Ujdzie, można obejrzeć. – No, jak na polską, telewizyjną produkcję to ujdzie. W sumie to nic tak konkretnego film nie przedstawił. Mamy trzech głównych bohaterów, maturzystów, którzy uganiają się za panienkami. Są na służbie w wojsku, która dla mnie wyglądała dość sztucznie. Dopiero sama końcówka daje radę i coś można porozmyślać, że tacy młodzi, tyle ich było, a zginęli na wojnie. Wesołowski słaby, można było dać szansę komuś innemu. Damięcki i Pawlicki bardzo dobrze, tu były dobre, miejscami przekonujące role. Przed filmem koleś w studiu Jedynki chwalił świetny scenariusz, ale czy on taki był, nie był zły, nie był jakiś znowu rewelacyjny, był dobry.
Ocena: 6/10
Dobry, policyjny thriller. – Jak zawsze bardzo dobry Ray Liotta. Dość ciekawy scenariusz, sprawnie zrealizowany, akcja toczy się w miarę szybko, nie ma miejsca na nudę, dobre zakończenie. No i widać, co hazard robi z człowieka, jak widać o wszystko można się założyć :)
Ocena: 7/10
P.S. Świetna anegdota o King Kongu.
Warto zobaczyć, świetna Maggie Gyllenhaal! – Odważna, przejmująca, dojrzała i bardzo wiarygodna rola ostatnio jednej z moich ulubionych aktorek – Maggie Gyllenhaal. Gra bardzo realistycznie, świetnie wczuła się w rolę, jej aktorstwo to największa zaleta tego filmu. Akademia Filmowa chyba ominęła "Sherrybaby", gdyż dla mnie taka rola to murowana nominacja. Niezły występ zaliczył Danny Tejo, dla niego też warto to obejrzeć. Jako dramat produkcja ta spisuje się dość dobrze, nie jest to coś nadzwyczajnego, ale ogląda się z zaciekawieniem i nie wieje nudą. Szkoda, że takie filmy przechodzą bez większego echa.
Ocena: 7/10
Wybitne dzieło z gatunku science-fiction. – Jestem pod wiekiem, a nawet ogromnym wrażeniem. Sam temat filmu nie mógł się obyć bez choćby jednego skojarzenia z innymi filmami. Jednakże udało się zrobić fabułę, która bynajmniej nie kopiuje żadnego z klasyków sci-fi, są lekkie nawiązania, no ale ich się po prostu nie dało uniknąć, za dużo wcześniej filmów o tej tematyce powstało. Fajna rzecz, można się po zastanawiać, dlaczego słońce zaczęło gasnąć, bo tak naprawdę to od dziś za jakieś 10 mld ma zgasnąć. Od początku świetnie nakreślona atmosfera podróży w kosmos, jak w "Star Treku" lub "Odysei kosmicznej", a gdzieś tak od połowy bardzo dobre kino sci-fi przeistacza się w paranoiczny thriller sci-fi. Czułem grozę, większą niż w niejednym dobrym horrorze. Ten wyśmienity klimat odosobnienia, podobny jaki udało się stworzyć Boyle’owi przy "28 dni później". Do tego jak zawsze doskonały Cillian Murphy i bardzo dobre wykonanie techniczne, świetne ujęcia ze słońcem w tle.
Ocena: 9/10
Niestety, nie wyszło. – Jestem zawiedziony. Już dawno nie obejrzałem tak obojętnie filmu, nie czułem żadnego napięcia i do tego wiało nudą. Nie mam pretensji ani do Webbera, ani za ludzi odpowiadających za stronę techniczną filmu – tutaj wszystko jest cacy. Ale mam żal do Thomasa Harrisa. Miałem wrażenie jakby ten scenariusz napisał jakiś przeciętny scenarzysta, który od tak napisał początek jednego z najbardziej tajemniczych i przyciągającego uwagę bohatera filmowego – Hannibala Lectera. Cała opowieść o tym jak to Hannibal stał się kanibalem w najmniejszym stopniu nie przekonuje. Nie było zdarzenia w przeszłości, które mogłoby logicznie wytłumaczyć ten zapęd, co z tego, że zjedli mu siostrę? To, że Hannibal zaczął zabijać z zemsty jest jak najbardziej zrozumiałe, ale skąd ten zapęd do kanibalizmu, z historii opowiedzianej w filmie powinien od brzydzić się takimi praktykami jak jedzenie ludzkiego mięsa. Co do głównego bohatera, to tak miejscami pasował, miejscami nie, mógł trochę mniej mówić, byłoby lepiej. Po prostu za słaby scenariusz. Po prostu film nie dał rady.
Ocena: 3/10
Szara rzeczywistość na szarym ekranie. – Prawdziwy do bólu. Świetne, naturalne kreacje aktorskie – fajnie zobaczyć młodego DiCaprio i przyszłego Super-Mana, byli bardzo przekonujący. Niby nic, tylko gadka-szmatka przy stole w ulubionym klubie "Don’s Plum", ale i przesłania się tu można doszukać. Bardzo dobre wstawki w postaci rozmowy przed lustrem. Śmieszny zbieg okoliczności, w filmie wspomnieli o Tedzie Bundy, a później Meadow Sisto (jak dla mnie najlepsza dziewczyna z "Don’s Plum") zagrała w filmie o nim. I jeszcze mimo skromnego budżetu postarano się o bardzo dobrą muzykę.
Ocena: 8/10
Ja mam dylemat czy oglądać trzeci sezon, ponieważ kilkakrotnie debilizm scenarzystów w drugiej serii mnie totalnie zażenował, najbardziej chyba motyw z kawałkiem tatuażu, którego rozwiązaniem było imię i nazwisko matki Michaela – tak jakby on nie wiedział jak się jego matka nazywa. To jest obrażanie inteligencji widza.
> Anita Nowakowska o 2007-08-28 00:22:27 napisał:
>
> "Najważniejsze, że w dobie kopiowania motywów ze starszych filmów, "Osada"
> ma w pełni oryginalne zakończenie, nie przypominam sobie podobnego, żeby
> gdzieś już takie było." – a ja tak: Cube ;)
Tak sobie myślałem o Cubie i tam jest podobne zakończenie do "Osady"? Przecież w Cubie wiadomo było, że gdzieś się z tego wychodzi, więc o co chodzi?
> fizban o 2007-08-28 06:29:08 napisał:
>
> chyba to ogldalem… to ten film co koles mial pelno zegarkow na koncu i
> zbzikowal? ale nie powiem dawno ogladlame ale w pamieci smacznie drzemie :]
To "Cube 2" :)
Przyjemny. - Gdy obejrzałem "Czekoladę" po raz drugi, znacznie lepiej odebrałem film, ocena lekko poszła w górę. Reżyser Lasse Hallström przedstawił ponownie jak w "Co gryzie Gilberta Grape’a" sielankowy nastrój sprzyjający w odbiorze. Świetna gra aktorów, ciekawa fabuła, dobrze przemyślana realizacja, troszeczkę humoru (tańczący ksiądz :-). Czekolada to lekarstwo na wszystko :)
Podczas oglądania zauważyłem opony przy molo, czy one w tym roku tam powinny być, błąd?
Ocena: 8-/10
Proszę czekać…