3/4 filmu to nudy i o ile reszta się broni to.. nie warto czekać. Dwie główne postacie robią wszystko żeby nie dało się ich polubić, tylko Bruce Willis wypada nieźle.
Efekty specjalne rujnują końcówkę, wielka szkoda, bo to naprawdę dobry, klimatyczny film. Nawet kreacja Franka mało się postarzała, co nie jest takie oczywiste dla filmów z tego okresu.
Mój pierwszy film z tego uniwersum, całkiem niezły, chociaż wolałbym żeby poszedł bardziej w tajemnicę i jakiś mistycyzm bo miał do tego potencjał, a nie czyste gore. Aktorsko okej, ale grupka znajomych napisana bez charakteru i poza Riley jakoś ciężko przejmować się ich losem.
Już pierwsze ujęcia zrobiły na mnie wrażenie, wizualnie to naprawdę ładny film. Może też z tego powodu trochę inaczej postrzegałem postacie – nie było "statystów", wszyscy aktorzy zapadali w pamięć i pasowali do całości. Swoje zrobiła również obecność Aaron Paul’a.
Obsada to jedno, ale scenariusz ma zauważalne problemy. Generalnie historia się obroniła, całość ma dobre tempo, ale częściej niż bym chciał musiałem przymykać oko na logiczne potknięcia i różne dziwne decyzje bohaterów. A ostatnia scena to już w ogóle tragedia.
Film przez długi czas zmierza w niewiadomym kierunku, właściwie nie dając od siebie nic co można by zapamiętać, później następuje kilka mniej lub bardziej obrzydliwych scen i tyle. Pewnie 40 lat temu robiło to wrażenie, ale dzisiaj.. Zbyt dużo potworów przewinęło się przez kino.
William McNamara kompletnie nie sprawdził się w tej roli i wyraźnie odstawał od reszty obsady. Sam film to mocny średniak, bez ambicji żeby wybić się ponad przeciętność, ale to co robi, robi dobrze.
Za pierwszym razem nie do końca przekonał mnie do swojego stylu, ale to film o którym się nie zapomina, naprawdę genialny scenariusz!
Ciężko mi ten film traktować poważnie, nie z tak komiksowym antagonistą, ale ogląda się nieźle. Tylko wizualnie jest zbyt szaro bury, woda dookoła a wszystko takie brudne.