Aktywność

Król Artur (2004)

Bajeczka, ale po 40 minutach nawet się wkręciłem. Ogólnie lubię produkcje uderzające w patos, nawet jeśli – jak tutaj – całość jest dosyć sztywna (na czele z występem Clive’a Owen’a) i tylko genialny Ray Winstone wyróżnia się na tle towarzyszy Artura.

Zakończenie było dla mnie kompletnie antyklimatyczne. Przewidywalne i przez to pozbawione napięcia, do tego absurdalne sceny [SPOILER](jak zestrzelenie z drzewa, czy wojowniczka Keira powalająca barbarzyńców jednego po drugim)[/SPOILER], wszystko to razem wzięte zepsuło końcowe wrażenie. Porównując do legend kina – jest okej, ale to nie ten poziom co "Braveheart", "Gladiator", czy "300".

Wielki skok (2004)

Taki zwyczajny wakacyjniak – historia nie porywa, ale jest trochę (młodzieżowego) humoru, nieźle dobrana muzyka i ładna Sara Foster. Wygląd to jej największy atut (niestety), aktorsko lepsze występy zaliczyli Owen Wilson i Charlie Sheen.

[SPOILER]
Jedyne co się naprawdę wyróżnia to przekombinowane zakończenie – tak bardzo nie pasuje do lekkiego, komediowo-romansowego tonu całego filmu.
[/SPOILER]

To nie ten typ komedii gdzie żarty sypią się często i gęsto, a bardziej lekki i przyjemny film sensacyjny. Niezła intryga i wartka akcja (i to bez licznych wybuchów i stosu trupów) wystarczy żeby film trafił u mnie na listę niedocenionych perełek.

O ile pełna gablota nagród jest jeszcze do wytłumaczenia (dziecko lat 70’) to obecnych zachwytów kompletnie nie rozumiem. Realizm ma swoją cenę, jasne, nie można się cały czas strzelać, ale tutaj przez pół filmu(!) nic się nie dzieje. Tuż po seansie pamiętam w sumie tylko sam początek.
Później jest jeszcze niezła scena z pociągiem, ale to zdecydowanie za mało. Eh, gdyby jeszcze postacie były ciekawe / dobrze napisane to ta pierwsza godzina jakoś by zleciała.

Doceniam to jak jest nakręcony, aktorsko też jest nieźle.. i to by było na tyle. Zawiodłem się.

Film zbudował jakieś napięcie i ma za to ode mnie ogromny plus. Sama produkcja jest tragiczna(!), ale widać to jeden z przykładów kiedy scenariusz potrafi się wybronić nawet bez pieniędzy. Aktorstwo też pomogło, podobał mi się występ Jim’a Hutton’a.

Poza tym to dobra odskocznia od przegadanych filmów. Chciałbym zobaczyć remake, tylko już z rozsądnym budżetem.

Rekin ze "Szczęk" to przy nim pikuś. Tak przynajmniej widzi Wielkiego Pająka jeden z bohaterów i niesamowicie mnie to rozbawiło. Może w innej czasoprzestrzeni dzieło Spielberg’a jest zagrożone, ale tutaj film ma wartość jedynie rozrywkową. I jak na niskobudżetowiec radzi sobie nieźle, przeszkadzało mi tylko że akcja za wolno się rozkręcała.

Wad jest sporo, ale aktorsko (dla mnie) nie wyglądało to tragicznie.

PS: Film można znaleźć na youtube. Najpopularniejsze są angielskie (z dodatkowymi komentarzami), ale jest też do odkopania wersja "czysta".

Zaczyna się klimatycznie – muzyka, hiszpański język, sceneria. Można się wczuć, a nawet zastanowić skąd taka przeciętna ocena.

Wady wychodzą później. Film jest przewidywalny, a postacie nudne / napisane bez polotu. Jakoś tak się złożyło, że najciekawsze postacie poboczne (policjant, wpółwięzień) dostały najmniej czasu na ekranie. Tylko główny bohater (Charles Bronson) wyszedł nieźle.

Warto jeszcze zaznaczyć że kobieta (jak na film z tamtych czasów) jest naprawdę niezależna.

Film jest pełen absurdów, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Pomino dosyć ostrej przemocy (ja bym nie dał kategorii 12+) to humorystyczna produkcja – na pierwszym planie są przesadzone postacie, dobrze zrobione bo po prostu zostają w pamięci. Fabuła też jest głupia i znowu plus – kolejny element który pasuje do całości.

Najsłabszy punkt to samochody, wyglądają jak jakieś zabawki. A muzyka brzmi jakby zrobiła ją pierwsza lepsza osoba z ulicy. Tylko sam początek jest dobry.

Rozbudowa FDB FDB.PL

@Sweet_Foxy Podoba mi się ten pomysł.

Kiedyś znajdę trochę czasu i zacznę poprawiać słowa kluczowe w filmach które widziałem.

To ciągle film, a nie amatorski twór filmopodobny, ale nawet do średniaka mu daleko. 5.1 na IMDb to jakieś nieporozumienie.

Coś tam broni się obsada i to by było na tyle. W ogóle nie poczułem klimatu – ani to straszne, ani szczególnie obrzydliwe.