymian) dzieło Kubricka posiada, ale rekompensuje to w pełni muzyka czy świetne zdjęcia. Jednakże to najsłabszy obok "EWS" film mistrza (nie wliczając jego szorcików)…

Odmienne stany moralności (2003)

6/10 – Po pierwsze, w film jest wepchanych multum różnych postaci. Były momenty dezorientacji, w których miałem naprawdę duży kłopot z ustaleniem kto kim właściwie jest, jak jest spokrewniony z bohaterami itd. To efekt włożenia do rondla z dobre czterech rodzin, ludzi z psychiatryka i ćpunów. Poza tym w filmie pojawia się duża ilość strasznie przesłodzonych scen z emo muzyką w tle. Wyszła by o stokroć lepsza rzecz, gdyby sam film poszedł tropem terapii Lelanda. Kompletnie niepotrzebne są tutaj jakieś wątki romansu doktora, problemu z narkotykami czy wyborem szkoły wyższej. Ok, na razie same suche minusy, czas na dobre strony. Monologi Goslinga i jego rozmowy z doktorem to coś naprawdę świetnego. Muszę przyznać, że film bardzo mnie wciągnął i w jakimś stopniu poruszył.

Jak stracić chłopaka w 10 dni (2003)

2/10 – Jeszcze kilka takich seansów i obstrukcja mózgu zapewniona. Jak to coś można podpinać pod gatunek "komedii", a tym bardziej romantycznej. Gdzie temu subtelnością do "Absolwenta" czy "Annie Hall". Już nie chodzi mi o to, że schematyczność i nielogiczność, bez których gatunek by już dawno umarł, ale żeby historia trzymała się jakoś kupy. I ta nieszczęsna Hudson, znowu z tą swoją miną jakby cierpiała na całodobową menstruacje.

Proszę czekać…